wszystko co przedtem to tylko "zbiór wydarzeń" (czytaj: wrażeń) i jest - samo w sobie - n i e i s t
o t n e dla analizy wymowy filmu ponieważ stanowi jedynie przygotowanie (albo zapowiedź - jak
scena z gitarą) punktu kulminacyjnego jakim jest moment uzyskania samoświadomości przez
bohatera (ew. widza). I właśnie sposób w jaki to Antonioni pokazał stanowi o wielkości
"Powiększenia". Gdyby nie ostatnia scena... nie byłoby legendy i... nie byłoby tylu wpisów osób
zastanawiających się i próbujących wyjaśniać skąd się w ogóle w tym przypadku legenda filmu
kultowego wzięła.
Reasumując: wszelkie analizy przesłania filmu nieuwzględniające ostatniej sceny to, niestety
kochani, przysłowiowa "kula w płot".
Ps. Przeczytałem kilkadziesiąt wypowiedzi w dyskusji i... naprawdę mocno się zdziwiłem że
tylko kilka osób poświęciło należytą uwagę zakończeniu. Stąd decyzja o napisaniu niniejszego
wątku (osoby zniesmaczone - co tu kryć - trywialnym "postawieniem kawy na ławę" serdecznie
przepraszam)
pozwolę sobie jeszcze zacytować wypowiedź Ryszkova sprzed 3 lat:
"gdybym mial kiedys ustalac liste najwybitniejszych zakonczen w historii kina to Powiekszenie napewno znalazlo by sie w czolowce
Mialem to szczescie ze ogladajac ten film poraz pierwszy, faktycznie doznalem TO uczucie, poczulem ten MYK.
Kiedy pojawily sie znowu mimy (mimowie?) domyslilem sie ze bedzie to ostatnia scena i wspaniale bylo uczucie kiedy powiedzialem sam do siebie: "ok kumam, to jest film ostatniej sceny, albo wszytsko sie wyjasni albo nie zrozumiem nic tak jak do tej pory"
I tu Antonioni przywalil cos tak pieknego i genialnego ze ciezko to opisac. Jak oparl caly ciezar filmu na tej jednej ostatniej scenie. Nikomu innemu taka sztuka z takim wydzwiekiem sie nigdy chyba nie udala."
http://www.filmweb.pl/film/Powi%C4%99kszenie-1966-33008/discussion/Zako%C5%84cze nie,859797
Początek też jest dość ważny. Można rzec, że sceny z mimami otwierają i zamykają tę wspaniale pokazaną iluzję:)
zgadzam się. wszystko było bardzo spójne, powolne, ale nie wydłużone. jak widz wczuł się w klimat filmu, to nawet kupno śmigła wydawało się genialne i nie do zastąpienia przez scenę z innym przedmiotem. pozdrawiam :)
Tak się zastanawiam, czy scena poprzedzająca tę z mimami też miała jakieś znaczenie, czy też doszukuję się pewnych rzeczy niepotrzebnie. Mianowice, pod koniec filmu Thomas po raz kolejny bada teren "zbrodni", a w tle widać szklany budynek z napisem "FOA". Parę sekund później litery tworzące ten napis się podświetlają. Czy nie uważacie, że właśnie ten odblask bohater mógł wziąć za ciało?
Dokładnie, film "robi" sama końcówka. Ta cała nuda i dłużyzna nabiera sensu przy ostatniej scenie. To niemal taki pstryczek w nos od reżysera, widzowie potrafią być jak te karykaturalne pozerskie mimy, obserwować coś, czego tak naprawdę nie ma (mecz tenisa) i doszukiwać się w tym sensu. Ludzie wszędzie doszukują się czegoś - w życiu, w sztuce, a czasem sens w tym, że to nie ma sensu... Nie wiem, czy ta wypowiedź ma sens ;)
Nie wiem czy ma, ale ja się sensu doszukałam. Być może w tym, że go nie ma. Niemniej jednak ta wypowiedź wygrała ze wszystkich, które przeczytałam, gratuluję i dziękuję :D (no, może poza nudą i dłużyzną, ale to już kwestia indywidualna)