Recenzja filmu Królowa Kier (2019)
May el-Toukhy

Gra w serca

Paradoksalnie więc ważniejsze od wątku odkrywanej na nowo seksualności wydają się w filmie moralne konsekwencje związane z czynami oraz profesją bohaterki. Otóż Anne broni w sądzie ofiary ...
Filmweb sp. z o.o.
Odwrócona Dama Kier to w interpretacji duńskiej reżyserki May el-Toukhy symbol bezbrzeżnego egoizmu oraz wynaturzenia najsubtelniejszych form władzy. Bohaterka jej filmu, Anne (Trine Dyrholm) tę władzę posiada. Jest szanowaną prawniczką oraz strażniczką domowego ogniska, atrakcyjną kobietą oddaną rodzinie, a jednocześnie idealistką zaopatrzoną we wszelkie narzędzia, by działać na rzecz społecznej korzyści. Metaforyczne insygnia wykorzystuje jednak w sposób, który musi skończyć się tragedią. Gdy w domu zjawia się Gustav (Gustav Lindh), nastoletni syn jej męża, Anne nawiązuje z nim romans. 

photo.title

Celowo używam liczby pojedynczej – inicjatywa leży przede wszystkim po jej stronie. To, co następuje później, nie jest efektem ani cynicznej manipulacji, ani chwilowej egzaltacji, ani nawet nawet erupcji namiętnego uczucia. Jest czymś pomiędzy, pączkuje na gruncie małżeńskiej frustracji oraz niezaspokojonych potrzeb, zarówno emocjonalnych, jak i cielesnych. Paradoksalnie więc ważniejsze od wątku odkrywanej na nowo seksualności wydają się w filmie moralne konsekwencje związane z czynami oraz profesją bohaterki. Otóż Anne broni w sądzie ofiary molestowania seksualnego, zaś El-Toukhy, nieco przyciężką ręką, buduje wokół tego centralny konflikt. Czy będziemy w stanie ją usprawiedliwić? Jako matkę? Żonę? Opiekunkę bezbronnych? Człowieka? Czy tak ekstremalny rodzaj hipokryzji podważa sens jej zajęcia? Czy marginalizuje faktyczną pomoc, której udzieliła? 

Wybitna Trine Dyrholm dba o to, by odpowiedź na te pytania nie była łatwa. Dylematy bohaterki wygrywa z taką lekkością, że ręce same składają się do oklasków. Swoją postać buduje z piętrowych paradoksów. Jest jednocześnie wrażliwa i bezwzględna, romantyczna i stąpająca twardo po ziemi, wycofana i gotowa do ataku. Z kolei Gustava rewelacyjny Lindh lepi z ukradkowych spojrzeń, strzępków dialogów oraz mocnych, rebelianckich gestów. Dojrzałość tej aktorskiej pary widać najlepiej w odważnych scenach erotycznych – raz mamy naturalistyczną jazdę po bandzie, kiedy indziej do filmu zakrada się niemal melodramatyczna ckliwość. Debiutująca za kamerą pełnego metrażu El-Toukhy w osadza bohaterów w zimnych przestrzeniach i statycznych kadrach. Jednak wraz z rozwojem ich relacji, "uwalnia" kamerę, skupia się na detalach i  – całkiem dosłownie – wpuszcza do ponurego świata coraz więcej słońca.

photo.title

Póki Anne i Gustav są zbyt pochłonięci tańcem godowym, by zwrócić uwagę na walący się dookoła świat, póty film pozostaje fascynującą podróżą w głąb psychiki bohaterki. Niestety, jest jeszcze trzeci akt, najsłabszy, w którym reżyserka włącza się w dialog na temat "kultury gwałtu" z zapałem godnym zatrwożonej publicystki. Klarownie definiując ofiarę i kata, strzela do własnej bramki. W konfrontacji z Gustavem, to Anne ma w rękach niemal całą talię kart, zaś jej asem w rękawie pozostaje nienaganna reputacja, wiek, pozycja zawodowa i status ekonomiczny. Nie jest już "królową kier" tylko jej negatywem: altruizm ustępuje miejsca egoizmowi, opiekuńczość zmienia się w psychopatyczną żądzę kontroli, a instynkt samozachowawczy neguje wszelkie moralne normy. I mimo że el-Toukhy nie traci po drodze żadnego ze swoich reżyserskich atutów, całość zaczyna przypominać wyprany z emocji thriller – i to taki, w którym nie możemy liczyć ani na sprawiedliwość, ani na katharsis.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 83% uznało tę recenzję za pomocną (24 głosy).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię