Backrooms. Bez wyjścia
Exit 8
Kąpiel diabła
Ulubione horrory.
Lista klasyczna 25 tytułów
Chociaż horror nie jest moim ulubionym gatunkiem (a na pewno nie slashery), to nietypowe i klimatyczne horrory (te klasyczne i te całkiem nowe) to coś, co sprawia wiele frajdy, a czasem skłania do przemyśleń.
Cekawy i udany eksperyment. Labirynt własnych strachów i lęków, z drugiej strony jako ucieczka przez światem zewnętrznym. Może być wiele interpretacji tego filmu, ale jest wciągający, świeży i zaskakujący.
Na dużym ekranie dobrze się oglądało powtarzalne kadry korytarzy. Z czasem zaczyna męczyć, ale w pewnym momencie pojawiają intrygujące zdarzenia, ciekawie ze sobą powiązane. Skomplikowany i tajemniczy labirynt przedstawia wyalienowanie (nie tylko) japońskiego społeczeństwa. Jest też nawiązanie to pewnego tragicznego (wywołującego wciąż traumy) wydarzenia w Japonii. A wystarczy drobny gest dostrzeżenia drugiego człowieka, aby pokonać ten labirynt, wystarczy słuchać sumienia, aby choć trochę zaprzestać podążania z tłumem znieczulicy i obojętności. Zdjęcia, muzyka, aktorstwo na wysokim poziomie.
9.5 W świecie ostrym jak ciernie, duszącym jak rybę bez wody, w którym nie można powiedzieć "nie", w społeczności, która cię nie rozumie jedyną ucieczką jest...
Diabelnie mroczny i klimatyczny.
Piękno to ból – i tak od zawsze. Niemiłosiernie celna prowadzona narracja z mistrzowskimi zdjęciami i intrygującą muzyką. Charakteryzacja – cud.
Elizabeth/Sue (obrzydliwie)wspaniale przedstawiły przerażającą alegorię współczesnego postrzegania piękna. Lizzie and Sue, you can smile now, you were gorgeous!
To jest taki mix gatunkowy, w którym śmiech i przerażenie splatają się ze sobą. Te dwa stany opanowują nas i nie mamy nad nimi kontroli, bo działają na widza jak czary voodoo. Takiego horroru jeszcze nie było. Jest jak nienaładowana broń, która ni z tego, ni z owego zaczyna razić na wszystkie strony. Doskonale opowiedziane, niesamowicie i sprytnie zmontowane. Razem z „Brzydką siostrą” (choć różnią się diametralnie) to horrory roku. Świetna zabawa!
Jakie to muzycznie oszałamiające i czarujące; potem trochę gorzej. A złe duchy potrafią zabić najlepsze braterstwo i ideały. Lecz i tak niech muzyka gra!
Ależ wodzi za nos jak fałszywi prorocy. Duch dobrego koreańskiego kina czuwa.
8.5 Na motywach koreańskiej baśni. Zacierające się granice między prawdą a fikcją (urojeniem). Sporo niejasności, niedomówień. Dobry w swojej tajemniczości.
Monster movie? - to tylko taki jak ten, made in Korea. Niech Amerykanie się uczą.
Raz, dwa, trzy, Baba Jaga patrzy! Misterna zabawa w łamigłówkę. Psychologiczny horror, który tylko ciut przestraszy, a przede wszystkim sprawi, że parę łez się poleje. Nie tylko z powodu pięknej muzyki Fernando Velázqueza, ale i wzruszającej końcówki. Ze względu na motyw tęsknoty i niepogodzenia się przychodzi na myśl niedawny „Bring Her Back” (tutaj HIM a nawet THEM). Tutaj ta tęsknota ma większy wymiar w wierze i nadziei.
Choć bazuje na bardzo prostym schemacie: jest akcja - jest reakcja, to ta pierwsza ekranizacja powieści Kinga zrealizowana jest (z pewnymi mankamentami filmów z lat 70-tych) bardzo klimatycznie. Od momentu rozpoczęcia balu aż do końca filmu trudno oderwać wzrok od Carrie (rewelacyjna Sissi Spacek) zarówno w tej białej jak i czerwonej sukni. Te jej oczy - pełne przerażenia (scena pod prysznicem) i zagubienia, potem zamienione w urodzaj szczęścia (taką Carrie chciałoby się zapamiętać – chwilo trwaj), a następnie oczy w apogeum złości i zemsty, a na końcu strachu. Tak rodzi się zło – od wykluczenia, odtrącenia i upokorzenia. Brian de Palma niczym Alfred Hitchcock – stworzył dzieło, gdzie liczą się drobne gesty, mimika twarzy oraz budowane napięcie. 9.5
Hipnotyzuje i obezwładnia tańcem, ale nie tylko. Rozrywa kości i łamie kark. Bolesny, brzydki i przerażający, a zarazem pociągający.
Szaleństwo! Rozdarcie! Zagubienie!
Klasyk! Czego się nie zrobi dla swojego dziecka.
Samotność, życie-śmierć, wiara-nauka, poświęcenie. Bardzo udany remake filmu z 1922 z klimatycznymi zdjęciami, przejmującą muzyką i doskonałą obsadą.
To się nazywa (skuteczna) terapia szokowa. Przerażające, szokujące, a jednocześnie imponujące zdjęcia Pogorzelskiego.
Żałoba, trauma, tęsknota, dawne urazy, złe relacje… dziedzictwo. Jak w domku dla lalek, w którym nie mamy zdolności podejmowania decyzji.
NIE horror o samotności, chorobie psychicznej, o fanatyzmie. O bardzo złym pojęciu chęci zmiany świata. Dobra muzyka, kadry, aktorstwo.
Oryginalny i klimatyczny ze społecznym elementem w tle. Otwierasz kolejne drzwi a tam nowe zaskoczenia. Po trochu kino zemsty i rozliczenia.
Dziwne, straszne, tajemnicze jak tylko sny potrafią bywać (jeśli się je pamięta). 9.5
Wśród wysokich traw, gdzieś w pobliżu toczących się bitew rodzą się demony. Demony wojny, demony zwykłych ludzkich przywar. Zdjęcia tych wysokich traw i otaczającej przyrody, światło, muzyka, dźwięk – to one tworzą niepowtarzalny klimat tego horroru ludzkiej psychiki.
Ok, nie należy do ulubionych, ale jest bardzo specyficzny. Bardzo smutny horror (bardziej dramat). O tym jak tęsknota za tymi, co odeszli może nas pożreć.
Klasyk nad klasykami!