Recenzja filmu Siódma pieczęć (1957)
Ingmar Bergman

Co się komu w duszy gra

Stworzone na takich fundamentach dzieło szybko urasta na oczach widza do rangi moralitetu. Siódma pieczęć, mimo tak sugestywnej wymowy, nie jest jednak obrazem skrajnie pesymistycznym. 
Filmweb sp. z o.o.
Podstawową rolą kina jest bycie zwierciadłem rzeczywistości. W żadnym wypadku nie takim, które maszynowo reflektuje wszystko, co spotyka na swojej drodze i prezentuje ją w beznamiętny sposób. Każde spojrzenie kamery stanowi bowiem jedynie wizję świata tego, kto za nią stoi. Autor ma pełną swobodę w kreowaniu tego obrazu i może nim manipulować w dowolny sposób w celu zwrócenia uwagi widza na konkretne zagadnienie. Ingmar Bergman w tym sposobie ekspresji twórczej poszedł jeszcze o krok dalej. Wkładając przesłonę metafory przed swój obiektyw, niejako poszerzył horyzont swoich filmów. Świat w nich prezentowany dalej jest zaledwie odbitką, z tą różnicą, że już nie tylko tego, co widzialne, ale również, a może przede wszystkim, tego, co tkwi w duszy szwedzkiego mistrza.

photo.title

Flagowym przykładem tego typu uzewnętrznienia jest bodaj jego najbardziej znane dzieło, "Siódma pieczęć". Osadzona w średniowiecznej Szwecji opowieść już od pierwszych scen wyraźnie akcentuje swoją niedosłowność i zmusza odbiorcę do jej wielowymiarowej recepcji. Główny bohater obrazu, krzyżowiec powracający z Ziemi Świętej, staje bowiem do pojedynku szachowego ze Śmiercią, kładąc na szali swoje własne życie. Próbuje w ten sposób odroczyć to, co nieuniknione, a zaoszczędzony czas wykorzystać do poznania odpowiedzi na nurtujące go od dawna egzystencjalne pytania.

Tak zakrojona fabuła jest oczywiście osobistą spowiedzią Bergmana i próbą wyrażenia swoich własnych pragnień i obaw. Włożone w usta rycerza westchnienia do milczącego Boga są przedłużeniem myśli reżysera, ubranymi w nieco teatralną formę. Na tym jednak Szwed nie poprzestaje, wprowadza do prezentowanej historii również wątki poboczne. Konfrontując krzyżowca czy to ze swoim pragmatycznym giermkiem, czy dobrodusznym małżeństwem kuglarzy, czy porywczym kowalem i jego niewierną żoną, czy wreszcie wieszczącymi rychłą zagładę pątnikami, pozwala sobie na krytyczną lustrację społeczeństwa. I choć niemalże wszystkie postacie drugoplanowe są skrajnie szablonowe i zdają się jedynie uosabiać konkretną cechę charakteru, to w całości tworzą one zaskakująco spójny kolektyw, przekrojowo prezentujący największe wady i słabości ludzi. Twórca dokonuje przy tym gorzkiego rozrachunku z minionymi dziejami, wskazując chociażby na nadużywanie przez Kościół swojego autorytetu do kontrolowania życia podległej sobie wspólnoty. Jednocześnie w błyskotliwy sposób zaznacza uniwersalizm przedstawionego świata, przypominając tym samym, że opanowany przez dżumę kraj można wielorako interpretować.

W celu osiągnięcia tak gęsto szytej paraboli, Bergman bardzo mocno ingeruje w formę swojego filmu, kreując atmosferę przerażenia i ciągłej niepewności. Bazuje tym samym na identycznych chwytach, które zarzucał duchownym omamiającym wiernych, z tą różnicą, że zamiast memento mori używa memento mirum, pamiętaj o niespodziance. Szwed nieustannie karmi widza nieoczekiwanymi zwrotami akcji, które wprowadzają nagłe pogorszenie nastrojów panujących na ekranie. Najpłynniej posługuje się przy tym demonicznie wyglądającą postacią kostucha, którą niemal za każdym razem wprowadza do osi historii znienacka. Efekt zaskoczenia potęguje dramatyczna muzyka Erika Nordgrena i charakterystyczny dla epoki podniosły śpiew jednogłosowy. Klimatu dopełnia także gra światłem – autor zdjęć Gunnar Fischer wybornie operuje kontrastem, robiąc zbliżenia na twarze bohaterów lub eksponując detale. Pomagają mu w tym cięcia montażowe, które szybko zmieniają perspektywę i dynamizują akcję.

photo.title

Stworzone na takich fundamentach dzieło szybko urasta na oczach widza do rangi moralitetu. "Siódma pieczęć", mimo tak sugestywnej wymowy, nie jest jednak obrazem skrajnie pesymistycznym. Mistrz równie sprawnie jak grozą, operuje bowiem błyskotliwym komizmem, który skutecznie rozładowuje napięcie i wzbogaca film o kolejne walory artystyczne. Wszystko to sprawia, że nakręcony przeszło pół wieku temu obraz do dziś nie traci na znaczeniu, a w niezwykłym zwierciadle Bergmana wciąż zakochują się kolejne pokolenia widzów.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (2 głosy).
gladiator_filmweb
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię