To już moje drugie podejście do tego filmu... Ale w obu przypadkach po kilkudziesięciu minutach (I raz- 20 min., II raz- 40 min.) zasypiałam... Zapewne przez to, że film był NUDNY.... Ale przeciez do trzech razy sztuka ...
Ja oglądałem tylko raz, wszystko miało być tak jak lubię:
-film o sztuce
-klimat Londynu
-oryginalny dziwny klimat
I wszystko to było, a ja nadal nie rozumiem czemu ten film mnie nie rusza....
No bo napisałeś, że nie lubisz kina rozrywkowego a tylko takie jak Powiększenie czyli artystyczne. A wg mnie kino artystyczne może być genialne, a mimo to nie ruszać i nawet Cię rozumiem w tym przypadku.
To może tak właśnie jest, bo wiem że to dobre kino i sam się dziwię czemu się nie wkręciłem, tak samo jak nie wiem czemu nie rusza mnie "czas apokalipsy " to też dobre kino z moją ukochaną muzykę doorsów.
A czy nie jest tak dlatego, że każdy odbiera sztukę poprzez pryzmat własnej wrażliwości i osobistych doświadczeń (tak duchowych związanych z życiem kulturalnym, jak i tych prozaicznych życiowych), a nie tylko poprzez preferencje co do nurtu, gatunku, reżysera itd. Widz, który aprobuje wszystko co nazwano "arcydziełem" jest na swój sposób ułomny - bezwolny i bezrozumny... Oczywiście, że warto poznawać to co rekomendowane, powszechnie chwalone ale ostateczna ocena winna należeć do widza i nie jest niesławą przyznać, że nie podoba nam się dzieło wychwalane, jeśli potrafimy umotywować naszą opinię.
Mnie również "Powiększenie" nie zniewala, to nie Antonioni jakiego lubię (np. "Zaćmienie", "Czerwona pustynia", "Przygoda"), być może jest tak dlatego, że Antonioni pracował na obcym materiale - realizując cudze zlecenie. Pomysł filmu zrodził się w głowie Carlo Pontiego, który parł do realizacji pomysłu długo nie wiedząc komu powierzyć projekt. Od znajomego Davida Bailey kupił zarys scenariusza (zawierający szczegóły z życia fotografa), który był bezładny i został wygładzony przez Guerrę i Antonioniego... Sądzę, że dla Antonioniego, jako twórcy do tej pory bardzo niezależnego, nie była to do końca komfortowa praca, stąd efekt rozczarowania po stronie miłośników jego bardziej osobistych filmów.
Za "Zabriskie Point" też jakoś nie mogę się zabrać, oglądam czasem urywki na youtube i boję się oglądać by się nie rozczarować,
ścieżka dźwiękowa Pink floyd w tym filmie to jedne z najlepszych dźwięków jakie w życiu słyszałem .
Mnie się "Zabriskie Point" podoba najbardziej z jego anglojęzycznych filmów, ale może to wyraz mojej sympatii do motywu outsidera :). Co do muzyki - pełna zgoda.
Pozdrawiam! :)
Zgadzam się z Miriam. Film był nudny ( po 40 minutach chciałem go wyłączyć, ale jakoś wytrzymałem) i jak dla mnie nic się tam kupy nie trzymało. Nie wiem po co były wątki z antykwariatem bądź tymi dwoma panienkami, które koniecznie chciały zostać sfotografowane. Zero jakiegokolwiek wyjaśnienia po co te morderstwo kto jest zamordowany?? Po przeczytaniu opisu sądziłem, że główny bohater będzie starał się w jakiś sposób rozwikłać zagadkę morderstwa a tu nic. Wielkie rozczarowanie!
Powiem Ci że po Twoim komentarzu paradoksalnie coś w tym filmie poczułem. Może jego magia to właśnie ta niewiadoma, tak jak na zdjęciu tak jak i w życiu, przybliżając je i próbując zrozumieć jeszcze mniej rozumiemy. Ostatnia scena to taki manifest tego doznania któremu trzeba się ostatecznie poddać i nie brać nic na poważnie. Może ładnie pisze, wszystko fajnie, ale mnie też film nudził, nic na to nie poradzę.