Breaking the Waves

2 godz. 39 min.
7,8 45 088
ocen
7,8 10 45088
48 501
chce zobaczyć
7,2 19
ocen krytyków
{"rate":7.1578946,"count":19}
{"type":"film","id":158,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Breaking+the+Waves-1996-158/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Przełamując fale
  • maroc ocenił(a) ten film na: 10

    Twierdzenie , że film jest o tym , jak pewien gość nakazał się "puszczać" swojej żonie , aby sycić się jej relacjami z tego zadania , często się tu pojawia , ale nie o tym jest ten film.
    Przedstawię tu moje rozumienie jego sensu.

    Jak to często w filmach bywa , klucz do zrozumienia znajdujemy na samym jego końcu.
    Wg mnie są nim dzwony , które pełnią tu rolę symboliczną.
    Pojawiają się już na początku , przy okazji ślubu Bess , gdy przyjaciel Jana woła po ceremonii :
    "bijcie w dzwony !"
    "W naszym kościele nie ma dzwonów" - pada odpowiedź. , co zostaje skwitowane komentarzem : "nie jest tu u was za wesoło".

    Nieco dalej Jan pyta "dlaczego nie macie dzwonów ?"
    "Niepotrzebne nam dzwony , by czcić Boga" - odpowiada starszyzna.
    "Lubię dzwony kościelne" mówi Bess i dodaje "powieśmy je znów".

    Uważnie obserwując lokalną społeczność widzimy , że im bardziej ktoś jest nabożny , tym bardziej jest posępny.
    Przyjaciele Jana nie przejawiają dewocji , ale promieniują radością i szczerością , cieszą się życiem.
    Gdy jeden z nich sączy ze smakiem piwo , po czym zgniata puszkę , obserwujący to członek starszyzny niejako w odpowiedzi sięga po sok , wypija i ze wściekłością na twarzy zgniata szklankę raniąc swą dłoń .

    Bess przez cały film toczy "rozmowy" z Bogiem zadając pytania i sama udzielając odpowiedzi.
    A jest to Bóg tej społeczności - surowy i nieprzystępny.
    Życie miejscowych toczy się wokół spraw zboru , którego starszyzna obserwowane przejawy radości często gromi surowym spojrzeniem.

    Gdy sparaliżowany Jan uznaje "jestem skończony" , co poświadcza nieudaną próbą samobójczą , pragnie uwolnić od siebie swą ukochaną żonę , zapewne obawiając się , że zostałaby samotna i nieszczęśliwa.
    Wdraża kontrowersyjny plan , którego cel wyjawia Dodo : "ona musi się z tego wyrwać , żyć dalej , pomóż mi ją uwolnić".

    Ofiara tego planu - niezrozumiana Bess , stając się obiektem prześladowań buntuje się przeciw tak rozumianemu chrześcijaństwu , które powinno kultywować miłość.
    Mimo zakazu , zabiera głos w kościele : "Jak można kochać słowo ? Nie można zakochać się w słowie , kochać można człowieka - to jest doskonałość".

    Otwarty bunt musiał zostać ukarany pogrzebem bez ceremonii : "jesteś grzesznicą i zostajesz skazana na piekło"
    Jednak podstępem ciało Bess uwolniono z rąk obłudników , a odprawione przez przyjaciół - zostało powitane w niebie radosnym biciem dzwonów które tak lubiła.

  • atotocoto ocenił(a) ten film na: 10

    maroc Piękny i mądry tekst. Dziękuję Ci za niego. Nie wiem, czy oglądałeś (łaś) "Nimfomankę". Uważam, że oba filmy mają ze sobą bardzo dużo wspólnego, bo oba mówią o połączeniu seksu z duchowością i religią i oba kierują mocne oskarżenia przeciwko społecznej hipokryzji. W przypadku "Nimfomanki" Lars wystawia nas jednak na dużo bardziej wymagającą próbę. O ile bowiem Bess budzi u większości wrażliwych widzów bardzo pozytywne uczucia empatii i zrozumienia (w ogromnym stopniu jest to z pewnością zasługa wspaniałej Emily Watson), gdyż "puszcza się" z miłości do męża i z jego polecenia, o tyle "puszczalska" Joe jest osobą znacznie bardziej chłodną, tajemniczą, egoistyczną i kontrowersyjną. Lars nie chciał tym razem działać na emocje, ale pobudzić nas do głębszego wysiłku intelektualnego. Chciał, żebyśmy, zamiast skupiać się na analizie samej postaci głównej bohaterki (Joe), odczytali tą postać w szerszym, filozoficznym kontekście.
    Zachęcam więc do obejrzenia "Nimfomanki" i do przeczytania mojej analizy tego filmu :) Pozdrawiam!

  • ArsAdamant ocenił(a) ten film na: 8

    maroc Zgoda, tyle tylko ze Trier umieścił dzwony w finale na złość komuś z ekipy, bo miał w zwyczaju robić na opak względem tego co chcą ludzie.