Jak nikt potrafi grać znuzonego życiem zgreda. W zasadzie na tym opiera swoje podstawy w rzemiosle aktorskim. Sprawdza się to w jego rolach. Urodził się do "Dnia świstka" a w "Między slowamj" zaliczył życiówkę, która powinna przynieść mu oscara i nie tylko. Jedna z większych ról ogólnie tamtej dekady.
Też macie takie wrażenie, że do niektórych filmów jeden aktor pasuje idealnie, a inny zupełnie nie i gdyby w nich wystąpił, stworzyłby alternatywną, wręcz surrealistyczną rzeczywistość?
Wyobrażacie sobie Billa Murray'a jako Jack'a Sparrow'a albo Indianę Jones'a albo Hana Solo albo, o zgrozo, Batmana?
Jako Forrest...
Nie potrafię sobie wyobrazić jak by mogły wyglądać te filmy (a dla mnie to najbardziej rozpoznawalne postacie przez nich zagrane) gdyby w castingach dobrano ich do tych ról na odwrót... na szczęście życie potoczyło się jak się potoczyło i oba filmy pozostaną chyba nieśmiertelne i wspominane jeszcze za 100 lat:D