Banał do kwadratu

Będąc widzem zostałem uderzony przesłaniem tak subtelnym, jak cegła zrzucona z 10 piętra. Moje uszy dręczył soundtrack, który usilnie (i bezskutecznie) próbował wycisnąć ze mnie wzruszenie. Gdy tak wiłem się w konwulsjach, dodatkowo kopały mnie teksty narratorki głębokie niczym cytaty z pamiętnika gimnazjalistki. Do tego te sceny, które tak żałośnie (wręcz śmiesznie, z politowania) próbowały zaszokować widza, jak jedzenie surowego pieska albo wciąż żywego królika - serio? Gdy już nawet podniesie się na chwilę powiekę po takiej scenie, to zamyka się ona po 5 minutach przedłużonych scen i sztucznych dialogów. 3/10, tak z litości.

15

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: