Widziałem tylko Milczenie owiec, zagrał fantastycznie, ale przeglądając jego filmografię żaden tytuł nie zachęca mnie do obejrzenia. Może jedynie Dracula. Prosiłbym was o polecenie filmów, które udowodnią mi, że Hopkins jest lepszym aktorem od Pacino. :P Tylko chciałbym, żeby to był naprawdę dobry film.
Pacino grał w wybitnych filmach - Scarface, trylogia Ojca Chrzestnego, Zapach kobiety, Adwokat diabła, Donnie Brasco, Życie Carlita, Gorączka, Pieskie popołudnie. Podajcie mi przynajmniej 3 filmy Hopkinsa, które utwierdzą mnie, że zasługuje na 2 miejsce.
Pacino nie jest lepszy od Hopkinsa, ani Hopkins nie jest lepszy od Pacina. Nie da się tego obiektywnie stwierdzić. Każdy ma inne zdanie. Wybitne role Hopkinsa mogę zawsze polecić: Titus, Okruchy dnia, Nixon, Cienista dolina, Amistad.. Całkiem różne kreacje, które nijak mają się do tych wszystkich głupich rankingów, które jak widzę są dla Ciebie jakimś wyznacznikiem talentu danego aktora.
W jakimś wywiadzie słyszałem, że chciałby zagrać z De Niro i Pacino. Kiedyś i pewnie do teraz jest fanem Bogarta. Brando zapewne też.
Pacino jest bardzo dobrym aktorem (cenię Go), ale nie ma co porównywać do Hopkinsa, bo to dwaj różni aktorzy.
Na pewno polecam Ci: "Instynkt", "Słaby punkt", "Prawdziwa historia", "Okruchy dnia", "Amistad", Człowiek słoń" i powiedźmy "Maskę Zorro" (pamiętam, że jak pierwszy raz styknełam się z tym filmem, to aż nie chciało mi się go oglądać, ale okazało się, że Hopkins na prawdę dobrze tu zagrał).;) Te filmy na pewno polecam. Oczywiście możesz obejrzeć też inne filmy. Anthony Hopkins jest takim aktorem, że zazwyczaj gra w filmach jak należy - lepiej czy gorzej, ale zawsze jego postać jest ciekawa...
Skoro widziałeś tylko Milczenie Owiec, to obowiązkowo należy obejrzeć Hannibala i Czerwonego Smoka. ;)))
Wpadłam po uszy po obejrzeniu tych filmów ;))) Zachęciło mnie to do obejrzenia innych z jego udziałem i tak oto dobiłam do liczby 43 filmów z Tonym. :P
Jeśli chodzi o inne to filmy to polecam : Joe Black, Okruchy dnia, Instynkt, Bad Company, Maska Zorro, Tytus Andronikus, Prawdziwa historia, Lekcja przetrwania, Wichry namiętności, 84 Charing Cross Road, Człowiek słoń, Bunt na Bounty, Cienista dolina, Dracula, Nixon.
W ramach ciekawostki można obejrzeć Slipstream. Anthony napisał scenariusz i wyreżyserował film. Jednak oglądanie może być niebezpieczne dla oczu ;))) I czasem nie wiadomo o co chodzi. Dość zagmatwany jest.
Jeśli lubisz kino wojenne to : O jeden most za daleko.
Jeszcze ujdzie Piętno, Kraina wiecznego szczęścia, Magia, Bobby, Na skróty do szczęścia czy Picasso.
Za Magię przecież dostał takie wspaniałe recenzje... podobno to "arcydzieło na miarę cienistej doliny"
Napisałem posta lekko prowokującego, by był większy odzew, ponieważ naprawdę chciałbym obejrzeć parę filmów z Hopkinsem, bo w Milczeniu Owiec zrobił na mnie wielkie wrażenie. Wiadomo, że ciężko porównać
ja powiem szczerze ze średnio lubię Hopkinsa jako aktora, ale mało z nim widziałam (jedynie te nowsze filmy). W najbliższym czasie mam zamiar sięgnąć po coś starszego, ale sama jeszcze nie wiem co. Zatem dołączam się do prośby kolegi i proszę żebyście coś mi polecili tak sprzed Milczenia Owiec.
84 Charing Cross Road, Bunt na Bounty, Człowiek słoń, Magia, Bunkier(chociaż to ciężko gdzieś znaleźć) i może dla rozrywki Dzwonnik z Notre Dame( chociaż dla samej charakteryzacji na Hopkinsie, która podobno trwała ok. 5h)
Człowiek słoń jest bardzo złą propozycją. Hopkins (co zresztą potwierdza w swojej biografii baaardzo oszczędnie zagrał tą postać, właściwie to zupełnie bezpłciowo i nijako - choć to był podobno przemyślany i celowy zabieg). Nie ziębi nie zachwyca w tej roli. Wiecie, że ja go nawet nie poznałam i dopiero po latach dowiedziałam się, że to on grał w tym filmie?
Bardzo zła propozycja w sensie, że gra Hopkinsa nie powala na kolana, bo film jest dość dobry. Właśnie to jest ciekawe według mnie, taka statyczna, spokojna, bezuczuciowa gra, jak wspomniałaś celowa. To wbrew pozorom nie jest tak łatwo zagrać.
Bunkier udało mi się niedawno dorwać na isohunt.com
Tony zagrał tak Adolfa, że nawet zrobiło mi się żal Fuhrera. ;))
Jeśli chodzi o inne filmy przed "Milczeniem..." to jeszcze "O jeden most za daleko"(Chociaż jak dla mnie to trochę długaaaśny jest) i "Lew w zimie".
ja z nim obejżałem milczenie owiec i jestem pod wrażeniem jego gry, wystarzcy mi jeden film abym stwierdził,iż jest to najlepszy aktor na świecie wiem, że może nie mam zbytnio pojęcia ale tam zagrał poprostu rewelacyjnie
ja uwielbiam Sir Hopkinsa za Okruchy dnia, Cienistą dolinę, Amistad i Prawdziwą historię. Sama zaś "trylogia" Milczenie owiec, czerwony smok i Hannibal to dla mnie klasyka sama w sobie.
Dla mnie i Hopkins i Pacino są genialni, tworzy się rankingi, punkty i statystyki, ale tak naprawdę- talentu i kunsztu aktorskiego nie da się zmierzyć, zważyć i porównać.
W żadnym razie Pacino nie jest lepszy od Hopkinsa.
Pacino nadaje się tylko do filmów o mafii a Hopkins potrafi zagrać wszystko od szalonego mordercy do skrzywdzonego człowieka ten aktor nie ma sobie równych ma w sobie coś co przyciąga do siebie ludzi a Pacino niestety nie kojarzy mi się on tylko z zarozumiałym aktorzyną.
Oj nie zgodzę się kolego z Tobą!
Owszem, że Al Pacino w większości grał w filmach gangsterskich, ale warto wspomnieć choć by o "Zapachu kobiety" który jest dramatem i zagrał w tym filmie Pacino rolę niewidomego. A muszę przyznać, że zagrał to bardzo przekonująco, bo niełatwo zagrać osobie widzącej ślepego. Czy jeszcze np. "Adwokat diabła". Tam akurat też nie zagrał mafiozy. Wcielił się w szatana - w ludźkiej skórze. Na prawdę ciekawa postać.
Nie powinno się tak wyogólniać...
A co do reszty (mówiąc o Hopkinsie) masz w 100% racji.
A ta ocena nie wiem na podstawie czego jest wyciągnięta (jak się obejrzało tylko Ojca Chrzestnego i Człowieka z blizną to się nie dziwię).
Sam Hopkins jest fanem Pacino.
IMO Hopkins albo gra zbyt dyskretnie albo jego repertuar min składa się jedynie (2 warianty): z morderczego spojrzenia a la Hannibal Lecter (prywatnie też ma akie spojrzenie, więc nie trudno mu było zagrać) lub z otwartej buzi w geście wiecznego zdziwienia (Okruchy dnia, Człowiek słoń i cała reszta filmów gdzie nie gra socjopatów).
Ja np nie potrafię zrozumieć geniuszu aktorskiego w Okruchach dnia. Hopkins pozytywnie mnie zaskoczył w Cienistej dolinie (chociaż jak wielu mężczyzn-aktorów ma problem aby jako tako się rozpłakać na ekranie)
Fakt Pacino cierpi na tym, że ma etniczne rysy twarzy (no przecież Amerykanów trudno jest przekonać, że również Włoch może być everymanem) i jest łatwo szufladkowany. Ostatnio nie chce mu się grać w porządnych filmach, więc może stąd twoje przekonanie, że to pan co musi latać z giwerą. Jeśli nie wierzysz, że Al jest wszechstronnym aktorem obejrzyj sobie Narkomanów (pierwsza głowna rola, 2 film w jakim zagrał Pacino), Stracha na wróble (koniecznie finałowe sceny), Bobby Deerfield (mimo, że obyczajówka jakoś mnie całkiem wciągnęła), Kupca Weneckiego, Chinese Coffee albo Local Stigmatic (oba wyreżyserował). Przyznaj się szczerze - oglądałes którykolwiek z tych filmów?
Naprawdę cokolwiek robi, zawsze wygląda swobodnie, niewymuszenie, za to go podziwiam. W Zapachu kobiety rewelacyjnie zagrał człowieka samotnego, słusznie dostał Oskara, tyle, że film był przepełniony amerykańską demagogią, co może nieco irytować i przesłaniać geniusz jego aktorstwa.
O ile Pacino jest dużo lepszym aktorem od Tonego, o tyle Tony jest ciekawszym człowiekiem prywatnie (nie mam na myśli życiorysu, bo Pacino jako chłopak z Bronxu miał o wiele bardziej barwne życie, ale o tym co ma do powiedzenia, o jego osobowości).
Bez przesady. Wskaz mi fragment gdzie Hopkins ma otwartą buzie "w geście wiecznego zdziwienia" w Okruchach Dnia i "w całej reszcie filmów gdzie nie gra socjopatów" (oczywiście pomijamy sceny z jedzenia posiłków ;))). To ciekawe bedzie dla mnie...Bardzo proszę...
Jesli chodzi o moja opinię. "Okruchy dnia" to arcydzieło. Szalenie subtelna rola Hopkinsa, bardzo inteligentnie zagrana. Wybitny film Ivory'ego. Wybitna gra Hopkinsa.
Less is more- Hopkins udowadnia to za kazdym razem
http://www.youtube.com/watch?v=q4flVFRsIbs&feature=related
W "Cienistej.." nie ma zaś żadnego fałszu. Hopkins prawdziwie wzrusza, bez tandety i bez szarżowania.
Twoje oceny sa po prostu niesprawiedliwe. Ale rozumiem, czuły punkt (Pacino) został poruszony więc ... Co robić...
Nie, nie czuły.
Ja kiedyś bardzo dawno temu wypowiadałam się o subtelnym aktorstwie i oczywiście bardzo podziwiam (zwłaszcza polskie kino). Ale Hopkins gra albo bardzo mdło albo właśnie przejaskrawia - mam na myśli wczesne filmy (jeszcze nie miałam okazji obejrzeć ale fragmenty na YT filmów sprzed epoki Owiec taką opinie mi wyrobiły... chociaż w sumie nie wygląda to źle, a momentami nawet ciekawie) albo jeszcze innny wariant dubluje rolę z Hannibala (mam tu dokładnie na myśli Fracture). Poza Hannibalami i Shadowlands jak do tej pory nie urzekł mnie, czego bardzo żałuję, bo uważam, że prywatnie to interesujący człowiek i chciałabym go podziwiać również na polu zawodowym.
Do udsanych aktorsko z tego co oglądałam (przyznaję, że oglądałam mało) zaliczam:
Milczenie owiec/Hannibal/Czerwony smok
Cienista dolina
Tytus Andronikus (dawno oglądałam, ale tak zapamiętałam)
Prawdziwa historia
i może Picasso.
Aha chciałeś przykład wyrazu wiecznego zdziwienia? Nie mam pod ręką Okruchów dnia, ale w Meet Joe Black nie będzie ci trudno uchwycić tej miny - ma ją prawie cały czas :)
OK. W sumie chyba nie zdajesz sobie sprawy, że skomplementowałas Hopkinsa. To ze pamietasz gre Hopkinsa z Elephant Man- a wlasciwie jedną scene, która już nigdzie indziej nie miała miejsca - tę w której pierwszy raz widzi potwornie zdeformowanego człowieka- najlepiej swiadczy o potędze jego aktorstwa. O tej sile swiadczy tez zbudowanie tak wyrazistej postaci jak Lecter. Nie byłoby Lectera, bez spójnej koncepcji tej roli stworzonej przez Hopkinsa. Nie przemówiłby do masowej wyobrazni. We Fracture natomiast nie ma w ogóle "hannibalizmu". Tam rola Crawforda jest bardzo oszczednie poprowadzona [Pisze o tym na forum]. Więc to są twoje chciejstwa, by udowodnić z góry przyjęta tezę. Nie lubisz, nie rozumiesz jego aktorstwa- OK. Nie podzielasz zachwytów. OK. Nie musisz, ale rób to z klasą, plizzzzzzz.
Jeszcze drobna uwaga. Nie jestem kinofanem. Śmieszy mnie, a raczej odstręcza ta cała otoczka, te silikonowe gwiazdy na redcarpetach, tłumy piszczacych fanów wystających godzinami po autograf. To chore, jak i cała dominacja pop-culture. Ogólnie rzecz biorąc to strata czasu. Jednak w przypadku Hopkinsa- mimo iz czasem- zbyt czesto- uczestniczy w fatalnych produkcjach - jak w Bad Company, czy Meet Joe Black - z cała pewnością moge powiedzieć: Oto artysta. Brzmi pompatycznie, ale niech tam... Oto artysta!
Mam nadzieje, ze jeszcze go zobacze w rolach, które tak jak w "Cienistej...", w "Howards end", w "Elephant Man", w "Nixonie", w "Milczeniu..." we "Fracture", w "Tytusie", a nade wszystko w "Okruchach dnia" mnie zaciekawią, zachwycą i... poruszą moje serce.
W Człowieku Słoniu to nawet się nie zorientowałam, że gra tam Hopkins (dopiero parę lat później doczytałam, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, nie mogłam dojść kogo... ale to tak na marginesie)
Sam Hopkins przyznał, że rola we Fracture ma elementy z Lectera.
Zgadzam się co do Hannibala Lectera, gdyby zagrał go Nicholson (zdaje się, że też był brany pod uwagę) to by wyszedł z tego kolejny Joker, a nie coś świeżego i z taką klasą (ewidentny plus dla reżysera za zaangażowanie Brytyjczyka - ci mają klasę sami w sobie) No i oczywiście osobowość Tonego, który ma w sobie coś z demoniczności tej postaci (albo inaczej: ta postać ma coś z demoniczności Tonego ;)
"Nie musisz, ale rób to z klasą, plizzzzzzz."
A nie robię tego z klasą?
"Bad Company, czy Meet Joe Black - z cała pewnością moge powiedzieć: Oto artysta. Brzmi pompatycznie, ale niech tam... Oto artysta!"
A w którym momencie Bad Company uwidacznia się ten artysta. Może w tym:
(przewiń 01:03) http://www.youtube.com/watch?v=Ev8wq4-sE00
xD
Meet Joe Black był dla mnie ogromnym zawodem, a oglądałam go jeszcze w liceum zafascynowana Lecterami... Faktycznie film jest gorzej niż mierny (ach ten wystrugany z drewna Brad Pitt z księżycową miną), ale Tony też w nim nie jest rewelacyjny - po prostu przeciętny. Gdyby grał tą rolę jakiś inny aktor nie zrobiłoby to żadnej różnicy
"A w którym momencie Bad Company uwidacznia się ten artysta"
Błagam, (nawet na kolanach;))) o czytanie ze zrozumieniem.
Pacino to dobry aktor. De Niro to dobry aktor. Naprawde doceniam ich. Maja swietne role na koncie. Ale żaden z nich nigdy nie poruszył mojego zatwardziałego serca. Hopkinsowi sie udało. Specjalnie używam tego sformułowania. Poruszyć serce. To mi sie wydaje najważniejsze.
Dla każdego coś innego, mnie właśnie Pacino poruszył... Hopkins zresztą też ale rolą Lectera (no i może CS Lewisa) jak do tej pory. Chętnie zgodzę się, żeby poruszył mnie czymś jeszcze ;D
Zagrał niedawno w filmie Allena, trzeba będzie zobaczyć ;)
Miałem przyjemność oglądać dość duże fragmenty gry Hopkinsa w teatrze (nagrywane rzecz jasna), sztuka nazywała się "Pravda". To co on tam wyprawiał przekonało mnie ostatecznie, że to aktor, artysta wybitny. Nie należy zapominać, że przez blisko 30 lat grał w najlepszych teatrach brytyjskich i zdarzało się amerykańskich. Tam się zdobywa niesamowity warsztat i umiejętności. Powiedzenie, że aktor z takim doświadczeniem ma do zaproponowania kilka min jest delikatnie mówiąc krzywdzące. Nie chcę pisać o Pacino, gdyż znam niewiele jego ról, ale nie zaprzeczę, gdy ktoś oznajmi, że jest jednym z najlepszych aktorów. Powtórzę się: NIE MA możliwości, aby stwierdzić obiektywnie który z tych aktorów jest lepszy. W przypadku porównywania Mroczka z Zapasiewiczem możemy z całą pewnością stwierdzić: Tak, Zapasiewicz jest/był dużo lepszym aktorem od Mroczka. Hopkins i Pacino to już inna półka oceniana przez pryzmat naszych sympatii.
Że jest wybitnym aktorem teatralnym to widać od razu po jego wczesnych filmach (przynajmniej mam takie wrażenie po kilku fragmentach, które oglądałam na tubce - nieraz gra bardzo teatralnie). Co do kilku min - może i byłam złośliwa (wiadomo, że to pewne przejaskrawienie - ktoś mógłby powiedzieć równie dobrze, że Pacino w swoim repertuarze ma kilka min - owszem ma bo to wciąż ten sam człowiek a nie schizofrenik). Chodzi mi o to, że w Hollywoodzkich filmach Hopkins gra z manierą, i to na tyle mocno, że się to wszytko zlewa w całość i ma się właśnie wrażenie, że gra 2 role: tą wredną (Lecter i spółka) i tą z wiecznie zdziwioną miną. Przepraszam, nie chce nikogo urazić ani tym bardziej prowokować, ale dałam Hopkinsowi szansę parę lat tamu i takie wrażenie u mnie pozostawił, a to, że mogłam wtedy jedynie pozwolić sobie na nowsze filmy (z paroma wyjątkami) to mam niestety o nim opinię w taki a nie inny sposób wyrobioną. Z chęcią ją zmienię :)
Aha, do udanych ról (o ile mnie pamięć nie zawodzi już bardzo dawno widziałam - jak zresztą większość filmów Hopkinsa) dodam jeszcze Bunt na Bounty (chociaż podobno krytyce się nie podobał).
Widziałam też urywki A Doll's House i całkiem mi się podoba, chociaż gra jak w teatrze (bo to wszakże Ibsen). Za parę dni skończy mi się sesja to obiecuję, że obejrzę w całości. Polecacie mi Arch of Triumph i Audrey Rose? Wiem, że na YT jest też Hollywood Wives, ale zdaje się, że to jakiś serial. Hopkins gra tam jakąś poważniejszą rolę czy tylko epizod?
Ad Rem
Daj linka/namiary na Pravdę, pleaseee :)
Co do "Pravdy" to oglądałem fragmenty spektaklu dość dawno na jakimś brytyjskim kanale. Nigdzie w internecie nie znalazłem fragmentów dłuższych niż http://www.youtube.com/watch?v=MGcfANkrdW8&feature=related i tu o kilka sekund dłuższy ten sam kawałek http://www.youtube.com/watch?v=Gv_PF5a6gsY&feature=related (od 9min) i jeszcze http://www.youtube.com/watch?v=zXK3Q8usR4M (od 2min). Hopkins mówił wielokrotnie, że to jedna z ról nad którą najlepiej mu się pracowało i grało, z resztą chyba dostał za nią Tony. Na mnie zrobiła duże wrażenie. Taka typowo teatralna gra, sylwetka, zmieniony głos. Co do "Arch of Triumph" dla mnie wyjątkowo słaby, jakiś taki nijaki, nudny. "Audrey Rose" lepszy, ale także nie powala, Hopkins jakiś taki przeintelektualizowany, co w kontraście z drewnianą grą niejakiego Johna Beck'a wypada nieciekawie. Jakby wpuścić Gajosa do W11 ;)
Dokładnie. Kino amerykanskie zapełnione jest aktorami "paru min" [np. Gibson, Willis, Cage-dlatego sa tak nudni, tacy przewidywalni]
"Pravda" [jest mi znana niestety w małych fragmentach], jeszcze w całosci mozna gdzies wynalezc w sieci serie BBC: "Othello" [unieść taka rolę!] , "Hamlet". "Dom lalki"- film -adaptacja ibsenowska. Warsztat, technika + ogromny talent. Wątły behawioryzm nie wystarczy. L. Olivier wspominał, że kiedy przyszło Hopkinsowi zastąpić go w "Tancu smierci" w National Th, ten wziął rolę triumfanie, jak kot bierze w zęby mysz. Trudno o lepszą recenzję.
Jednak trzeba zaznaczyć, że aktorstwo filmowe to inna technika, niemal inny swiat, inaczej rozłozone akcenty. Praca nie odbywa sie linearnie.
Jesli więc Hopkins w filmie np. szepce coś pod nosem to nie dlatego, że w swym ubóstwie inaczej nie potrafi i nie wie co to emisja głosu. Jest to świadome ograniczanie sie, redukcja. Jesli do tego dochodzi >emocja<, taka, że widz jest w stanie i chce wyjść poza swój krąg doswiadczenia, zbliżyć się do (I)innego... to czego więcej chcieć?
PS. Zapasiewicz bardzo cenił Hopkinsa
Ten drugi aktor (Bob Hoskins) nadawałby się na Otella (tak czysto z urody). Hopkins jako Maur... no cóż, ale w końcu nie o to przecież chodzi u Szekspira :) Faktycznie świetny. Dlaczego uważacie, że to walijski akcent?
Nie widzisz różnicy? Hoskins mówi z ewidentnym angielskim akcentem, Hopkins z walijskim, bardzo to słychać według mnie, taki "kwadratowy" angielski z zaakcentowaniem spółgłosek. W biografii Callan'a zdaje się było też napisane, że grał tę rolę z czysto walijskim akcentem.
tak cedzi słowa, ale pomyślałam sobie, że to dlatego, że gra Maura. Walijski trochę inaczej mi się kojarzy: mówią bardzo szybko i tak charakterystycznie urywają robiąc pauzy (Walia płd), lub - na północy Walii - takim wiejskim rozwlekłym pijanym akcentem ;)
Ale skoro w książce jest tak napisane, to co ja tutaj będę się wykłócać ;)
Poniewaz- jesli chodzi o Hopkinsa to odrabiam powazne zaległości, jestem wlasnie swiezo po ogladnieciu "Bounty"- z 1984r.
I co tu mówić, nie mogę podniesc sie z klęczek, co jakis czas uderzam czołem o podłoge w pokłonach dla mistrza. O, Św. Antoni!
Rola kpt. Blighta jest po prostu swietnie zagrana. Nie jest to, dzieki Hopkinsowi, postać jednowymiarowa, sadysta, ale człowiek który ma silne poczucie obowiązku i swiadomość powinnosci swej słuzby. Scena finałowa: Sad uniewinnia Blighta od zarzutu utraty statku, zwraca mu honor i szablę. I Hopkinsem- Blighem wstrzasją ukrywane dotąd emocje, facet sie lekko trzęsie, a głos niemal więznie mu w gardle, sztucznie znizony, bo Bligh bardzo chce ukryć wzruszenie: "My Lord, thank you". No, naprawde niezłe.
Tak, Hopkins jest w stanie zagrać wszystko. Od psychola po wrazliwca. Od spełnionej, nurzającej sie w krwi nienawiści po niespełnioną miłość.
Tak, po trzykroć TAK! jest to najlepszy aktor świata. Tak twierdzę, i co mi zrobicie ?
Na dniach ma wejsc film Ivory'ego. Z fragmentów widac, że Adam Gund grany przez Hopkinsa, to będzie człowiek bardzo ujmujacy, kulturalny. Ciekawe czy dobrze odczytuje,co to bedzie za postac. Zapowiada sie niezle. Moze bedzie na miarę "Okruchów dnia"? Oby. Dosyć już Wilkołaków, Thorów, Beowulfów i innych pop-flaków!!! Mr. Hopkins! Sir Anthony!
Autentycznie czekam na ten fim i "umrę jak go nie zobaczę" ;)))))
Przejrzawszy streszczenia ksiazki Camerona zaczynam sie domyślać skąd ta zauważalna "miękkość" u Adama Gunda. ;))) Ciekawe, ciekawe...
Ciekawe co z tym filmem. Rozumiem, że nie ma jeszcze jakichś oficjalnych informacji, daty, czegokolwiek?
Screen Media podają że film pojawi sie w kinach 30.03 tego roku. Czy wejdzie w Polsce, nie wiadomo.
Tu dosc duzo o tej produkcji:
http://en.wikipedia.org/wiki/The_City_of_Your_Final_Destination
Dobra niech się któryś napaleniec pofatyguje na wypunktowanie, który film słaby a który dobry z tych sprzed 1991r. Zabieram się właśnie do kolekcjonowania i chciałabym wiedzieć co warto a co z góry mogę sobie odpuścić.
Zaprawde, zaprawdę, powiadam wam, nie jestem napaleńcem, aczkolwiek przyznaję, czasami zdziwienie mnie ogarnia. Bo to jest tak: odpalasz sobie jakiegoś starocia z 1984 pod tytułem „The Bounty”. Popcorn przygotowany. Spodziewasz się kina dla wyrosniętych gimnazjalistów, piratów-z-karaibów, mordobicia na rufie, chlania rumu pod pokładem, apoteozy buntowników zrzucających, niczym dzieci-kwiaty, okowy "opresywnego systemu” nakazów, rozkazów, purytanskiej dyscypliny. A co dostajesz? Dramat kapitana i klimacik miejscami prawie conradowski... Kiedy płyna napisy koncowe w takt nastrojowej muzyki Vangelisa, ty budzisz się z rozdziawioną gębą. Popcorn ledwie napoczęty...;))))
Wracajac do pytania...
Z przyjemnoscią odpowiem, oczywiście nie ograniczając się do filmów sprzed 1991. Z tych filmów, które znam (dość trudno zdobyć te starsze, więc o wielu z nich nie mam nic do powiedzenia; z bardziej znanych produkcji nie znam też „Lwa w zimie”, „84 Charing Cross Road" i „Picassa”) na „TAK” oznaczam te, które moim zdaniem warto mieć i do których warto wracać, na „NIE” te, do których osobiście nie wracam, raz mi wystarczy.
TAK:
Dom lalki
O jeden most za daleko
Magia (bardzo wymagająca rola Corky'ego)
Człowiek słoń
Othello
Bunt na Bounty
Milczenie owiec
Powrót do Howards End
Okruchy dnia
Cienista dolina
Nixon (trudny, ale b. ciekawy film o flakach wielkiej polityki)
Tytus Andronicus (wspaniała scenografia, postmodernistyczny styl, popis aktorski Hopkinsa)
Kraina wiecznego szczęścia (dziwny, intrygujący)
Prawdziwa historia (optymistyczne, pozytywne klimaty)
Słaby punkt
Hannibal – tu jestem w rozterce, bo film wizualnie przemyslany, chętnie wracam do fragmentów, podziwiam różne „klamerki”, pomysły reżyserskie. Niestety załamuje się gdzies w srodku i jest potem na dłuższą metę niestrawny, nomen omen.
NIE:
Zmiana pór roku, Bunkier, Dzwonnik z Notre Dame, Łuk triumfalny, Dziesiąty człowiek, Godziny rozpaczy
Freejack, Dracula, Wichry namiętności, Sierpień, Lekcja przetrwania, Amistad, Joe Black, Maska Zorro, Instynkt, Czerwony smok, Bad Company, Piętno, Dowód
Mój ranking (ze względu na film jako całość):
1.Okruchy dnia [uwaga: arcydzieło!]
2.Milczenie owiec, Tytus Andronicus, Cienista dolina, Człowiek słoń,
3.Powrót do Howards End, Słaby punkt, Nixon, Bunt na Bounty,
No to z tych na tak, pozostało mi obejrzeć jedynie 4 filmy...
Nic więcej się nie znajdzie?
Jeśli chodzi o filmy sprzed Milczenia, to zdecydowanie odradzam Britannica w niebezpieczeństwie i 48 godzin. Jedyną zaletą tego drugiego filmu jest to, że Anthony jest taki młodziutki i wygląda całkiem, całkiem. :P
Natomiast te, które najbardziej przypadły mi do gustu to : 84 Charing Cross Road, Bunt na Bounty i Magia.
Generalnie to zdecydowanie przyjemniej oglądało mi się filmy po Milczeniu. Chociaż i tam znajdzie się parę takich, które można obejrzeć raz i zapomnieć, że w ogóle istnieją, np. Freejack, Aleksander, Droga do Wellville.
Z niektórymi z lat 70. i 80. się trochę męczyłam. No, ale Anthony jest takim aktorem dla którego warto się trochę pomęczyć. :)))
Portal www.rottentomatoes.com pokusil sie o generalny ranking 10-ciu najlepszych (wg krytyków) filmów Anthony Hopkinsa
http://www.rottentomatoes.com/m/1194949-wolfman/news/1870133/total_recall_anthon y_hopkins_best_movies
1. Remains of the Day
2. Silence of the Lambs
3. Shadowlands
4. The Lion in Winter
5. The Elephant Man
6. Howards End
7. The Mask of Zorro
8. Magic
9. Bram Stoker's Dracula
10. The World's Fastest Indian
Według mnie Hopkins jest lepszy od Pacino.
Najbardziej go cenię za umiejętność wyrażania *olbrzymich* emocji, za pomocą jednego gestu, jednej miny albo kilku słów.
Świetnym przykładem był link ze sceną z "Okruchów Dnia" - tą z książką.
W Człowieku Słoniu zagrał świetnie. I tak przytaczając wypowiedź że jak wielu aktorów płci męskiej nie potrafi płakać - właśnie płacząc, praktycznie na samym początku, kiedy po raz pierwszy zobaczył w cyrku tytułową postać, przykuł mnie do ekranu.
Jedyne co mnie w nim trochę wkurza to ta 'angielska', arystokratyczna maniera w głosie, która zostaje w większości ról. :P
F. Francis (operator "Cz S") wspominał, ze ta scena w "Człowiek Słoń" poszła za pierwszym razem, bez dubli. Podzielam opinię, że rola dr. Trevesa jest swietnie zagrana. Bez taniego sentymentalizmu przecież. IMO, równiez dlatego ten film jest tak ciekawy nawet dzisiaj- chłodny, nieprzesłodzony i dlatego o duzej sile razenia.