Nie tego się spodziewałem. I całe szczęście!

Rzadko podobają mi się filmy spoza głównego nurtu. Jeżeli chodzi o filmy przyznaję szczerzę - jestem dzieckiem Hollywood. Na te jednak co bardziej polecane przez krytyków filmy staram się chodzić, choć zazwyczaj się rozczarowuję. Tym razem było jednak inaczej. Spodziewałem się powolnej opowieści jak w przeraźliwie nudnej "Romie", a jednak "Sny..." okazały się bardzo ciekawą produkcją. Starcie tradycji i nowoczesności, niszczące (w nieco inny sposób niż zwykle) narkotyki i wbrew pozorom liczne zwroty akcji. Moim zdaniem warto iść do kina!

5
  • Po tylu ochach i achach na forum a zwłaszcza po Twojej wypowiedzi w której odnalazłem podobne spojrzenie na kinematografie (Rome wyłączyłem po 20 minutach, co zdarza mi się niezmiernie rzadko) spodziewałem się solidnej porcji rozrywki, zwłaszcza że oglądałem poprzedni film tego reżysera (W objęciach węża) więc wiedziałem mniej więcej na jakie klimaty się nastawiac. Niestety tym razem rzeczywistośc rozmineła się z oczekiwaniami ;) Fabuła w mojej opinii jest tutaj niezwykle prosta a i żadnych zwrotów akcji uważny widz nie doswiadczy, jestesmy prowadzeni jak po sznurku...Jedynym co przykuło mnie do ekranu i summa summarum pozwoliło dotrwac w miare bezbolesnie do konca seansu byla cala 'antropologiczna' otoczka filmu czyli ukazanie wszelkich obrządków, wierzeń i zachowań (świetny zwłaszcza "posłaniec-słowo") lokalnej ludnosci, bo tak poza tym ani aktorsko ani fabularnie nie doswiadczylem zbytnich uniesień.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: