Wniósł wiele świeżości do serii, wyznaczył kanon, do którego odwołują się twórcy Bondów po dziś dzień. Idealnie wyważył poziom realizmu, z umowną, nieco komiksową, bondowską konwencją. Pozwolił Bondowi w wykonaniu Moore'a nieco dojrzeć, spoważnieć, co wyszło mu tylko na dobre,pogłębiło jego postać. Bondy Glena-Moore'a,...
więcejciężko dokonać jednoznacznej oceny twórczości GLENa
Jego Bondy z MOORE'EM są archaiczne, wręcz niemodne i apatyczne,
do tego właściwie pozbawione erotyzmu,
choć ROGER dwoi się i troi i żadnej nie przepuści (nawet GRACE JONES!)
Dopiero ostatni film z Rogerem jest naprawdę udany, pełen luzu, humoru, wigoru,...
Facet jest odpowiedzialny za najsłabsze części w historii cyklu. To za jego kadencji seria wpadła w kryzys (który trwał całe lata 80. i dopiero "GoldenEye" wyprowadziło serię na prostą).
Pierwsze 3 Bondy z Moorem były świetne. Jedne z najlepszych części w historii serii. Niestety później seria miała swój...