Kamera go lubi. Naprawdę lubi. Żaden z niego klasyczny przystojniak, ale ma "to coś", co sprawia, że za nim szaleję. W "Reign" trudno mi się skupić na fabule, bo za każdym razem, kiedy się pojawia, łamie mi serce.
Rzecz jednak miała być o aktorstwie. Już kiedy widziałam go w "Mr Nobody" był dobry, w "Kiedyś to...