Gdzie jest Spielberg?

Bo w tym filmie go nie ma...Całkowicie uleciał (jego) duch nowej (starej) przygody. Pozostała feria bezdusznych komputerowych obrazów, którymi, podejrzewam, nawet 10-latek przestał się zachwycać, bo mu spowszedniały.
Niby jest w tym filmie jakaś historia i jakieś przesłanie, ale wszystko to podane jest w sposób łopatologiczny i całkowicie nie angażujący widza. W dodatku niekonsekwentny, bo z jednej strony film zachęca do pozostania w Realu, do życia prawdziwym Życiem, a z drugiej strony (w końcowej scenie) sugeruje, że w sumie to niekoniecznie, co najwyżej "we wtorki i czwartki" (dosłownie!) Film w gruncie rzeczy nie wiadomo dla kogo-dla dzieciaków nieciekawy, bo lata 80-te to dla nich prehistoria, dla dorosłych kiepska podróż do dzieciństwa, bo wszelkie odniesienia, do "starych, dobrych czasów" są kompletnie mechaniczne i pozbawione magii. Słabiutko, oj słabiutko.

47
  • Obejrzyj to https://www.youtube.com/watch?v=4WL750YMi_A to zrozumiesz, film jest po prostu na podstawie gównianej książki, jest adaptacją a nie interpretacją.

  • To właśnie mnie zastanawia - dla kogo ten film został zrobiony? Bo z jednej strony reklamowany jest jako "easter egg" dla dzieci lat 80-90-tych (czyli obecnie są to 30-40 latkowie), z drugiej strony historia jest tak naiwna, tak ugładzona, że wciagnać może jedynie młodszych nastolatków (14-16lat), no i taką ma też kategorie wiekową. Jednak dla większości dzisiejszych nastolatków, wszelkie odniesienia do popkultury lat 80-90 nie bedą ani zrozumiałe, ani zabawne, ani sentymentalne. Dla dorosłego widza, film jest naiwny czy wręcz dziecinny. Jedyne rozwiązanie jakie widzę, to potraktowanie tej produkcji jako film familijny, na który może pójść rodzic ze swoim dzieckiem i też coś z tego filmu "mieć".

  • Spielberg jest reżyserem, a nie aktorem, więc to oczywiste, że go w filmie nie ma.

    • To była przenośnia Kolego, wyraźnie to napisałem w drugim zdaniu-chodzi o to, że reżyseria tego filmu, jest calkowicie pozbawiona charakterystycznnego stylu, reżyserowanych przez Spielberga filmów. Nie wyczuwa się go ani w tworzeniu bohaterów, ani w fabule i jego wymowie, ani w stylu wizualnym. Ten film mógł nakręcić byle jaki wyrobnik i wyszło by dokładnie na to samo. Nie mówiąc o tym, że i tak z 80% procent tego filmu to nie dzieło reżysera, czy operatora, a grafików komputerowych. Takie czasy. Zresztą operator Janusz Kamiński ostatnio, w jednym z wywiadów sam o tym mówił i wyrażał żal z tego powodu.

      • xDDDDDDDDDDDDD wybacz ale kisnę i nie mogę przestać, dawno takiego betona nie przeczytałem :D

      • W którym miejscu się go nie wyczuwa? Toż to Spielberg pełną miarą. Już sam pościg na początku filmu przypominał ten z Poszukiwaczy zaginionej Arki - chodzi o umieszczenie kamery, podążanie za samochodem w chaotyczny sposób. Końcowa bitwa rozwleczona jak to u Spielberga. Bohaterowie? Charyzmatyczni i zdeterminowani - jak u Spielberga (serio, nikomu Watts nie skojarzył się z młodzieżową wersją Elliota z E.T? - chodzi o to jego charakterystyczne, pełne emocji spojrzenie). Ba, jeśli chodzi o bohaterów. To Spielberg wręcz ubóstwia ich pokazywać jak najczęściej, to ONI są najważniejszą osią filmu. Zobacz jak mało w w Player One było ekspozycyjnych ujęć. Praktycznie na KAŻDYM jest jakiś bohater. To oni są najważniejsi i to dzięki nim wczuwamy się w film.
        Więc albo oczekiwałeś nie wiadomo czego po tym filmie, albo nie rozumiesz stylu w jaki Spielberg kręci filmy.

        • Uśmiałem się. Dzięki:) Poprawiłeś mi humor na resztę dnia-zwłaszcza tym-"charyzmatyczni i zdeterminowani" :)
          Żałuję, że nie byłem dość "zdeterminowany", żeby wyjść z kina przed końcem seansu...

          A na Spielbergu się wychowałem Kolego i coś o jego stylu wiem.
          Porównywanie wygenerowanej w całości przez komputer sekwencji, do tej kręconej na żywo w "Poszukiwaczach" jest kompletnym nieporozumieniem.

          • A wyobraź sobie jak ja się uśmiałem, kiedy zobaczyłem, że nasmarowałeś tyle zdań, a jedyne do czego mogę się odnieść to "Porównywanie wygenerowanej w całości przez komputer sekwencji, do tej kręconej na żywo w "Poszukiwaczach" jest kompletnym nieporozumieniem."
            Bo cała reszta to odpowiedź na ... no właśnie, na co?


            Nie ma znaczenia, czy wygenerowana komputerowo sekwencja, czy kręcona na żywo. Liczy się efekt i to co "widzimy" na ekranie. Bo Spielberg jest reżyserem, nie operatorem kamery. To on ustala w jaki sposób dana sekwencja przebiega. Dlatego nie ma znaczenia warsztat sceniczny, a to co widzimy. A widzimy pięknie zaplanowaną w chaosie sekwencję pościgową

            • Dotknęłaś istoty problemu-właśnie na tym polega subtelna różnica między Kinem z komputera, a Kinem kręconym kamerami w Realu-Niby to samo, "wszystko widać i słychać", tylko nic nie czuć-przynajmniej ja ma z tym problem-nie czuje w tym emocji za grosz. Może jakbym dostał Pada, albo Joystick do tego...?

              Istnieje różnica, między kosumpcją obrazów, a ich przeżywaniem. Niczego w" Player'rze" nie przeżyłem, a konsumpcja wyszła mi bokiem. I tyle.

              • DotknĄłeś ;)

                W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak współczuć, bowiem w dzieijszych czasach praktycznie nie ma filmu, w którym nie wykorzystano by efektu komputerowego. Nawet w zwykłych obyczajówkach są ...
                A w "Graczu Jeden" świat komputerowo wygenerowany jest uzasadniony fabularnie, bowiem całe OASIS to ..wirtualna rzeczywistość .
                Konsumpcja to również przeżywanie, ale w tym filmie to nie o to chodzi. To cały wielki hołd dla idei "Easter Eggu" i zabawy w odkrywanie smaczków.

                • To była literówka:)

                  Co do CGI-nie mam nic przeciwko, byle z sensem i nie w nadmiarze.

                  Szkoda tylko, że te smaczki są tak mechanicznie i bez polotu przedstawiane. Film zupełnie nie wciąga, bohaterowie są nijacy, a historia w sumie banalna. Nie musiało tak być, właśnie Spielberg miał być tego gwarantem. Ale niestety nie był.

                • "Co do CGI-nie mam nic przeciwko, byle z sensem i nie w nadmiarze."

                  Czyli dokładnie jak w Player one, w którym prócz CGI samego w sobie jest to uzasadnione fabularnie :)


                  "Szkoda tylko, że te smaczki są tak mechanicznie i bez polotu przedstawiane."

                  Jak każdy easter egg w grach, czy filmach. Idealnie opisałeś definicję smaczku. To ma być coś nie wielkiego, swoiste mrugnięcie okiem do fanów, a nie budowanie "fabuły", czy jakiejś sytuacji w okół tego.

                  "Film zupełnie nie wciąga, bohaterowie są nijacy, a historia w sumie banalna. Nie musiało tak być, właśnie Spielberg miał być tego gwarantem. Ale niestety nie był. "

                  No cóż, to już Twoja opinia, nie zmienię jej, choć dziwię się nadal, że nie dostrzegasz charakterystycznego stylu Spielberga w tym filmie

  • To jest Spielberg dla dzieci i do tego to jest Spielger, który się zestarzał i robi film o czymś czego nie rozumie. Coraz częściej się tak dzieje. Niestety. Nie powinien w ogóle dotykać takich tematów.

  • Zgadzam się z Twoją opinią, mam dokładnie te same odczucia.

  • Tak jestem dzieckiem pop kultury lat 80-90. Tworczosc Pana S.S. znam dosyc dobrze, wiec chetnie siegnalem po jego najnowsze dzielo. Znajac zarys filmu, spodziewalem sie nowoczesnej akcji z nostaligia "Miasteczka Pleasentville" Tylko tak mamy rok 2018 obecny mlody widz dla ktorego jest ten film skierowany nie skojarzy nic, przemieli film a za piec minut sciagnie kolejny. zero emocji..My, roczniki starsze, tak jak ja rozczarujemy sie i to grubo. Film mocno niespojny, nie trzymajacy w napieciu wrecz nudny tu DeLoean,, Mortal Kombat, Atari, Kostka Zennecisa Matrix, Citroen c6, to takie wspominki podpitego dziadka Wladka ktory non stop gada o swojej mlodosci i z kazdym kieliszkiem opowiada glosniej a nikt mu nie chce przerwac bo sie obrazi. Panie Spilberg nie idzmy ta droga. pozdrawiam

  • Nie odbiega od reszty filmów Żydberga.

  • Idzie z duchem czasu, podejrzewam, że gdyby zrobił coś w stylu starych klasyków, narzekałbyś, że już było. Może mało go czuć, ale sam film jest bardzo pomysłowy w swojej prostocie.

  • Niestety, ale ten film jest strasznie infantylny, a cała fabuła łącznie z finałem i łopatologicznym morałem ocieka lukrem, że aż zęby bolą. Brak tu zaskoczeń, czy niespodziewanych zwrotów akcji, ot taka bajeczka dla grzecznych dzieci do lat 10. Sam jestem graczem od dekad, ale najwyraźniej ten film to nie mój target.

  • Tez mnie ten film cholernie rozczarowal. Samo powsadzanie avatarkow itp. to jeszcze nie madre i korzystne wykorzystanie nawiazan i nostalgii do popkultury od lat 80. Naprawde duzo lepiej sie bawilam na anime traktujacych o ludziach uwiezionych w mmo, czy na wszelkiego rodzaju filmach, serialach, animacjach, gdzie bylo duzo mniejszym nakladem finansowym i zalewem ilosci wykorzystanie nawiazan do popkultury. Mniej, ale z glowa i ciekawiej. Dlatego o ile poczatek filmu jeszcze jakos daje rade i moze sceny z Lsnienia, to reszta ot jedna wielka kiszka i trociny.
    Mlode pokolenie wiekszosci nie lapie i nie widzi, starsze, nie zalapie wielu rzeczy z dzisiejszej rzeczywistosci gier...
    Nie wiem, to chyba mialy byc Goonies 2018, ale nie wyszlo. Ten film jest strasznie bezplciowy, zaden z bohaterow ani mnie grzebi, ani zieje... Nie widze tez tutaj ciekawego wykorzystania swiata geir i mmo jak bylo to chociazby w animacji Wreck czy w Tronie. No naprawde, mimo ze Tron 2.0 okazal sie finansowa klapa, to ja tam mialam wieksza frajde i bijace serduszko niz tutaj...
    Kurcze juz w takim staruszku jak Reeboot widzialam wiecej tego miesa i radosci z eastr eggow niz tutaj.
    Trzeba umiec je uzywac, samo nawsadzanie to nie to, Fallout tutaj przykladem, a Spilberg jedyne co z niego zalapal to tylko Swiety Granat...
    Cytat z Excalibura... No fajjny, mocny, ale co po za tym? Nic wokol tego nie zostalo zbudowane jak i wokol calej reszty nawiazan...
    Jedynie to Lsnienie cos tam robi dobrego, ale mam wrazenie, ze to taka zabawa mozliwosciami jakiegos programu oraz proba pokazania jak to mozna bylo zrobic z dzisiejsza technika... i tyle. Smialam sie, sluchajac jak to dzieciaczki tego filmu sie boja... No, serio? On nie byl za straszny nawet kiedy powstal, a co odpiero teraz... Ksiazka owszem, jest przerazajaca, ale film, co najwyzej wzbudza mily dreszczyk, a nie przerazenie na tle dzisiejszych pomyslow horrortworcow...
    Doceniam byc moze ten jakis hold zlozony Kubrikowi, ale troche dziwne w takim filmie dla dzieciaczkow...
    Naprawde o wiele bardziej bym wolala kontynuacje Trona, dobrze zrobiona po calosci... Uwazam, ze ten film to jakies okropne zmarnowanie nakladow, mozliwosci, efektow i pracy tych ludzi, co go robili...
    Animacje tez nie powalaja na tle tego co widzimy obecnie w grach... Nic tam nie wywolalao pod tym wzgledem mojego och i ach...
    Jestem z tego pokolenia i nie mozna mi zarzucic, ze czegos nie zrozumialam, czy nie wiem o czym mowie... Stranger Things - pierwszy sezon, ma to COS, czego ten film nie ma, a chyba mial miec...
    W dodatku sama idea tego czegos jest dla mnie odrazajaca, odrzucajaca, ten ledwo mowiacy przyglup, niedorozwoj jakis w roli tworcy gry... Troche usmiechenlam sie na probach wytkniecia pazernosci dzisiejszych colowych producentow geir co do mikroplatnosci i zabijania rywalizacji i gry prze pay to win i wydawaniem prawdziwej kasy na bzdury typu skorki, ale to wszystko... Scenka z zalewem reklam, to tez nic nowego, zrzynka z Futuramy (o wlasnie, ona tez pokazywala jak dobrze i inteligentnie korzystac z roznych nawiazan do popkultury).
    Dla kogo jest ten film? Jaki 12 latek zalapie Gorczke sobotniej nocy? Albo tego Excalibura? Zamiast Lsnienia chyba lepiej jakby byl Ash...
    ST ledwo tam mignelo wp ostaci wienca zalobnego... A Jackson jako czerwony kombinezon...
    To jakas sieczka...
    Zamiast kilku porzadnych, rozbudowanych scen z nawiazaniami, skojarzeniami i perskimi oczkami, a najlepiej z kilkoma sekwnecjami ala przechodzenie questow w roznych rodzajach gier mamy za przeproszeniem wysrywanie avatarow z kilkunastu filmow z ostatnich 30 lat...
    Bijatyka dzieciakow w vanie z jakas tam zabojczynia czy kij wie kim to to mialo byc, to juz smiech na sali, ze niby skad takie umiejetnosci u mieszkancow piwnic z vr przyklejonym do geby?
    No i mielismy juz cos takiego - Surogaci sprzed prawie 20 lat z Willisem, o wiele lepiej i powazniej zrobiony film o skutkach pochloniecia przez forme wirtualnosci. Ba, nawet Kosiarz umyslow juz byl pod tym wzgledem lepszy...
    Jedyne co mi nasunal ten film, to to, ze chlopak powinien od razu wcisnac ten przycisk... a samo odpalenie bombki, to byla najlepsza i najmadrzejsza rzecz jaka powinna byc zrobiona z tym calym ustrojstwem. Koszmarny swiat przegrywow... Na poczatku moze mogloby by byc z tego cos powazniejszego, w stylu Po tamtej stronie lustra czy cos, taka przestroga i apokaliptyczna wizja teog uzaleznienie od VR, ale nic z tego koniec koncow nie wyszlo... Ta policja pojawiajaca sie na kocnu jak przyglupy... Gdzie wczensiej byli? Najpierw kreuja nam swiat jakis jak po kataklizmie, a potem okazuje sie, ze wlasciwie jest spoko, jest czysta woda, roslinki, super technologie, ludzie dalej pracuja, jedza i sraja, moze nawet skes uprawiaja, tylko jakis kolo porobil w tajemnicy wirtualne obozy pracy jakby po drugiej stronie globu takich nie bylo na zywca w Koreii i Chinach.
    Swoja droga, jezeli chodzi o taka wirtulanosc i korzysci z tego czerpane, to nie zadna burakokorpo z ameryki, ale wlasnie Chiny by to przejely, korzystaly i klepaly kase na niewolnikach, no ale Spilbergunio albo udaje, ze o tym nie wie, albo sie bal prawdy i takiej powagi.
    A i najlepszy byl ten glowny przyd.upas korporacyjny. Ludzie kochani, kazdy kto gra w jakiej multiplayere wie, ze taki gosciu to NOOB. Ma kase, ale nic nie umie w tych grach i by go skosili w jakiejs pierwszej walce czy czyms, niewazne ile by mial sprzetu. Jak sa ludki, ktore w sekundy rozgrywaja mecze pvp, ze nawet nie widzisz co cie zabilo, ktore przechodza Dark Soulsy na hardzie, ktore maja aplce tak zreczne, ze jakby nie grali, to by byli bogami minetek, ktore zabijaja bossy wielkosci palacu kultury w kilkudziesieciosobowych rajdach, to co to dla nich jakis pryk za kase w mechogodzilli... no blagam. Czy Spilberg chociaz raz w zyciu pogral tak z rok intensywnie w wowa albo cos podobnego? Nie ogladal TR czy God of War albo AC?
    Dlaczego nie ponawiazywla porzadnie do swoich wlasnych filmow? To moglaby byc frajda...
    Potrafia to robic tysiace ludzi na swiecie, amatorow i profesjonalisci od innych mediow, a on nie...
    Jezeli ten niedoroiwniety dziad z filmu ma byc jego avatarem, to niech juz idzie na emeryture, bo to cos jest straszne.

    • Ok, dobra, ksiazka, ale jak juz ktos wspomnial wczesniej, mozna sobie wziac ja jako luzna adaptacje pomyslu i zrobic cos porzadnie, probujac tak naprawde ekranizowac tylko glupot autora. Nagminne robia na odwrot, to znacyz kiepskie, pozmieniane ekranizacje wzgledem ksiazki, a teraz nagle musieli sie zdaje trzymac wiernie?

    • Smialam sie, sluchajac jak to dzieciaczki tego filmu sie boja... No, serio? On nie byl za straszny nawet kiedy powstal, a co odpiero teraz... Ksiazka owszem, jest przerazajaca, ale film, co najwyzej wzbudza mily dreszczyk, a nie przerazenie na tle dzisiejszych pomyslow horrortworcow...

      Jak się ma 10 lat każdy film straszył. Nawet Evil Dead. Książka nie jest straszniejsza od filmu bo 1. King dopisał happy end co psuje efekt, Kubrick musiał go poprawiać 2. jego książka jest płytsza od filmu, nie daje jakoś szczególnie do myślenia 3. to jest dobra książka ale ona też wzbudza teraz tylko dreszczyk, co w zasadzie chciał powiedzieć King? Przeniósł pomysł z nawiedzonym zamkiem do współczesnego hotelu, i tyle.

  • 100% racji. Spielberg skończył się już parę dobrych lat temu.

  • Filmu nie oglądałem choć jestem w stanie uwierzyć. Kiedy ostatnio Spielberg zrobił pamiętny film? Przy okazji oglądam dokument Camerona o s-f i to jest dobra podróż w przeszłość, pewnie lepsza niż ten Player one bo pochyla się nie tylko nad zasłużonymi klasykami ale też bada dalsze możliwości gatunku co daje lepszy efekt dla umysłu niż wspominanie z nostalgią sukcesów. Spielberg powinien jak Cameron zrobić raczej dokument o kinie nowej przygody co byłoby lepszym pomysłem.

  • Film można oceniać w dwojaki sposób, jako adaptację książki i przypomnienia lat 80, albo po prostu rozrywkę familijną, ogólnie film może nie spełni wszystkich wymagań pierwszych, ale myślę, że drugich już tak

  • Niestety przyznaje racje koledze, film jest słaby, nie wciąga, bez wahania pauzowałem i sprawdzałem co do mnie piszą znajomi na messenger ;) Stare filmu Spielberg wciągały niesamowicie, tu historia jest tak prostacka, jak by pisana dla dzieci (to już Ralph Demolka bardziej mnie wciągnął) ciężko było mi dotrwać do końca, a jestem rocznikiem 80'. jedynie pocieszenie dla mnie że dobrze że nie poszedłem na ten film do kina.

  • Pierxxxxxlisz jak połamany za przeproszeniem BREDZISZ!!!!

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: