pokonując tym samym m.in. Coopera. Fassbendera i Damona :]
Gdyby takie nagrody były corocznie i konsekwentnie przyznawane tylko za konkretną rolę, to ok. Ale tak nie jest. Zawsze są jakieś tendencje, poprawność polityczna, moda, zwał jak zwał. W każdym razie w tym roku od czasu ogłoszenia nominacji były wrzuty pod adresem Amerykańskiej Akademii Filmowej, że nominuje za mało kolorowych. To samo było w 2002 roku i wtedy laureatami zostali Halle Berry i Denzel Washington. I o ile Denzel zagrał mistrzowsko (ale Crowe w "Pięknym umyśle" w niczym mu nie ustępował, a może i go przerósł), to nagroda dla Berry była wg mnie pomyłką i powinna trafić do Judi Dench za "Iris", bo to była rola absolutnie wybitna. No ale nie trafiła, bo było ciśnienie na nagradzanie czarnoskórych aktorów. I dzisiaj także mamy podobną sytuację. Więc szanowne Hollywood nagrodzi i McQueena za "Zniewolonego" i McCounaghey'a za rolę geja z AIDS w "Dallas Buyers Club" (tutaj akurat w pełni zasłużenie), a może i Abdiego za "Kapitana Phillipsa" (choć Leto jest bezkonkurencyjny aktorsko).
Dla niego sama nominacja jest wielkim wyróżnieniem, bo to człowiek znikąd, nie ma na koncie ani jednej choćby kilkusekundowej roli i nie wiemy tak naprawdę czy jest dobrym aktorem. W sumie to nic o nim nie wiemy, może po prostu zagrał siebie.
Nie ma sprawiedliwości w świecie nagród filmowych, nigdy nie było i nie będzie, bo to potężna machina biznesowa rządząca się swoimi prawami i nagradzająca twórców wg aktualnej koniunktury.
Masz racje oscary zazwyczaj nie są sprawiedliwe właśnie przez poprawność polityczną, dla mnie np.fakt że Di Caprio nigdy nie dostał statuetki to jakaś kpina. Co do Abdiego to w ogóle by mi nie przeszkadzała jego wygrana, przyznam szczerze że bardziej mi się podobał niż Leto, wydaje mi się że łatwiej zagrać kontrowersyjną postać transwestyty w kiecce niż postać w teorii banalną, która jedyni dzięki Abdiemu stała się nieprzeciętna.