Jeszcze niedawno Al i De Niro mieli u mnie dyszki, ale teraz biorę pod uwagę też obecne dokonania.. no i cóż, nie wygląda na to żeby panowie traktowali się poważnie. Pewnie, że Michael Corleone i Sonny Wortzik to dwie z najwybitniejszych kreacji w historii kina, ale wszystko co Al robi po Godfatherze 3 (z nim włącznie) wygląda raczej na autoparodię (może w Zapachu Kobiety mamy do czynienia z przerysowaną, aczkolwiek świetną rolą niewidomego, to ostatnie przemówienie kompletnie mnie nie rusza, wręcz śmieszy karykaturalnością).
Nie lubię odnosić się do masowych opinii, ale skoro w dzisiejszych czasach prędzej się go kojarzy z tym:
https://www.youtube.com/watch?v=jvTpEoi0tzE
Aniżeli z tym:
https://www.youtube.com/watch?v=_g9RI0GgRIQ
To chyba wiele mówi o tym jak nasz mistrz się stoczył.
Stosunek do De Niro mam bardzo podobny i sam się zastanawiam nad obniżeniem mu oceny. By tego uniknąć po prostu nie oglądam jego najnowszych filmów. Mogę mu wybaczyć, że gra w chałturach bo nie ma wielu atrakcyjnych ról dla aktorów w tym wieku, ale tego, że gra na odwal się nie daruję. Widziałem Killing season i to była istna męczarnia patrzeć na minę Boba.
Co do Al'a to sytuacja moim zdaniem nie wygląda tak źle. W latach 90 miał kilka dobrych ról jak w Glengarry Glen Ross, Informatorze, Donnie Brasco i Gorączce (ja bardzo lubię te jego wygłupy). Powinieneś je zobaczyć jeśli uważasz, że nic wartościowego nie zrobił przez tą dekadę. No i jest jeszcze skrajnie przerysowana autoparodia w Dicku Tracy. Dla mnie brawa za dystans. Zostając na chwilę przy filmie Manna to Pacino mam tam przebłyski geniuszu - http://youtu.be/qi_cUdf1zr8?t=29s
Gorączka to dla mnie przede wszystkim taki Pacino, z wyrazem zmęczenia na twarzy, obojętnością, a nie ten ze sceny great ass. Choć jak pisałem wcześniej bardzo lubię jego kabotyńskie gesty. W XXI wieku Al po udziale w gniotach takich jak Gigli czy 88 minut poszedł do HBO i zaczął grać w produkcjach telewizyjnych. Z bardzo dobrym skutkiem. Jack jakiego nie znacie i Phil Spector to może nie jest nic wybitnego, ale nie są denne komedyjki tylko filmy mające coś do przekazania na temat eutanazji i kulis showbiznesu. Także stwierdzenie, że Al się już nie stara i nie traktuje swojego zawodu na poważnie jest nie na miejscu.
Zresztą jedyną rzeczą jaką mogę pochwalić w tym okropieństwie Jack i Jill jest właśnie rola Pacino. Tylko na tej scenie się uśmiechnąłem - http://www.youtube.com/watch?v=2S6eUFbOfIU
Pewnie, że w "Gorączce" miał przebłyski geniuszu. Lubię scenę, gdy bada trupa żując gumę, a następnie pociesza biegnącą do niego żonę/matkę/dziewczynę. Świetny jest oczywiście dialog z De Niro w kawiarni. Ale to pojedyncze sceny. Odnoszę wrażenie, że traktuje się go jak tresowaną małpę z ograniczonymi umiejętnościami aktorskimi. Tu się wykrzyczy, tu zrobi dziwną minę - ciężko mi to traktować na poważnie, zawsze wydaje się to nie na miejscu niezależnie od postaci. W "Gorączce" mogę uwierzyć w każdą postać, ale w postaci Pacino widzę najczęściej... Pacino bawiącego się w detektywa. Nie kupuję tego. W TV podłapałem kiedyś dłuższą część "Adwokata Diabła" - podobna sytuacja.
"Choć jak pisałem wcześniej bardzo lubię jego kabotyńskie gesty." No rozumiem, nie mówię że zamysł ogółem jest zły, ale od czasu tego nieszczęsnego Ojczulka III wyrobił sobie ten jeden sposób ekspresji i nie widać, żeby miał od niego odchodzić. Tego od niego się teraz oczekuje i już niezależnie od tego w jakim dziele by nie zagrał - takiego Ala ludzie chcą widzieć. Tego krzyczącego dziwaka z wytrzeszczonymi oczami. Mu się podoba taki imidż, czego dowodem są takie koszmarki jak Gigli czy Jack i Jill. Dla mnie to prostu zmarnowany geniusz.
Ale nie powiem, nuta z Jack i Jill jest nawet spoko xD
Ja też mam czasami ochotę zobaczyć Al'a w całkowicie wyciszonej, spokojnej roli jak za czasów Godfatherów. Coś jak Nicholson w filmie Payne'a Schmidt. Może się doczekamy kiedyś. Jako, że filmografię Pacino mam zaliczoną w 90% to mogę Ci jedyni polecić filmy gdzie odchodzi on od swojego wizerunku krzykacza z lat 90. Tu na pewno wyjątkiem jest Frankie i Johnny z 1991r. Al jako czuły i zakochany romantyk. Mnie przekonał. :)
Ta twoja 9/10 dla Pacino jednak mnie gryzie szczególnie przy 10/10 dla Jamesa Deana.
"Ta twoja 9/10 dla Pacino jednak mnie gryzie szczególnie przy 10/10 dla Jamesa Deana."
Masz mnie. Wygląda na to, że nie załapał się na rytualne obniżanie ocen xd. Co nie zmienia faktu, że to również aktor wybitny i gdyby dłużej pożył założę się, że spokojnie dorównałby Brando, Pacino czy Nicholsonowi. Ocenę Pacino na obecny czas pozostawiam taką jaką jest. Jeśli mnie z czasem zaskoczy pójdzie w górę. Glengarry Glenn Ross muszę zdecydowanie w końcu obejrzeć, kompletnie mi wyleciało z głowy, że też tam jest. Co do reszty... przyjdzie czas. Chyba nie krzywdzę jego pozycji w rankingu...a jeśli nawet to ile wart jest ranking z Deppem 3 pozycje niżej?