Recenzja filmu Debiutanci (2010)
Mike Mills

Historia smutku

Po znakomitej "Rodzince" "Debiutantami" ugruntowuje swoją reputację tworząc kolejny niezwykle dojrzały, prosty, a jednocześnie wielowymiarowy portret ludzkiej egzystencji.
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Debiutanci (2010)
Mike Mills wyrasta powoli na jednego z najlepszych spośród amerykańskich filmowców obserwatorów życia rodzinnego. Po znakomitej "Rodzince" "Debiutantami" ugruntowuje swoją reputację. Jego najnowszy film to kolejny niezwykle dojrzały, prosty, a jednocześnie wielowymiarowy portret ludzkiej egzystencji. Nie mam wątpliwości, że dla widzów szukających w kinie czegoś więcej niż tylko dodatku do popcornu i macania w ostatnim rzędzie, Mills stanie się twórcą, na którego filmy czekać będą z niecierpliwością.

"Debiutanci" są jak życie. Pełno w nim smutku, cierpienia i strachu. Każdą chwilę zdają się wypełniać wspomnienia tego, czego zmienić nie można i lęk przed tym, co wydaje się nieuniknione. Śmierć i rozstania są aksjomatami naszego doświadczenia, a jednak nie powinno nam to przesłaniać chwil radości, szczęścia, a może nawet i miłości. Tego właśnie starał się nauczyć swego syna Hal.

Przez znaczą część swego życia Hal ukrywał przed synem (i światem) to, kim jest naprawdę. Kiedy zmarła mu żona, ujawnił, że jest gejem. Będąc w wieku, w którym większość jego znajomych wącha kwiatki od spodu, on z werwą i zaangażowaniem wziął się za odkrywanie uroków bycia otwartym i pewnym siebie homoseksualistą. Angażował się politycznie, dowiedział się, czym jest muzyka house i spiknął się z dużo od siebie młodszym facetem. Nie cieszył się nowym życiem zbyt długo. Zmarł na raka, ale do końca trwał przy chwili obecnej, przedkładając ją od zamartwiania się o jutro.

Oliver, jego syn, choć jest dorosłym facetem, w głębi serca pozostaje małym chłopcem, niemym świadkiem dziwactw matki i jeszcze dziwniejszego oddalenia ojca. Bojąc się nieudanych związków, z góry zakłada, że czeka go katastrofa, przez co sabotuje swoje szanse na szczęście. Choć przecież los nie daje za wygraną i uparcie pcha w jego stronę nowe kobiety. Jak choćby Annę, francuską Żydówkę i aktorkę, która oczarowała go swoim milczeniem. Oliver, angażując się w ten związek, w nowym świetle spogląda na wspomnienia ostatnich lat życia ojca. Dzięki temu nauczy się, że w szkole życia debiutantami jesteśmy aż do naszego ostatniego tchu. Czy jednak przyswoi sobie tę lekcję? I ważniejsze: czy przyswoi ją sobie także widz?

Choć dystrybutor sporo ryzykuje, wprowadzając "Debiutantów" do kin w środku lata, moim zdaniem dobrze zrobił. Obraz mimo wielu zabawnych scen bywa przygnębiający i pełen smutku. Akceptację ulotności i naukę cieszenia się chwilą obecną większość osób przyswaja sobie z trudem. Dlatego też dobrze widzom zrobi, kiedy po wyjściu z kina zobaczą zalaną słońcem okolicę. Łatwiej będzie im wtedy zaakceptować przesłanie filmu wyrażone w doskonałej grze Christophera Plummera i Mélanie Laurent i w pomysłowym montażu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 84% uznało tę recenzję za pomocną (185 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)