To kolejny z tych filmów, które sprawiają, że moje dziwne i szalone ja czuje się trochę normalnie. Reżyseria jest spoko, a dziwny styl wizualny wydaje się bardzo dziwny, ale sprawdza się w tego rodzaju historii. Jack Hill najlepiej radzi sobie nie z reżyserią, ale z pisaniem. Naprawdę sprawia, że łączymy się i sympatyzujemy z tą dziwną rodziną dziwaków. Lon Chaney Jr. był dobry, ale daleko mu tu do jego innych ról. Jill Banner i Beverly Washburn były fenomenalne i nie wiem, jakim cudem nie były gwiazdami filmowymi w latach 60. i 70.. Jest też młodziutki Sid Haig! Ścieżka dźwiękowa była zaskakująco dobra, biorąc pod uwagę, że pochodzi od Ronalda Steina, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam.