Marilyn Monroe vs. Audrey Hepburn???

Naprawdę ciekawią mnie wasze odpowiedzi:)

5
  • użytkownik usunięty

    Wolę Audrey Hepburn (nie bardzo podoba mi się sposób robienia kariery przez Monroe)

  • Audrey Hepburn - zdecydowanie

  • Hmm, trudne. Porównać dwie jakże wyjątkowe i całkowicie różne postaci. Audrey to to postać baśniowa, jakby była nie z tego świata - pełna delikatnej kobiecej elegancji, a jednocześnie dziewczęcości, którą zachowała do ostatnich swoich dni. Całość plus talent i kreatywność dała nie powtarzalny efekt, jaki widzimy w jej kreacjach aktorskich. Ponadto Hepburn pokazała również drogę innym gwizdom, jak np. Angelina) jak być prawdziwym humanistą. Jest chyba jedna z nielicznych gwiazd filmowych, które można śmiało nazwać autorytetem w różnych sferach życiowych. Co do Marilyn - wielu nazywa ją kiepską aktorką, mało tego osobą lalkowatą, która oprócz sztucznej urody i sexapilu nie posiadała nic więcej...jest to opinia bardzo krzywdząca i po raz kolejny pokazuję dramatyzm tej postaci. Marilyn jako osoba - wrażliwa, nawet przewrażliwiona, raz za razem kopana przez wszystkich, a najbardziej tych którym postanawiała zaufać i których kochała, wykorzystywana przez producentów itp... i jej koniec. Historia smutna i nie sprawiedliwa. Co do jej aktorstwa, uważam, ze jej potencjał nie został wykorzystany w pełni - widać to filmach Niagara, Don't bother to knock, czy The Misfits, w których pokazała, że nie jest aktorką jednego typu ról. Jednakże, role ślicznotek które odegrała były mistrzowskie w jej wykonaniu i nie sądze, żeby ktoś miał to zrobić lepiej. Takie kreację też wymagają talentu. Błędne jest myślenie, że tylko role dramatyczne są dowodem talentu aktorskiego, czas zmienić to rozumowanie, ponieważ jest ograniczające.

  • bez dwóch zdań Audrey , Monroe była plastikową lalą a Audrey to wcielenie naturalności i uroku

  • Audrey. Naturalna,czarująca.

    • No to pogadaliśmy :) Fajny temat, ale chyba brak chętnych do dyskusji. Pozdrawiam.

      • Jak dla mnie to Audrey jest lepsza aktorką. Gdy ją zobaczyłem to od razu trafiła mnie strzała amora i pokochałem ją całym sercem ;) To jakim była dobrym człowiekiem, jej uroda, piękny głos no i sposób w jaki grała autentycznie mnie urzekł i dla mnie nie ma drugiej takiej aktorki w historii kina. Marilyn natomiast była kobietą która aż tryskała seksapilem i była niesamowicie piękna. Jako aktorka również była bardzo dobra, ale myślę że do umiejętności Audrey pod tym względem troche jej jednak brakowało. Tak czy siak naprawdę warto obejrzeć "Some Like It Hot" bo jest to bardzo dobry film a Marilyn pokazuje na co ją stać :D

        • Propozycja filmu z Marilyn niezła, dorzucę od siebie jeszcze Don't Bother to knock i Gentelmen prefer Blondes. Co do aktorstwa to historia pokazuje, że faktycznie Audrey jest lepszą aktorką i myślę ze każdy się w niej zakochał po obejrzeniu jej po raz pierwszy - jest świetna w bardzo oryginalny, nie do podrobienia sposób. Myślę jednak, że Marilyn zwyczajnie nie miała szansy pokazania się w całej krasie, dlatego ten pojedynek nie jest równy. Osobiście też zawsze będę za Audrey, bo to moja ulubiona aktorka, ale trzeba być obiektywnym.

  • użytkownik usunięty

    Audrey Hepburn. Marilyn była słodka do wyrzygania się...

  • użytkownik usunięty

    Zdecydowanie Marilyn Monroe ,audrey nie robi na mnie żadnego wrażenia,jest mdła i mało wyrazista w porównaniu z MM,takie ciepłe kluchy A MM to żadna plastikowa lala,to samo można powiedzieć o audrey w makijażu Poza tym MM nie w każdym filmie była słodka do urzygu,tak mówią ci,co widzieli najwyżej 2 filmy z jej udziałem,a śmią ją oceniać, i to MM była zdolniejsza od audrey- lepiej grała,śpiewała,ale nikt nie docenił jej tak jak na to zasługiwała,bo nie miała takich chodów w Hollywood jak paniusia z bogatej rodziny,audrey hepburn Bardziej cenię sobie MM ,bo na wszystko ciężko zapracowała sama,zaczynała od zera,nie miała rodziców,musiała dbać sama o siebie i walczyć z negatywnym i lekceważącym nastawieniem do niej,a audrey dostała wszystko na tacy ,urodziła się w bogatej rodzinie, miała rodziców i nikt nie rzucał jej kłód pod nóg tak jak MM Poza tym MM miała barwniejszą osobowość i życiorys niż audrey Gdy widzi się MM na ekranie,nie można oderwać od niej oczu,audrey tego nie potrafiła,mimo swej urody

    • Człowieku co do gustu filmowego już się nie kłócę , chociaż Audrey jest moim numerem 1.
      Pisząc o Audrey że "dostała wszystko na tacy ,urodziła się w bogatej rodzinie, miała rodziców i nikt nie rzucał jej kłód pod nóg tak jak MM" kompletnie się błaźnisz. Jeździsz po ludziach którzy obejrzeli tylko 2 filmy z MM a wyrażają opinię.Sam może przeczytaj biografię Hepburn, potem pisz o niej bo to aż żal czytać ;) Audrey pochodziła z bogatej rodziny owszem, ale chyba tylko w dawne tytuły bo zamożni to oni nie byli. Ojciec odszedł od rodziny gdy miała 4 lata, potem w czasie wojny mieszkała tylko z matką, cierpiały głód i pomagały Holenderskiemu Ruchowi Oporu.
      Audrey nigdy nie chciała być aktorką ale baletnicą. Jej matka ,tylko tytułowa Baronessa pracowała jako sprzątaczka przez długi czas żeby jej córka mogła chodzić na lekcję baletu.Poprzez ciężką pracę i szczęśliwy zbieg okoliczności Audrey zagrała kilka epizodycznych ról poprzez które ktoś ją zauważył. Także mów mi dalej o kłodach pod nogami MM ( których nie twierdzę że wcale nie miała) i o Audrey " która miała bogata rodzinę i wszystko na tacy". Gdzieś ty człowieku znalazł takie informację w ogóle?

      Polecam przeczytać książkę Donalda Spoto pt. "Oczarowanie. Życie Audrey Hepburn "

      Pozdrawiam ;)

      • A propos czarna mumba... błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia nie oblekają tego faktu w słowa. Audrey w okolicach czasowych operacji 'market garden', czyli w 44' roku cierpiała głód, jak wszyscy ludzie w okolicach linii frontu. Jadło się tam chleb z mąki wytworzonej z sadzonek tulipanów i zupę z trawy, o ile w ogóle się jadło... przez to miała problemy ze zdrowiem do końca życia.

        Znamienny jest któryś z rankingów na najpiękniejszą aktorkę wszech czasów, gdzie Audrey została oceniona z miażdżącą przewagą jako najpiękniejsza nie tylko ciałem ale i duchem.
        Jej syn pytany w wywiadach, jaka Audrey była naprawdę, zawsze odpowiada, że dokładnie taka, jaką widać ją na ekranie. Myślę, że dużo w tym prawdy. Nie widziałem jeszcze kobiety tak epatującej kobiecością. Po prostu magia...

  • użytkownik usunięty

    Cóż, zdania zawsze będą podzielone.. Ja bez zbytniego rozwlekania się, po prostu: Marilyn! :-) Co nie znaczy, iż nie lubię Audrey. Niemniej jednak MM robi na mnie większe wrażenie, a co do kobiecości- Audrey zbyt szczupła. Pozdarwiam miłośników jednej i drugiej legendy kina.

  • użytkownik usunięty

    oczywiście, że Audrey. :)
    Marilyn jest faktycznie ikoną, ale nie ma co się oszukiwać, jako aktorce wiele brakowało do Audrey :p

  • użytkownik usunięty

    Zdecydowanie Audrey. Za wygląd, grę aktorską, śpiew, za to, że była dobrym człowiekiem i pomagała innym. Za całokształt. Audrey jest dla mnie autorytetem.
    Marilyn Monroe również lubię, jednak nie porównuję jej z wspaniałą Audrey.

  • Marilyn była boginią, zjawiskiem i przy niej Audrey wypada jak uboga krewna.

  • Zakładanie takich tematów na forum jednej z gwiazd, które poddaje się ocenie zawsze powoduje przechylenie szli na jej korzyść - jest to pozbawione sensu i niesprawiedliwe.

    • użytkownik usunięty

      Zgadzam się z Tobą:) Robią to głupie dzieci z manią licytowania się i porównywania...ale ja wolę MM,bo : miała osobowość,w przeciwieństwie do nijakiej Audrey,która nadrabiała wszystko ładną buzią;MM miała duże poczucie humoru,wrażliwość,była błyskotliwa i inteligentna - co widać w wywiadach z nią MM miała trudniej ,jeśli chodzi o karierę i o życie ,więc tym bardziej zasługuje na szacunek,bo dzielnie walczyła z przeciwieństwami losu- była pracowita,ambitna,starała się być perfekcyjna; jej gra aktorska była lepsza,ale nie została doceniona właśnie z powodu tego,że uważano,że jest za ładna,by być dobrą aktorką.Poza tym ,MM jest większą legendą niż Audrey,co widać np po tych wszystkich pomnikach ,piosenkach i innych rzeczach jej poświęconych - kochali i nadal kochają ją miliony. A osoby,które myślą,że MM zawdzięcza swą karierę sypianiem z kim trzeba ,to głupki Ona włożyła dużo pracy w to,by być dobrą modelką,potem aktorką,co potwierdzają osoby z jej otoczenia Samo dawanie dupy wystarczyłoby jej tylko na krótką metę. Poza tym,MM musiała to robić tylko na początku swojej kariery,bo tego wymagali od niej producenci Gdyby oni byli fair,nie żądaliby tego od niej. MM miała ciężkie życie,dlatego nie wytrzymywała psychicznie i przez to zrobiła dużo rzeczy,których później żałowała.Marilyn miała skomplikowaną psychikę i nikt z rozeznaniem nie szufladkowałby jej w tak płytkich kategoriach typu była dziwką itp.MM była postacią tragiczną ,dlatego jest bardziej fascynująca ,niż audrey.Wielu płytkich ludzi miało MM za głupią blondynkę,bo myliło jej role z nią samą,w dzisiejszych,plastikowych czasach w mediach też przedstawia się MM głównie w taki sposób,co jest chamskie i niesprawiedliwe i utrwala negatywny,nieprawdziwy wizerunek Marilyn,w który wierzą prości ludzie,co widać powyżej po wypowiedziach na temat MM

  • Nie ma nic gorszego, niż zakładanie takich tematów. Aktorów i ludzi nie można porównywać w ten sposób. Fenomen tych pań polegał na czym innym. Audrey miała trudne dzieciństwo, ale rzeczywiście w pewien sposób wszystko dostała na tacy. Wszystkich w sobie rozkochiwała swoim wdziękiem słodyczą i dobrym sercem. Grała instynktownie, nie posiadała żadnego warsztatu, ale to świadczy o jej geniuszu. Audrey na pewno nie można zestawiać z aktorkami które swój kunszt doskonaliły w szkole aktorskiej. Gra Audrey to coś magicznego i nieuchwytnego. Ona się z tym po prostu urodziła.
    Marilyn to zdecydowanie postać bardziej złożona, nieszczęśliwa, samotna i niedoceniana. Nie chcę nikogo obrazić, ale myślę, że trzeba być po prostu wrażliwym, żeby docenić Marilyn. O ile Audrey miała rodzinę, przyjaciół, była spełniona i kochana, to MM żyła w poczuciu odrzucenia i niepewności. Bardzo traumatyczne dzieciństwo odscinęło na niej piętno, już od najwcześniejszych lat wykazywała niepokojące skłonności i miałs objawy choroby psychicznej, jak jej matka. Droga Marilyn do osiągnięcia sukcesu była trudna i podła, jej poczatek przypadał na lata tuż po II WŚ gdzie rosło zapotrzebowanie na seksbomby i często nie było żadnej innej drogi by zostać zauważonym niż numerek z producentem albo inną szychą. MM długo i cierpliwie doskonaliła swój kunszt u Natashy Lytess, później u Strasbergów (o ile chodzą ploty, że Lee wykorzystywał MM to jego żona i córka były jej wiernymi przyjaciółkami do samego końca). Monroe długo walczyła o dobre role i tak naprawdę ma ich sporo na swoim koncie, lecz zawsze chciała być aktorką dramatyczną. Była niesamowicie ambitną, inteligentną i oczytaną kobietą. Niestety zalążki choroby psychicznej zawsze rzucały cień na jej życie. Constance Collier powiedziała o niej "Nie wydaje się być aktorką w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Ma w sobie to coś - ta obecność, światłość, niespokojna inteligencja". MM to jedna z najbardziej mrocznych a zarazem cudownych postaci w historii, fascynująca.

    Czytałam biografię Audrey i Marilyn + "Ostatnie seanse" świetną niepokojącą książkę, która pozwoliła mi zrozumieć niezwykłość MM.

    Audrey to dla mnie wzór do naśladowania silna i piękna osobowość. Mówienie że nadrabiała wszystko buzią jest poprostu nieprawdą. Marilyn z kolei to ktoś kto mnie fascynuje. Nie umiem wybrać między nimi i najzwyczajniej nie powinnam. Jak już wspomniałam żadna z nich nie była "aktorką" w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Ale nie każdy niestety to zrozumie.

  • Audrey <3

  • Audrey :)

  • Audrey.

  • Audrey i to zdecydowanie.

  • Jednak Audrey <3 : )

  • użytkownik usunięty

    To porównanie jest pozbawione sensu, przynajmniej dla mnie. Oczywiście, że Monroe.

  • Audrey ;).

  • Oczywiście Audrey!

  • Trudno to jednoznacznie ocenić bez poczucia krzywdy dla którejkolwiek z nich. Monroe miała w sobie czar i naturalną zdolność grania, podobnie jak Audrey jednak w każdej wyglądało to inaczej. Niektóre z kreacji Monroe było przesiąknięte uczuciem. Długo po seansie ,,The Misfits" zastanawiałam się nad postacią Roslyn. A to tylko jeden przykład.
    Niewykorzystany potencjał.
    Audrey podziwiam ze wiele rzeczy, bardzo ją lubię i szanuję jako aktorkę.
    Nie potrafię ocenić jednoznacznie jednej, jednak widzę, że większość preferuje Audrey..
    Może gdy obejrzę więcej filmów z obiema paniami będe mogła wybrać :)

  • Jakoś tak nie lubię Marylin, nie wiem, dlaczego. A co do wyglądu? Według mnie nie ma wątpliwości, Audrey. Marylin jest przeciętna

  • Bezsprzecznie Audrey. Jest piękną, czarującą i utalentowaną aktorką, wspaniałą osobą i moją inspiracją. Nigdy nie rozumiałam za to fenomenu MM.

  • oczywiście AH, jak można w ogóle zestawić ze sobą te dwie postaci

  • Moim zdaniem Audrey bije na głowę Marylin i to pod każdym względem.

  • Marilyn!!! Ja w ogole zaluje ze Marilyn nie zagrala w Sniadaniu u Tiffanego- gdy Truman Capote pisal ksiazke mial w mysli glownie Marilyn ktora miala odegrac glowna role, i sie niezle wsciekl gdy sie dowiedzial ze w roli glownej producenci postanowili obsadzic Audrey. Zreszta- jak ogladam zdjecia Audrey z tego filmu to mam wrazenie ze makijaz, ubrania i cala ta rola to jest po prostu Marilyn Monroe. Audrey zagrala fajnie, ale po obejrzeniu filmu sobie pomyslalam- o co w ogole chodzi z tym calym szalem? Bo film ani gra Audrey jakos na mnie wielkiego wrazenia nie zrobily. Co do Marilyn to byla swietna aktorka, wybitna, ale miala zbyt malo szans zeby to wykorzystac. Dopiero w 'Misfits' naprawde pokazala caly swoj potencjal. Po prostu genialna.

  • Zdecydowanie wolę Audrey pod każdym względem. Jest wspaniała, od zawsze właściwie uważam ją za moją inspirację. ♥

  • Ja wolę Audrey. Chociaż, przyznam się, nie oglądałam żadnego filmu z Monroe (tylko się przez pewien okres nią interesowałam i przeglądałam artykuły o niej), to odnoszę wrażenie, że stała się fenomenalna dzięki skandalicznej śmierci i 'życiowym cytatom', a także za pomocą pop-artu. Audrey na taką sławę sama zapracowała talentem - nie wspominając o wyglądzie eleganckiej damy (kiedy Monroe miała ekspresję infantylnej kobiety). Poza tym oglądałam Śniadanie u Tiffany'ego, i szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie Marilyn jako Holly. Mimo, że powieściowa bohaterka była na niej wzorowana, to dopiero Audrey tchnęła w nią legendę. To tak, jakby Forrest Gump miałby zostać zagrany przez Johna Travoltę. Nie jest wiadome, czy innemu aktorowi by się udało dać z siebie wszystko. I jeszcze Audrey ostatnie lata swojego życia pracowała dla organizacji charytatywnej. Z drugiej strony Hollywood potrzebowało seksbomby, widocznie Marilyn miała mniej talentu niż Audrey, to elita z Fabryki Snów dobrała się do niej, zrobiła z niej wzorcową Barbie, która nie mogła nawet być sobą, bo groziło to upadkiem jej kariery zbudowanej na takim fundamencie. A tak to tragiczna śmierć Marilyn Monroe i jej romans z J.F.K. zrobiły z niej legendę.

    A Audrey sama z siebie stała się legendą.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: