Jeśli obejrzałeś film i masz negatywną opinie, proszę przeczytaj drugą część mojej opini i spróbj zobaczyć film z innej perspektywy. Jeśli nie oglądałeś jeszcze to pierwsza część jest dla Ciebie.
CZĘŚĆ bez spoilerów
Gdy tylko pojawiły się napisy, obejrzałem film. Film nie dla każdego. Jeśli oczekujesz nadzwyczajnej fabuły czy super akcji - odpuść sobie. Film dla osób które szukają znaczeń symbolicznych. Według mnie jest to bardzo dobry film. Problem w tym, że jest zupełnie inny od wszystkich filmów. Mało w nim akcji więc z pewnością film zbierał słabe recenzje, ponieważ pozornie był nudny. Fabuła również nie odgrywa tu dużej roli. Według mnie film daje do myślenia, nie jest to film który oglądamy dla zabicia czasu. Bardzo, ale to bardzo podobały mi się ujęcia w których nikt nic nie mówi, ale w których my mamy się domyślić o czym właśnie myśli aktor. To właśnie to wywarło na mnie takie wrażenie bo raczej z czymś takim się nie spotkałem. Te ujęcia są po prostu świetne. Muzyka w filmie świetnie dobrana. Film pozostawia za sobą wiele pytań. Co mam na myśli- czytaj drugą część opini.
CZĘŚĆ ze spoilerami
Obraz głównego bohatera daje do myślenia. Po obejrzeniu filmu nasuwa sie pytanie jaki na prawde był Stone. Wierzący, czy nie. Czuły, czy nie. Nasuwa się pytanie, co z tego co mówił jest prawdą a co było wymyślone tylko po to, aby wydostać się z więzienia. Następne pytania dotyczą Jacka. Dlaczego finalnie nie zemścił się na Stonie, dlaczego pozwolił mu odejść. Ta scena nawiązywała do tej pierwszej. W pierwszej scenie nie pozwolił żonie odejść. W ostatniej pozwolił odejść Stone'owi co sybolizuje to, że Jack przez ten czas się bardzo zmienił. Jeszcze co do Stone'a. Pod koniec słyszymy jego głos w tej audycji co by oznaczało że się zmienił. Jednak wtedy zastanawiająca może być ostatnia rozmowa z więzienia pomiędzy Stone'm a Jack'em gdzie bohater po prostu się przyznał że udawał przemiane duchową. Więc jaki był na prawde ? Podejrzewam że ludzie myślący będą tutaj próbowali interpretować te zachowania. Ludzie oglądający film dla fabuły będą wstawiać 1/10 ale ja myślę, że fabuła jest za prosta żeby miała tylko dosłowne znaczenie. Dla mnie minusem są ciągłe odniesienia do boga, ale to dlatego że jestem niewierzący więc ten minus jest subiektywny. Lucelta, która z tego co widzimy spała z każdym kto popadnie chyba miała być symbolem kogoś, kto wywiera duży wpływ na innych. Zastanawia też jej imie: Lucelta- możliwe że jest to jakimś nawiązaniem do Lucyfera ? I dlaczego Nortona fascynował...ogień ? Myślę że film będę musiał jeszcze obejrzeć żeby wszystko zrozumieć, wtedy podzielę się z odczuciami.
PODSUMOWUJĄC.
Film z pozoru jest płytki więc od mnij myślących widzów nie należy oczekiwać zrozumienia i dobrej oceny. Recenzjami ten film świata nie zwojuje jednak myślę że każdy widz mający odrobine rozsądku zrozumie, że fabuła jest zbyt prosta aby nie było tutaj znaczenai metaforycznego. 9/10. Nie dla fanów melodramatów, kina akcji czy komedii.
wiem ze jestem znawca... ciesze sie ze przyznales mi racje.. pap :D ty tez jestes super skyline 10/10.. zal...
Doceniam fantazje reżysera, i "prawdziwe" spojrzenie na sytuacje ze strony grupki cywili. Uważam, że podczas takiej inwazji człowiek ma minimalne opcje...
no spoko.. tylko ze skyline to tylko i wylacznie zrzyna z innych filmow jak dzien niepodleglosci, glownie project monster ktorego podrabia bezczelnie juz, a takze wojna swiatow itd. itp. dlatego ma tak niska ocene na filmwebie..
Nie masz sie czego czepiać, w tych czasach wszystko produkuje sie w takich ilosciach, ze czasem nie da sie uniknac skojarzen... rownie dobrze mozesz powiedziec ze cloverfiled (polskiego tytulu nie trawie) zerzną koncepcje z blair witch project... i co? zle, ze tak zrobil? efekt wyszedl super. A filmy akcji takie jak napad na bank, atak terrosystow itd ile razy juz sie powielal temat...hmm? Przeroznych komedi tez sie mozesz czepic ze jedna zrzyna od drugiej, to znaczy ze maja juz ich nie tworzyc?
gatunkowe nalecialosci to jedno.. doslowne kopiowanie scen i elementow scenariusza to drugie..
Wczoraj akurat oglądałem ten film, powiem szczerze, że tylko dla tego że gra tam Milla.
Film bardzo mnie zaskoczył, daje bardzo dużo do myślenia, dużo tam symboliki przede wszystkim z Biblii.
Ciekawe są słowa z jednego fragmentu:
"Wiesz, że na początku|/byłeś kamieniem?
Twoja dusza tkwiła początkowo w skale.
Potem odrodziła się w roślinie.
Potem w rybach, ptakach,|/zwierzętach i tak dalej.
Aż wreszcie stałeś się człowiekiem.
Wiesz, co robiła twoja dusza?
Spłacała długi.
Grzechy z poprzedniego życia|przechodziły na następne."
Moim zdaniem Ci co fim oceniają na: 1,2,3 jak piszą to jak takie "kamienie" pozbawione uczuć, nie wierzący w nic.
Co do aktorów to jedynie bardziej znam Mille, z reguły ma role po stronie zła, może jej pasują, bo w wielu filmach grała podobne, kto widział na pewno wie.
Ode mnie film dostał 10 :) POLECAM !
To niesamowite, ale jesteś kolejną osobą, która potrafi rozpoznać charakter osoby ('"kamienie" pozbawione uczuć, nie wierzący w nic') tylko po słabej ocenie, jaką wystawiła temu filmowi. Ja na Twoim miejscu po prostu cieszyłbym się samym faktem, że "Stone" mi się bardzo podobał, zamiast wywyższać się ponad tych, którym film zwyczajnie nie przypadł do gustu. Widać Polska to taki piękny kraj, w którym tolerancja jest tylko pustym i nic nie znaczącym słowem. I to jest właśnie żenada dla nas samych, że tak boli nas inny gust drugiego człowieka. Pomyśl o tym następnym razem, gdy zechcesz napisać coś "odkrywczego" na temat osoby, której Twój ulubiony film się nie spodobał.
Pozdro
Ja osobiście nie wierze w boga od wielu lat, ale wątek religijny mi nie przeszkadzał, wszystko zalęzy od perspektywy...
- jupiter_from_mars <--"Widać Polska to taki piękny kraj, w którym tolerancja jest tylko pustym i nic nie znaczącym słowem." Trzeba też wziąć pod uwage to, że mentalność polaków głownie sprowadza się do ciągłego narzekania, trudów w docenieniu czegokolwiek, i braku czegoś co ja nazywam "otwartym umysłem" Niestety...;/
No tak rzeczywiście jest - każdemu z nas zdarza się narzekać i nie doceniać "rzeczy", które chociażby nas otaczają. Łącznie z "otwartością umysłu", która jest bardzo wybiórcza w naszym narodzie. Wracając zaś do filmu...Jak wspomniałem w powyższych postach, w "Stonie" 'nie boli mnie' tematyka filmu (ta jak najbardziej jest intrygująca), tylko sposób realizacji całości, który zamiast przyciągać uwagę, nuży. Denerwuje też gra aktorska takich sław jak Robert de Niro czy Mila Jovovich. Ze względu na znanych aktorów nastawiałem się, że film będzie co najmniej dobry, ale niestety, zawiodłem się. Nie zmienia to faktu, że nie umniejszam niczego ludziom, których "Stone" zachwycił. Wręcz mogę im zazdrościć, że potrafili cieszyć się filmem i jego symboliką. Denerwuje mnie za to brak szacunku dla ludzi, których opinie 'odstają od reszty' (jak w przypadku tego konkretnego forum). Dodatkowo drażni fakt wypowiadania się takich osób na temat charakteru innych czy ich gustów. Jakby panowało hasło: "Trzymajmy się KUPY Panowie i Panie, KUPY nikt nie ruszy"...
jupiter_from_mars - szkoda, ze wiecej ludzi nie umie wypowiadac sie w taki sposob jak ty, uzasadniles mi wlasnie swoja ocene, ktora tez swoja droga nie jest niedorzeczna jak 1/10;)
pozdro
Nie ma sprawy:) Mi również zdarzają się niepotrzebne nerwy, ale "staram się i do przodu".
Pozdrowienia
Wydaje mi się, że fakt, iż ktoś czegoś nie rozumie, nie widzi, nie czuje, nie rozpoznaje warunkuje jego osobowość, nie rozpoznawanie to objaw - jak kichanie, jak ktoś ma katar, to kicha, jak jest emocjonalnym kamieniem, to nie czuje. Nic w tym zdrożnego, tak po prostu jest. Wydaje mi się jednak, że mimo ogólnie znanych faktów kamienna postawa czasem zaskakuje i wtedy właśnie wywiązują się gorączkowe rozmowy, w których zazwyczaj nie biorę udziału, niemniej tym razem film to prawie arcydzieło, zrobiony przez wspaniałego reżysera, zagrany przez wspaniałych aktorów, a jeśli ktoś tego nie widzi to niech obejrzy jeszcze raz, a potem następny - aż zrozumie, chyba że woli iść na kebab - ale wtedy poco wypisywać te wszystkie rzeczy na filmwebie?
no i pudlo bo ja wierze i to bardzo... ale to o czym jest film nie ma zupelnie zwiazku z tym ze zostal zle zrobiony... to ze jakis film jest troche o Bogu czy wierze to nie znaczy ze automatycznie jest dobry... to sa zupelnie dwie rozne rzeczy..
Wydaję mi się, że na temat tego filmu zostało już tutaj napisanych bardzo dużo trafnych uwag, skończyłam go oglądać jakieś 10 minut temu, dlatego chciałam się wypowiedzieć, ale nie chodzi mi teraz o to o czym był ten film, nie chcę też analizować różnych wątków po kolei.
9/10 - to moja ocena, taka, a nie inna, bo od 1 do ostatniej sekundy byłam skupiona i przeżywałam ten film.
Nie chcę nikogo pouczać, ani pisać co powinniście robić/pisać itd., ocena to osobiste wrażenie odnośnie konkretnego filmu, nie ma sensu obrażać się nawzajem za to, że ktoś ma inna wrażliwość.
Tak po prostu jest, że nie wszystkich ludzi porusza to samo...
Moim zdaniem ten film skłania do refleksji, możliwe nawet, że jest powodem do zatrzymania się i zastanowienia kim JA jestem i jak JA zachowałabym się poszczególnych sytuacjach. Oczywiście, że nie chodzi mi o to, że zostanę zamknięta w więzieniu i będę świadkiem morderstwa w poczekalni do lekarza, ale symbolika tego filmu jest wielopłaszczyznowa. Na przykład więzienie, mogą symbolizować nas, to jak bardzo ograniczamy siebie samych i innych. Bardzo wyraźnie została zobrazowana kwestia tego jak bardzo jesteśmy w stanie zranić naszych bliskich (żona Jacka), mimo, że zdajemy sobie sprawę z tego, że popełniamy błąd, na dłuższą metę naszego zachowania nie zmieniamy w ogóle (po tym, jak szantażował ją wyrzuceniem córki przez okno przytulił ją i obiecał, że nigdy więcej tego nie zrobi.. Pomijam fakt, że to co zrobił było po prostu niewiarygodne. Poczuł skruchę, ale wydaję mi się, że ranił ją codziennie, a ona była całkowicie od niego zależna i nie potrafiła się od niego uwolnić).
Miałam nie analizować filmu, więc może już z tym skończę.
aha, jeszcze jedna sprawa, dużo osób komentujących uważa, że jedynym plusem tego filmu jest dobra obsada. Obsada jest dobra, to prawda, ale to chyba jest manieryzm, jeżeli włączamy film, wiedząc i myśląc, że będzie dobry, jeżeli gra w nim znany/lubiany przez nas aktor.
Dobrym sposobem jest chyba rozpoczęcie oglądania filmu tak, jakbyśmy otwierali nieznaną nam książkę. Myślę, że zadaniem reżysera jest wciągnąć nas "do środka" i przekazać to o czym chciałby opowiedzieć.
Kolejna uwaga, a może raczej rada, to JAK odbieramy film, w bardzo dużej mierze zależy od tego w jakich warunkach go oglądamy, jaki mamy nastrój, gdzie jesteśmy i czy faktycznie go OGLĄDAMY.
Jestem świadoma, że część osób stwierdzi, że moja wypowiedź to bezsensowna "paplanina", ale tak to już jest, że jesteśmy różni, ale chyba bez tego byłoby nudno.
Pozdrawiam i czekam na krytykę lub komentarze (:
Witaj.
Bardzo podoba mi się Twój komentarz. Napisałaś, w jaki sposób odbierasz ten film i dlaczego jesteś nim zachwycona.
Odnośnie manieryzmu...tu przyznaję Ci tylko częściową rację. Zgadzam się, iż bez względu na obsadę filmu, powinno się rozpoczynać seans 'z czystym nastawieniem'. Ale...tak to już jest, iż od dobrych (czy jak w tym przypadku - bardzo dobrych) aktorów oczekujemy znacznie więcej niż od przeciętnych i nie ma w tym przypadku chyba nic dziwnego (choć zdaję sobie sprawę, że dobra obsada nie równa się dobremu filmowi).
Tak jak napisałem wyżej, podobała mi się gra Edwarda Nortona i Frances Conroy. Ale za to druga 'para' (de Niro i Jovovich) nie przekonała mnie wcale i nic na to nie poradzę. "Stone'a" oglądałem w ciszy i spokoju i poświęciłem mu całą moją uwagę (w ten sposób staram się oglądać wszystkie filmy, ale zdarzają się wyjątki, choć "Głaz" się do nich nie zalicza). I choć rozumiem zamierzenie twórców tego obrazu (a przynajmniej taką mam nadzieję), a także cieszę się z Waszych zachwytów tyczących się jego wielopłaszczyznowości, to nic na to nie poradzę, że SPOSÓB REALIZACJI CAŁOŚCI nie przypadł mi do gustu, tylko mnie...znużył. I bardzo proszę mnie nie przekonywać, co też powinienem czuć oglądając ten film (jak koleżanka suszinka powyżej - co to w ogóle za komentarz z tym kebabem, hę??), jako, że takie wypowiedzi świadczą tylko o braku dojrzałości wypowiadającego się, a także o zerowej tolerancji na odmienne zdanie. Czy ktoś taki czuje się lepszy ode mnie, bo "zrozumiał film"?? Z niektórych komentarzy powyżej niestety tak wynika. Zadziwia mnie to w dalszym ciągu, choć trochę już zdążyłem poznać na własnej skórze, co znaczy mieć odmienne zdanie niż 'większość'. Nie zrażam się jednak. Po to jest ten portal, aby dyskutować. A to, że niektórzy nie potrafią podejmować normalnego dialogu, choćby za pośrednictwem internetu...cóż to ich problem. Choć nie przeczę, że będę obojętnie podchodził do wyrazów chamstwa i nietolerancji.
Pozdrowienia.
Ps. Twoja wypowiedź to nie "bezsensowna "paplanina"", ale nie sądzisz, że zakładając coś takiego, sama popadasz w manieryzm?;)
A gdzie jest tolerancja kiedy ktoś przejawia brak tolerancji:)? Czy jest to wyjątek od tolerancji i nawet tolerancyjna osoba nie powinna tolerować kogoś kto wypowiada się nietolerancyjnie? Ja naprawdę nie chciałam nikogo urazić. Wydaje mi się również, ze te niskie oceny to przejaw nietolerancji, ponieważ ta polega na próbie zrozumienia. Chyba, nie?
http://www.youtube.com/watch?v=5p8p5JkWUGg&annotation_id=annotation_575197&featu re=iv
pzdr Jupiter:)
Wiem, że nie chciałaś nikogo obrazić, nie mam od Ciebie żadnych pretensji. Ciężko jest być tolerancyjnym dla osób, które obrzucają Cię błotem tudzież zdają się doskonale znać Twój charakter po kilku słowach, które napiszesz na forum. Możesz więc uznać mnie za osobę nietolerancyjna dla chamstwa i zarozumialstwa. I dzięki za "Backing up song":)
Pozdrawiam Cię suszinka:)
czyli jak komus sie stone nie podobal to pewnie jest faszysta homofobem tak ?
bo tolerancyjni ludzie umieja dostrzec jego glebie a wtedy to ze jest nudny jak flaki z olejem juz nie ma znaczenia ?
dobre :D
Po co te nerwy... Jakim homofobem, jakim faszystą. Stone jest tylko jednym punktem z bardzo długiej listy niedocenionych. Nikomu nic nie musi się podobać, żyjemy w państwie demokratycznym i jednym może nie podobać się coś a innym fakt, ze tamtym się nie podoba, wydaje się, ze wszystko jest kwestią argumentacji. Jeśli umiesz uświadomić sobie dlaczego tak myślisz....
Mnie się film podobał, a Ciebie po prostu nudził. Dla mnie aktorzy zagrali fantasycznie (szczególnie De Niro/Norton) Ciebie zaś gra aktorska niektórych gwiazd denerwowała. To jest Twoje święte prawo - mozesz wyrażać swoją opinię, bronić swoich racji i się z innymi nie zgadzać. Szanuję Twoje zdanie - argumentujesz, dlaczego film Ci się nie podobał. Ale zauważ, że wszyscy którzy zachwycają się tym filmem dostrzegli w nim cos więcej niż tylko ciekawą historię i świetną grę akorską - zauważyli pewne niedopowiedzenia które można interpretować w wieloraki sposób a także swego rodzaju symbolikę która w nim występuje. Ktoś kto tego nie dostrzega może powiedzieć, ze na siłę próbują cos w nim dostrzec, doszukują się drugiego dna tam gdzie go nie ma. A może po prostu ono cały czas jest, tylko oni go nie widzą? Niektórzy potrafią dokonać wręcz nadinterpretacji doszukując się głębszego sensu w tak ambitnych produkcjach jak "garbi super bryka", tudzież "dzień niepdległości". Widziałem mnóstwo nudnych filmów, ale nigdy nie śmiałem oceniać ich jak słabe bo zdawałem sobie sprawę, z ich wielowymiarwości. Ten film niewątpliwie zmusza do myślenia a skoro Ciebie do żadnej refleksji nie zmusił to na takie dictum acerbum nie mam niestety argumentów.
No właśnie wydaje mi się, że dokonałeś nadinterpretacji tego, co napisałem powyżej albo nie czytałeś moich wcześniejszych wypowiedzi...
O spojlerach chyba nie muszę ostrzegać;)
Na to, że film mnie wymęczył składa się wiele różnych rzeczy. Denerwowała mnie gra aktorska w/w postaci/aktorów, w szczególności Milli Jovovich (choć nie uważam, aby Robert de Niro też spisał się dobrze). Nie przypadła mi do gustu również muzyka ilustracyjna (wiem - niektórzy się nią zachwycają). Nie podobał mi się moment przemiany tytułowego bohatera (a nie to, jak zachowywał się w jej wyniku - 'Eduardo' zagrał co najmniej dobrze). Nie podobały mi się przedłużające ujęcia, mające ukazać rzekome 'napięcie' między postaciami. Nie potrafiłem utożsamić się z żadną z postaci z wyjątkiem b. dobrze zagranej żony Jacka (wiem - postać drugoplanowa, ale spisała się świetnie). Nie wzrusza mnie wychwalana przez Was, zwolenników filmu, wielowymiarowość "Stone'a" (przyznaję - zazdroszczę Wam tego). Co niektórzy doszukują się symboliki nawet w zgniecionym owadzie na początku filmu. Ich prawo. Mnie to naprawdę nie wzruszyło. Nie rozumiem zachwytów nad postacią Jacka, którego życie wypełniała pustka. Ktoś napisał wyżej, że się zmienił, ponieważ pozwolił na końcu odejść Stone'owi (w przeciwieństwie do tego, co uczynił na początku względem żony i córki). A ja sądzę, że to nieprawda. Jedyną rzeczą , która uległa zmianie w jego postaci był romans i związany z tym powiew 'szaleństwa', którego mu brakowało w związku z Madylyn (ale tu wg mnie istnieje pewna sprzeczność w postępowaniu Jacka - czemu kontynuował swoje małżeństwo? gdyby się rozeszli oboje mieli by wolną drogę...).
Jak wspomniałem wyżej, postacią, która wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie, była właśnie Madylyn. Ale jej postać plus chęć zwrócenia uwagi na pytania kluczowe dla naszej egzystencji to trochę za mało, aby (w moim mniemaniu) uznać ten film za dobry. Dla mnie tak samo ważną sprawą jak tematyka obrazu, jest jego REALIZACJA i nie ma w tym chyba żadnej niespodzianki. Całość, pomimo ambitnych zamierzeń twórców, była dla mnie bardzo, ale to bardzo nieatrakcyjna, nudna i niewciągająca (mimo tematyki, która jest, również dla mnie osobiście, bardzo ważna).
I jeszcze jedno. 4/10 wystawiam filmom, które zawiodły moje oczekiwania (tak - mam oczekiwania względem niektórych filmów, jestem więc zmanierowanym dupkiem). Ocenę niżej zaś stawiam tym, które srodze mnie zawiodły. Nie znaczy to, że "Stone'a" uważam za 'gniot' (jak to ładnie i opisowo potrafią niektórzy określić:P; wtedy byłoby 1/10), tylko za film, który, choć posiadał potencjał, okazał się być słaby.
I tyle. Więcej tłumaczeń nie będzie, bo wyczerpałem temat.
Pozdrawiam wszystkich. 3majcie się:)
Ja całkowicie popieram twoje spojrzenie na sytuacje dziewczyno, Open mind people.
"Pod koniec słyszymy jego głos w tej audycji co by oznaczało że się zmienił. Jednak wtedy zastanawiająca może być ostatnia rozmowa z więzienia pomiędzy Stone'm a Jack'em gdzie bohater po prostu się przyznał że udawał przemiane duchową."
Mnie sie wydaje, ze stone nie tyle przyznal sie, ze udawal przemiane duchowa, a raczej przyznal sie do popelnionej zbrodni. Ludzie wierzacy czuja czesto potrzebe pokuty, a skoro Stone odnalazl szczescie w tej religii, nie potrzebowal do zycia nic innego, a tylko jej, tylko glosu od Boga (wspominal o tym w filmie, ze odnalazl szczescie - niewazne w jakim miejscu mialby nie byc). Ponadto zalozeniem wielu religii jest bycie prawym czlowiekiem, co oznacza tez mowienie prawdy bez wzgledu na konsekwencje. Uwazam, ze przyznal sie do zbrodni poniewaz sie wewnetrznie zmienil.
Zastanawia Cie dlaczego ogien? Ludzie maja rozne fetysze i rozne odchyly. Stone sie fascynowal smiercia (widac to w scenie, kiedy jeden z wiezniow umiera na jego oczach, a on sie tylko patrzy)*. Mozna prowadzic analizy psychologiczne dlaczego upodobal sobie ogien, a nie np siekiery lub kwas. Moze dlatego, ze powolnie wszystko pochlania - nie wiem, sam to sobie zinterpretuj. Wazne jest jednak to, ze Stone nie czul potrzeby rehabilitacji (choc wiedzial,ze zasluguje na kare). We wspomnianej wczesniej scenie* zrozumial, ze taka jest jego natura. Zaakceptowal siebie. Slyszac boga i podazajac za tym dzwiekiem czul sie oczyszczony, a jak sam pozniej wspomina - kiedy widzial ciala plonacych ludzi az mu huczalo w uszach.
Nasuwa sie wiec pytanie teologiczne: "czy jakikolwiek bog chcialby prowadzic takiego psychopate do czynienia zla?"
Moze chodzi o rownowage, a moze stone naczytal sie bzdur, a dzwiek, jaki slyszy nie jest glosem boga tylko instynktem przetrwania, efektem podniecenia, uczuciem zrozumienia, wyzszosci, spelnienia, czymkolwiek innym.
A Lucetta jest "constans". Glupiutka dziewuszka bedaca reliktem dawnego stone'a, ktora zrobi dla niego tak wiele, ale nigdy nie zrozumie jego przemiany. Ma ona uwydatnic dynamizm postaci stone'a - ich stosunki na poczatku i na koncu filmu.
Co do filmu to waham sie miedzy 5 a 8. Z jednej strony bardzo dobry (daje do myslenia, rewelacyjny norton) z drugiej strony bardzo przecietny (malo wiarygodny, slaby deniro... sam nie wiem)
Jaka ocena by to nie byla warto obejrzec, bo na pewno film budzi kontrowersje.
Pozdrawiam.
To, ze imię Luceta jest nawiązaniem do imienia Lucyfera, jest naciagane. [Wszystkie Lucynki, wy diabły wcielone].
Nie szukajmy podwójnego dna, tam gdzie go nie ma. Zwłaszcza jeśli film bije po oczach nachalną symboliką religijną a przesłanie filmu jest oczywiste.
Przesłanie filmu nie jest oczywiste, o czym mogą świadczyć głosy i opinie powyżej.
Widz musi sam sobie dużo dopowiedzieć, podpiąć się pod myśli bohaterów, a nie jest to łatwe, bo żadna z postaci nie jest jednoznaczna.
Na pierwszy rzut oka z jednej strony mamy praworządnego urzędnika i jego żonę, oboje ułożonych, nie wychodzących poza schemat, z drugiej strony dwoje świrów, z wyglądu szalonych, zdolnych do różnych rzeczy.
Ale czy aby na pewno to co widzimy jest takie na jakie wygląda? Wg mnie nie.
Jest jeszcze jeden aspekt filmu.
Jack, facet stawiany za wzór następcom, facet który całe życie rozpatrywał takie przypadki jak Stone, na koniec kariery uświadamia sobie, że to w czym pozornie przez te wszystkie lata był tak dobry, wręcz perfekcyjny, jest złudne. Stone uzmysłowił mu, że wszystkie jego dotychczasowe werdykty mogły być nietrafione, a cała jego doskonałość wypracowywana przez lata ma chwiejne nogi.
Ukazanie ambiwalentności postaw i charakterów postaci (i to w bardzo ostrym kontraście) rozpoczyna się już od pierwszej sceny, kiedy to pan główny bohater szybko rozprawia się z nie do końca jasnym fochem zony w sposób iście makiaweliczny. I to właśnie było nachalne i oczywiste bo z góry i z grubsza określiło - tę chwiejność o jakiej napisałeś. Po takiej scenie wybory i decyzje bohaterów przestają być naturalne i nie zaskakują. Mnie znudził ten film.
Ale właśnie o to w tym chodzi. Pierwsza scena - od razu widać, że Jack nie jest krystaliczną postacią, ale później, po latach okazuje się, że to Jack ocenia kto jest krystaliczny a, kto nie - wygląda na to, że musiał dać coś z siebie, żeby załapać się na taką robotę. Dwuznaczność, niedomówienie. Żona Jacka, żyjąca wszystkie te lata, w głębokim i tłumionym poczuciu nieszczęścia. Rozmowa z córką na koniec, jak by się potoczyło jej życie gdyby wtedy jednak zostawiła Jack'a? Stone to Jack, ten Jack z pierwszej sceny, tylko że jego nikt nie złapał, nie zamknął. Chyba pierwsza rozmowa Jacka ze Stonem pokazuje dokładnie o czym jest ten film. Czy człowiek może się zmienić na dobre? Kto ma prawo oceniać? Czy Stone się zminił? Czy oczywistym było, że Jack koniec końców jest "zły" (wulgarny podryw koleżanki z pracy), choć nie do końca (Jack nie rozwaliła Stone w ciemnym zaułku)?
A i wątek dzieciństwa. Jack i jego starszy brat, zawsze ten lepszy, bardzie lubiany, kochany, co u Jacka zaowocowało poczuciem odrzucenia, mniejszą empatią, problemem w okazywaniu uczuć etc. Stąd taka reakcja w pierwszej scenie. Podobnie Stone, narkotyki, złe towarzystwo, dysfunkcyjna rodzina - efekt konflikt z prawem, puszka. To kim jesteśmy w dorosłym życiu determinuje się w ogromnej mierze z tego w jakim środowisku wychowujemy się, dorastamy, jakie wzorce nasz otaczają.
Postać Lucetty - świetnie zagrana, ale jednak słabo przybliżona, płytka, jedynie ten kontrast nauczycielka w podstawówce - dupy dajka z mężem w pierdlu.
No i pojedynek Stone - Jack. Kto kogo. Ale tego wątku już mi się nie chce rozwijać ;p
Dramat psychologiczny. 7/10
Ja bym się tak bardzo nie skupiał na Stone'e. Według mnie najciekawsze było to co działo się z Jackiem. Zauważcie, że na początku, przy pierwszym ich spotkaniu i rozmowie, Stone miał ignorujące nastawienie, nie chciał rozmawiać. Podczas filmu cały czas coraz bardziej objawiał się ten chaos, który cały czas towarzyszył Jackowi. Mimo, że niby chodził do kościoła itp itd, czyli był wierzący, to doskwierała mu ogromna wewnętrzna pustka. Naszej bohaterce bardzo łatwo było jej nim pokierować, gdy już udało się spotkanie. Wszystko dlatego, że był tak bardzo głodny tego, tych uczuć, towarzystwa, które daje piękna kobieta. I w sumie dalej nie przestał, próbował przecież podrywać koleżankę z pracy.
Gdy już Jack zmierzał do zamknięcia sprawy Stone'a, przy ich ostatniej rozmowie w gabinecie role się może nie tyle odwróciły, co wyszły na powierzchnię i pokazały prawdziwe oblicze. Wtedy to już Stone był zupełnie spokojny, opanowany i otwarty na rozmowę, a Jackiem rządził niepokój, wyglądał wręcz na człowieka, któremu się wszystko wali na głowę i nie miał zamiaru słuchać swojego rozmówcy. Zwyczajnie był zamknięty w sobie i wolał ignorować otoczenie. To nie był pojedynek między nimi. To był wewnętrzny pojedynek Jacka... A Lucy? - typ kobiety której nie można ufać w pewnych sprawach.
Dobry film, Norton całkiem przekonująco, Jovovich też ciekawie, zwykle w innego typu filmach ją się widuje ;)