Gunche
Undertone
Matka much
Horrory 2026
Lista klasyczna 74 tytuły
Świeże podejście do już nie tak nowego konceptu hive mind, ale w połączeniu z zombie movie. Świetnie się to oglądało. Dobre tempo, dobre aktorstwo, dobre efekty specjalne. Lekka rozkmina egzystencjalna i czy człowiek w obecnej formie, to już ostateczne stadium.
I to się nazywa rycie bani na 102! Ja już widzę te niskie oceny, ale to jest film dla tak wąskiego grona odbiorców, że mało kto doceni tę produkcję. Petarda jeśli chodzi o udźwiękowienie, aż się prosi o oglądanie na słuchawkach. I ja to zrobię, jak tylko będzie taka możliwość. Do obejrzenia przynajmniej dwukrotnie z powodu fenomenalnego drugiego planu, który w połączeniu z tym co słyszymy, robi piorunujące wrażenie. Pamiętam dobrze, gdy w połowie lat '90 modne było wyszukiwanie podprogowych przekazów w różnych piosenkach zespołów metalowych, puszczając je od tyłu. Osobiście tak robiłem. Jeżeli ktoś tego nie doświadczył, to nie poczuje w pełni klimatu, bo wyda mu się to po prostu śmieszne. Nie jest to jakiś wybitny film, ale pod kątem realizacji nie mogę się do niczego przyczepić. Nawet końcówka, która w pierwszej chwili wydawała mi się zbyt chaotyczna, po seansie, gdy wszystko ucichło, okazała się wisienką na torcie. Mocne kino!
Niski budżet i potworna gra aktorska biją po oczach, ale gdy przymkniemy na to oko, to dostajemy okultystyczny folk horrorowy slow burner pełną gębą. Jest trudny w oglądaniu, bo w większości film nakręcony został na dużych zbliżeniach, co może niektórym przeszkadzać, jednak całość nadrabia rewelacyjnym ciężkim klimatem i pięknymi zdjęciami. Jest też trochę scen, które mimo średniego wykonania i słabych efektów specjalnych, są dosyć wymowne w przekazie i bardzo fajnie dopełniają tło fabularne. Jest krwisto i obrzydliwie. Matka Much, to obraz raczej dla wąskiego grona odbiorców, ale myślę, że każdy fan horrorów powinien go jednak obejrzeć. I nie jest to może poziom rewelacyjnego The Devil's Bath czy też fenomenalnego Witte Wieven z racji umiejscowienia wydarzeń we współczesności, ale również potrafi dostarczyć całkiem ciekawych doznań audiowizualnych, które mogą się spodobać miłośnikom takich klimatów.
Bergholm wraca z drugim filmem i udowadnia, że drzemie w niej duży potencjał. Po pisklaku wychodowanym w szafie przychodzi czas na dziecko zrodzone z fińskiej puszczy. Ponownie film z drugim dnem. Świetny folk horrorowy dramat, żaden tam thriller (Filmweb, ogarnij się!). Seidi Haarla rewelacyjna w swojej roli, udźwignęła calutki film na swoich barkach. Natomiast Rupert Grint kompletnie zbędny. Polubiłeś Hatching, polubisz Nightborn. Gęsty klimat podbudowywany jest sugestywnym ciężkim brzmieniem ścieżki dźwiękowej. Dla mnie spore zaskoczenie, bo poza tytułem nic o filmie nie wiedziałem 😮
Emeryci, kosmici i życie wieczne :D Serial raczej dla widzów 40+. Kto nie doświadczył fenomenu filmów Cocoon, ten nie poczuje klimatu. The Boroughs wyda się głupie, infantylne i nudne. I nie, poza braćmi Duffer, nie ma tu nic z The Stranger Things.
Na surrealizm i odpinanie wrotek jestem zawsze otwarty :D
W tym filmie dzieje się tyle dobrego, że momentami aż trudno ogarnąć, co się dzieje :D Im bliżej końca, tym coraz więcej niespodzianek. Specjalnie zrobiłem sobie rewatch Boy Kills World, żeby mieć jakieś porównanie, bo spodziewałem się podobnych klimatów, ale They Will Kill You, to zupełnie inna bajka. Nie spodoba się wybrednym widzom. Pomieszanie gatunkowe wypadło tutaj rewelacyjnie. Slasher, akcja, horror okultystyczny w jednym. Miodzio! Kiczowata posoka przelewa się litrami.
Na początku był zwiastun, który mnie nie zainteresował, ale zaintrygował na tyle, że chciałem ten film obejrzeć. Idąc do kina nie bardzo byłem pewny czego mogę się spodziewać, a po wyjściu z kina nadal nie byłem pewny tego, co zobaczyłem. Scena otwierająca, to pokaz kunsztu aktorskiego Buckley. Mógłbym ją odtwarzać non stop i zapewne nigdy by mi się nie znudziła. Ale reszta filmu? Wyglądał i brzmiał rewelacyjnie. Tylko co z tego, skoro po godzinie nadal nie wiedziałem, co naprawdę oglądałem, poza chaosem, który dział się na ekranie. I po dwóch godzinach też nic się nie zmieniło. Alternatywna historia Bonnie & Clyde? Uciekająca Panna Młoda, której scenariusz wygrzebano z działu filmów zapomnianych? A może to miała być próba opowiedzenia własnej historii o Harley Quinn? Bo gdyby wywalić Bale'a, to Buckley nadawałaby się idealnie. A mimo wszystko uważam, że nie zmarnowałem czasu. Cholernie mi się podobało, wszystko! Ten film jest tak inny, że może się nie spodobać. Oj tak, tak!
Po zwiastunach spodziewałem się mocnego średniaka, jadącego na renomie znanej serii, ale przyznaję bez bicia, że w konwencji quasi slashera sprawdziło się to bardzo dobrze. Czuć napięcie od samego początku do końca. Świetni w swoich rolach Dacre i Barbie, gdzie ta druga zdecydowanie lepsza. Mocna siódemeczka za całokształt i rewelacyjny soundtrack.
No i co!? Z jednej strony film jest obrzydliwy, makabryczny i serwuje kilka na prawdę świetnych momentów i ujęć. Z drugiej natomiast, gdyby nie nawiązania do historii Evil Dead, film mógłby być kolejnym horrorem, w którym randomowa rodzinka walczy ze złem z piekła rodem. Urzekła mnie stylistyka i brutalność. Film wygląda bardzo dobrze, a efekty specjalne i gore robią robotę (pomijając średnie CGI w finale i sam finał). Rozczarowało jednak to, że tak mało było Evil Dead w Evil Dead. Oczywiście znalazło się też kilka zagrywek, gdy zadawałem sobie pytanie "ale że jak?", "i co teraz?, "no, a co z tym i tamtym?". Klasyczne, coś gdzieś się wydarzyło, ale w następnym ujęciu świat o tym zapomina. mimo to 90 minut, napakowane gęstym klimatem, makabrą i obrzydlistwem mija szybciutko. Słowa uznania za udźwiękowienie i ścieżkę dźwiękową. Nie pamiętam kiedy ostatnio oglądałem horror, w którym zamiast muzyki było słychać wycie potępionych. Świetny ukłon w kierunku filmów z lat '70.
Muszę przyznać, że bardzo miło się zaskoczyłem. Wątek relacji między bohaterami bardzo mocno wybrzmiewa emocjonalnie, co sprawia, że film ogląda się ze sporym zaangażowaniem, a momenty, w których dochodzi do konfrontacji ze złem są naprawdę nieźle nakręcone. Kłania się It Follows, do którego porównania są jak najbardziej adekwatne, choć wszystko zostało ugryzione z kompletnie innej strony. Niestety sprawne oko dość szybko zacznie wyłapywać kto, co i kiedy, i aura tajemniczości lekko opada. Nie obyło się też bez pójścia w klisze i umowności, jak to bywa w horrorach, ale wszystko jest sprawnie wyreżyserowane i nie razi w oczy. Siada też tempo, szczególnie w drugiej połowie filmu, ale mimo to i tak do samego końca film trzyma widza w napięciu, więc za to słowa uznania, bo mogło z tym być różnie.
Świetne Sci-Fi, dobry thriller. Jessica Rothe rewelacyjna w swojej roli.

The Voices of Our Mother

7/10
Fajny seans, jednak mimo wszystko nie podziałał na wyobraźnię tak mocno, jak krótki metraż. To powinien był być pełnoprawny Found Footage. Możliwe też, że wcześniejsza znajomość Backrooms wpłynęła na mój odbiór filmu. Szału nie ma. Z braku czegoś lepszego można śmiało obejrzeć.
Poszedłem dwa razy na ten sam film. I jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, żebym weryfikował swoją ocenę dzień po dniu. Skąd taki zachwyt nad tym filmem? Czego nie dostrzegłem bądź nie uświadczyłem podczas oglądania? Ponowny seans mojego zdania o filmie za bardzo nie zmienił, choć dałem jedną gwiazdkę więcej, bo od strony realizacji nie ma się do czego uczepić. Ale nie czułem tego napięcia, strachu i niepewności, o którym wszyscy piszą. Smętne tempo i smętna ścieżka dźwiękowa. No kurcze blade, nie trafia do mnie ten film. Fajnie, że ludziom się podoba, ale to jest film daleki od bycia super duper. Już nawet wmawiam sobie, że wysokie oceny wystawiają osoby oglądających horrory od święta, bo wyjadacze raczej powinni ocenić bardziej racjonalnie. Na plus oczywiście kreacja Inde Navarrette. Ma dziewczyna zadatki na granie psychicznie chorych ról, lub do stania się rozpoznawalną scream queen.
Wielkie żarcie! Momentami nawet obrzydliwe.
Widać, że Cronin miał pomysł na film, ale po seansie stwierdzam, że zwiastun wyssał z niego prawie wszystko to, co najlepsze i przez dwie godziny niczym już mnie nie zaskoczył. Dłużyzny zabiły przyjemność z oglądania. Przewidywalność również zrobiła swoje. Jest trochę obrzydlistwa, nawet całkiem fajnie zrealizowanego i ciężkiego klimatu rodem z Egzorcysta: Początek. Spodoba się i być może przestraszy niedzielnych widzów, bo wyjadacze horrorów nic nowego tutaj nie znajdą. Ja się nudziłem. Mimo to film dobrze wygląda i jest dobrze udźwiękowiony, a Natalie Grace jako nastoletnia mumia spisała się rewelacyjnie.
Zwiastunowi dałem się trochę zwieść na manowce, bo myślałem, że będzie to horror mocno osadzony w klimatach folkowych, a tak nie było. Początek całkiem solidny, środek trzymał tempo i podbudowywał atmosferę, a końcówka koncertowo to zjebała :D Mimo to nawet mi siadło, choć czuję też mocny niedosyt i lekkie rozczarowanie. Na uznanie zasługują na pewno zdjęcia, bo są piękne i zdecydowanie udźwiękowienie.
Mem ze śmiejącym się J. K. Simmonsem idealnie oddaje moją reakcję na ten film, gdy pojawiły się napisy końcowe. Zanim go obejrzałem, poczytałem sobie opinie na IMDb i widząc prawie same 9 i 10, spodziewałem się mocnego pierdolnięcia, a dostałem kolejnego średniaka, który w nieudolny sposób powiela oklepane do granic możliwości klisze z innych filmów. Albo trzeba być całkowitym laikiem w temacie horrorów, albo mieć bardzo niskie oczekiwania lub ich brak, żeby zachwalać ten film. Pomijając fakt, że od strony realizacyjnej jest naprawdę dobrze, to klimatu jest tutaj całe ZERO. A ten przecież jest najważniejszy w horrorach. Widząc takie perełki, jak The VVitch, GAUA czy Witte Wieven, zastanawiam się, po co w ogóle reżyserować filmy, jak Diabolic, skoro mają być jedynie zapychaczami streamingowych ofert. I to zakończenie z dupy. Byłem skłonny wystawić nawet 4 gwiazdki, jednak film broni się wykonaniem i muzyką, więc niech będzie.
Można siódmy raz zaserwować to samo i wierzyć, że się uda? I tak, i nie. Tak, bo tym razem jest naprawdę brutalnie. Poprawcie, jeśli się mylę, ale wcześniejsze filmy nie epatowały taką brutalnością. W końcu gore jest takie, jakie powinno oglądać się w slasherach. Nie, bo film do bólu kopiuje poprzednie części, które kopiowały poprzednie części, itd. Tym razem jednak ewidentnie temat się przejadł. Przewidywalność, to główny zarzut, jaki mogę wystosować. Bardziej przejąłem się brakiem popcornu i plamą z Coca-Coli, niż kolejnymi zabitymi dzieciakami, które standardowo musiały być przedstawicielami młodzieży specjalnej troski. Natomiast plot armor głównego złola, to już w ogóle jakaś abstrakcja, nawet jak na film tego typu. Mogli chociaż zrobić parę pęknięć lub wgnieceń na masce, ale po co? :P I finał, który zawiódł, bo było w nim za dużo pierdolenia, a wolałbym intensywny rozpiździaj i szybki instakill. Tyle dobrze, że finalnie Ghostface wyszedł z "twarzą", choć dupy nie urwał :D
Takie sobie meh, ale za to krajobrazy przepiękne.
Słabe to, ale kilka widoczków całkiem ładnych było.
Takie sobie byle jakie coś. Początek całkiem ciekawy, ale im dalej w las, tym gorzej. Ni to paradokument, ni to found footage. Nie pamiętam nawet, dlaczego chciałem to oglądać, bo po seansie zobaczyłem sobie trailer i dalej tkwię w głębokiej niewiedzy. Śmiało można sobie ten film odpuścić. 80 minut nieudolnego powielania sprawdzonych horrorowych motywów i mizernej gry aktorskiej. I jeszcze Flanagan sygnuje to swoim nazwiskiem :/
Campowy horror z jajem. Ujdzie w tłoku.
Tak bardzo, jak lubię horrory Anwara, tak tym razem stworzył film potwornie bezpłciowy. Jakby to nie był jego film. W pewnym momencie wjeżdża nawet taki krindż, że ciężko to nazwać komedią i po prostu ogląda się to z zażenowaniem. Bardzo się rozczarowałem 😢 Myślę, że gdyby to był tylko i wyłącznie horror, bez mieszania gatunków, to efekt byłby zdecydowanie lepszy. Krew i flaki były na zadowalającym poziomie i drzemał w nich spory potencjał.
Nuuuuuuuuda panie, nuda. Nic nie zapowiadało dobrego filmu i tak też okazało się finalnie. Nakręcone chyba według zasad zawartych w szkolnym podręczniku młodego reżysera, co sprawiło, że scenariusz jest słaby, napięcia i strachu brak, a jump scare'y są oczywiste niczym słońce w dzień. Główny złol, to klasyczne straszydło, jakich widziało się już pierdyliard razy w innych lepszych bądź gorszych filmach. Ten tutaj nawet niczym szczególnym się nie wyróżnia. O byciu strasznym to już w ogóle zapomniał. Aktorsko, mocna średniawka. Od strony realizacyjnej jest tylko ok.
Rewelacyjny setting, pierwsza połowa ubiegłego wieku, ekspedycja do krainy wiecznego śniegu, klimat rodem z filmów przygodowych, Yeti i taki zmarnowany potencjał :( Można było zrobić dobry monster movie, a wyszło nie wiadomo co. Słaby to horror, ani to thriller, ani dramat, ani nawet film przygodowy. Ogląda się z zerowym zaangażowaniem. Samego Yeti tyle, co kot napłakał. Dobrze, że przynajmniej jest odrobinka flaków.
Film jest nawet calkiem wierny założeniom gry, przenosząc na ekran większość jej mechanik, ale jednak bierne siedzenie przed ekranem całkowicie pozbawia film klimatu i okropnie spłaszcza doznania. Mimo solidnego wykonania The Mortuary Assistant nie wnosi kompletnie nic odświeżającego bądź nowatorskiego do gatunku. Chyba już lepiej zagrać w grę.
Hokum
2026
Słowa uznania dla osób odpowiedzialnych za dobry zwiastun do marnego filmu. Odwalili kawał dobrej roboty :D
Kompletnie nie kupuję tej konwencji :/
O matulu, wielki Zulu! >:/ Justin Long to ostatnio wizytówka kina klasy średniej i "szmira do potęgi". Kojoty, to chyba był wypadek przy pracy.
O bosz, o bosz :/ Cztery gwiazdki za cztery ładne dziewczyny. Reszta filmu, to kaszana niemiłosierna. Rozumiem, że Andy Serkis mógł być za drogi, ale trzeba było chociaż pójść w CGI niż wsadzać w kostium aktora, który nie odrobił zadania z behawiorystyki szympansów. Oglądało się to z zażenowaniem, choć sam kostium momentami nawet dawał radę. Krótka scena z filmu Nope, w której Gordy rozwala przyjęcie urodzinowe w studio filmowym, robi wszystko lepiej, a to raptem kilka minut. Wielka szkoda, że w Primate zmarnowano potencjał, bo historia szympansa Travisa jest cały czas nośna i aż prosi się o wielki ekran. Natomiast konwencja horroru animal attack mogła się w tym przypadku sprawdzić, gdyby tylko wykonanie stało na lepszym poziomie i gdyby film miał do zaoferowania coś więcej niż grupkę dziewczyn uwięzionych w basenie. Dwie sceny quasi gore, to też zdecydowanie za mało. Tak więc, lipa :( No i tytuł śmiało można było dosłownie przetłumaczyć. Byłby lepszy wydźwięk..
Hipcio się nie popisał. Więcej w tym filmie idiotycznych zachowań i siedzenia na drzewie niż faktycznego animal attack. Choć muszę przyznać, że sam zwierzak wygląda bardzo dobrze. Film raczej dla zagorzałych miłośników gatunku.

Night of the Living Dead

4/10 - Już lepiej obejrzeć oryginał.
Meh! Meeeeeeeeeh! :/ Film, jak pierdyliard innych średniaków, opowiadających historię, która jest ci obojętna już po 20 minutach. To mogło śmiało ominąć sale kinowe. W kwestii horroru niczym nie zaskakuje, bo bardzo dobrze wiesz, co za chwilę się stanie. Zero suspensu, a dwie sceny gore wiosny nie czynią, choć jedna jest całkiem niezła :P Klasyczne "musimy się trzymać razem" kończy się oczywiście w wiadomy sposób. To takie biedniejsze Final Destination pomieszane z The Monkey. Dafne Keen? Wciąż wykorzystuje swoje pięć minut po roli w Wolverine, woli świeci dupą i cyckami gdzie się da i nie ma w niej kompletnie nic, co wskazywałoby, że będzie dobrą aktorką. Tak, można być jeszcze większym drewnem niż Millie Bobby Brown. Film kończy się oczywiście kliszą, którą widzieliśmy setki tysięcy razy, a dodatkowa scena zwiastuje ciąg dalszy, choć mam cichą nadzieję, że nikt nie będzie chciał tego kontynuować. To nie jest dobry materiał na taśmową produkcję.
Nuuuuuuuuuuuda... :-/
Nie udał się ani horror, ani western.
Jak dobrze, że już więcej części nie będzie. Chyba... :/
Porażka na Rotten Tomatoes jest jak najbardziej zasłużone. A mogło być całkiem dobrze, bo w paru momentach aż się prosiło o odpięcie wrotek i pójście po bandzie. Trup ściele się gęsto, krew leje się litrami, tylko co z tego, skoro ogląda się to bez większego zaangażowania i wzrusza ramionami. Ja to bym widział jako ekranizację gry Hatred, bo gościu grający psychola nadaje się idealnie. Coś na podobę Terrifier brałbym bez zastanowienia. Film do natychmiastowego zapomnienia lub pominięcia.
To mógł być dobry film, a wyszło, jak zawsze. No prawie zawsze... Widziałeś zwiastun, widziałeś większość ciekawych momentów. Ba, widziałeś praktycznie cały film. Film, który nie ma nic więcej do zaoferowania. Mający słabe efekty specjalne, choć z paroma wyjątkami, dialogi o niczym, marne aktorstwo oraz rozwleczone i przynudzające tempo. Pomysł z kosmicznym grzybem nie był wcale taki głupi. Można było pobawić się konwencją i stworzyć The Last of Us z przymrużeniem oka, ale chyba nikomu nie chciało się wysilić i zmarnowano potencjał. Omijać seanse kinowe i czekać na streaming, bo szkoda kasy na to barachło. Nie rozumiem tak wysokich ocen na RT i IMDb 0_o
U la la, ależ to miałkie, smutne, nudne, nieangażujące. Domyślam się, że zamysłem było stworzenie slow burnowego folk horroru. Szkoda, że tylko slow burner się udał. Nie oczekiwałem górnolotnego filmu, a i tak mocno się rozczarowałem. Jedyne co w tym filmie naprawdę robi wrażenie, to muzyka i przepiękne kadry i aż szkoda, że trwają one tylko po parę sekund. Fabularnie film leży. Aktorsko też nie powala. Bidulka Sophie Turner wyniosła drewniane aktorstwo na wyższy poziom. Wraz z Dafne Keen i Millie B. Brown tworzą teraz idealne trio :D Oglądać wyłącznie w ramach tortur.
Lure
2026
Męczarnia! Przez dwie godziny oglądałem gościa zamkniętego w rurze, imitującej łódź podwodną. Fanbase gry jak zwykle wali przesadzonymi ocenami. Cytując za użytkownikiem Wiktor Rola - "Przeciągnięty metraż zabija napięcie, zmieniając klaustrofobię w nużącą stagnację. Merytorycznie leży scenariusz – lore dopisane na siłę nie angażuje, a krew to za mało. Markiplier przeszarżował, wizualia nie przykryją braku treści. Słabo"
Człowiek wiedział, ale... wiadomo co :D Silent Hill z 2006 roku nadal pozostaje najlepszą ekranizacją gry, choć tak naprawdę oprócz tytułu, mgły i Piramidogłowego nie ma z nią za dużo wspólnego. Powrót do Silent Hill całkowicie pozbawiony jest klimatu. Na próżno szukać tutaj psychologicznego horroru i gęstej atmosfery, tak charakterystycznej dla serii, szczególnie w części drugiej. Film jedynie konsekwentnie odhacza poszczególne sceny z gry, nie próbując w ogóle zaangażować widza. Coś jak serial The Last of Us. Docenią to wyłącznie zagorzali miłośnicy. Bardzo słaba gra aktorska, będąca momentami aż za bardzo teatralna, tragiczny montaż, brzydkie zdjęcia mimo ciekawych lokacji, obrzydliwy color grading i słabe CGI. Na uznanie zasługuje jedynie Hannah Emily Anderson, która wciela się w kilka ról, ale to też nie jest występ najwyższych lotów. Reszta obsady odhaczyła jedynie kolejny zaliczony dzień na planie filmowym.
Yyyy... :/ W sumie gdyby nie ciekawe zgony, to film by nie istniał.
Lalka
2025
Całkiem dobre efekty gore, a tak poza tym film nie ma nic do zaoferowania, bo przemocą dla samej przemocy nic raczej się nie ugra. A już na pewno nie w takim wydaniu. W szoku będą chyba jedynie osoby, które na co dzień oglądają bajki Disney'a. Już Ghostland w podobnych klimatach robi wszystko sto razy lepiej. Na wspominkę zasłużył sobie czołgający się Stifler, który był nawet śmieszny, ale tylko do momentu, gdy nie zważając na stan w jakim się znajdował, był w stanie dalej mówić. O ja j**bie! :D Oczywiście mamy klasyczne stanie w miejscu i czekanie na uj wie co, zamiast brać nogi za pas oraz tradycyjnie musiał być przygłup Strażnik Teksasu. Ta abominacja trwa 80 minut z napisami, więc możecie sobie wyobrazić z czym mamy do czynienia. Flaki z olejem. Ogólnie rzecz ujmując, ten film to gówno.

Gale: Yellow Brick Road

Od strony artystycznej i konceptu całkiem udanie, ale wszystko inne leży i kwiczy. Śmiem stwierdzić, że krótkometrażówka, na podstawie której powstał film, wyczerpała temat i długi metraż był po prostu zbędny.
W końcu musiało do tego dojść. Pierwszy film AI, który miałem okazję zobaczyć w kinie. Nie cały, bo grają w nim prawdziwi aktorzy i sceneria też (chyba) jest prawdziwa, ale potworek, to już guano wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Na ekranie pojawia się wyłącznie na 2 - 3 sekundy, bo przy dłuższych sekwencjach na pewno nie utrzymano by spójności co do jego wyglądu. Poza tym gdy dochodzi do uśmiercania bohaterów, to AI idzie już z grubej rury :D Partactwo i tyle. Mizerna gra aktorska, słabiutki scenariusz, okropne "efekty" specjalne, beznadziejny montaż, a raczej jego brak i... i... i... można tak w nieskończoność.
Początek niegłupi, a Dee Wallace pokazuje młodemu pokoleniu, czym jest bycie wielkoformatową aktorką. Później już jest totalny paździerz. Masakra :/
Włączyłem. Pierwszy kill, myślę sobie niezłe guano, ale wjeżdża fajne intro z dobrą muzyką, więc decyduję się oglądać dalej. Na IMDb ma 7.5 z sześciu ocen. Musi być sztos, tyle osób nie może się mylić. Intro się kończy. Wjeżdżają dialogi z rynsztoka i poziom aktorstwa rodem zza stodoły. Kolejne trzy kille, wyłączyłem. Trzy gwiazdki za intro, muzykę i wygląd złola.
Tragedia :/
3/10
Ale kupsztal :D Że też William H. Macy zgodził się w tym zagrać 0_o
Chum
2026

Summerween

The Asylum i wszystko jasne 🤣