Wiele osob mówi tu o sztuce. Ja jednak ostatnia scenę zrozumiałem w odrobine inny sposob, moze gorszy, zobaczymy.
Zdaje sie że fotograf zdał sobie sprawe że wszystko to jest kwestia wyobraźni, ludzkiego umysłu. Nie oznacza to jednak w żadnym razie że mimowie nie grali naprawdę w tenisa, grali, głownie w własnych umysłach. Można postawić tu pod znakiem zapytania konieczność fizycznego obiektu, dowodu zbrodni, lub też poddanie w wątpliwość bytu całej zbrodni.
Bede wdzieczny za pokazanie innych aspektów których nie wychwyciłem lub zwyczajnie nie pamietam, film oglądałem dosyc dawno. Wszelkie analizy, linki czy teksty dotyczące filmu także bedą miłe widziane
Też słuszne spostrzeżenie, lecz wpisujące się jednak w tę "zewnętrzną" warstwę filmu (czyli fabuła). A mianowicie gostek fotografuje nieświadomie mordercę, ktoś mu potem te zdjęcia kradnie i do końca filmu nie doczekamy domknięcia wątków - z tego powstałoby coś na kształt thrilleru, jakiejś zagadki, itp. Co do innych interpretacji to nieskromnie skopiuję dla Ciebie swoją wypowiedź z forum (o ile jeszcze jej nie widziałeś):
Słynna ostatnia scena - brat akurat wszedł do pokoju (ma 12 lat). Spogląda na ekran i dziwi się czemu główny bohater podniósł i odrzucił "piłkę" do mimów. Mówi, że to tylko ich zabawa, a on ma taką poważną minę jakby grał z nimi. Ja, kontrując, odpowiedziałem, że to normalne, że uczestniczy w grze z nimi, piłkę odrzuca, ponieważ wierzy, że ona istnieje, lecz tylko w wyobraźni. Ta sytuacja to oczywiście typowe zestawienie dwóch różnych poglądów na temat sztuki i stosunkowi wobec niej i nie byłoby w niej nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że nie została wymuszona. Wręcz przeciwnie, sytuacja była naturalna, a wywołało ją młodsze dziecko, które opisując to co widzi, przy okazji (przypadkowo) otwarło mi oczy na treść sceny oraz na różnorodność odczuć podczas jej oglądania. Trochę takie katharsis... spojrzenie na coś z tak świeżej perspektywy, że jedyne odpowiednie słowo to zachwyt. Sam się teraz zastanawiam, czy ta sytuacja nie była bardziej budująca niż scena.
Reżyser jakby zadawał mi pytanie: czy ty podniósłbyś piłkę? Wszystko wskazuje na to, że podniósłbym bez wahania, a brat, przechodząc obok, co najwyżej spojrzałby w stronę mimów i lekceważąco uniósł brew.
Koniec fascynującej historii. Dziękuję, do widzenia.
Jednak w wyraźnie postawionym pytaniu 'czy Ty podniósłbyś piłkę?' nie musi konkretnie chodzić o stosunek do sztuki. Interpretować można to na rożne sposoby, od filozofii życia (choćby oklepane już Carpe Diem) począwszy.
Nie wiesz tego, czy sobie zdał z tego sprawę, że wyobraźnia płata mu figle. Nie zrozumiałeś nic z filmu, jeśli uważasz że to wszystko było jego imaginacją. Podnosząc piłeczkę i odrzucając, to było tak naprawdę pogodzenie się z rzeczywistością. Morderstwo było faktem dokonanym. On on tym wiedział...ale co zrobisz jak nic nie zrobisz? nie masz dowodów...gdyby nie było morderstwa nikt by się nie fatygował po te zdjęcia.