Recenzja filmu Musimy sobie pomagać (2000)
Jan Hřebejk

Jacy naprawdę jesteśmy?

W pierwszej chwili pomyślałam: "Znowu kolejny film o Holokauście, II wojnie etc. Ile można? I ile razy uda się jeszcze twórczo ten temat przerobić?". Na to drugie pytanie nie znam odpowiedzi, ale ...
Filmweb sp. z o.o.
W pierwszej chwili pomyślałam: "Znowu kolejny film o Holokauście, II wojnie etc. Ile można? I ile razy uda się jeszcze twórczo ten temat przerobić?". Na to drugie pytanie nie znam odpowiedzi, ale mam nadzieję, że uda się to jeszcze wiele razy. Bo myślę sobie teraz, że takich filmów nigdy za dużo. Za każdym razem tak samo poraża mnie świadomość ohydy tego, co miało miejsce. A jednocześnie, ile by tych filmów nie zrobiono, i tak wciąż będzie za mało. To przerażające, ale są wśród moich znajomych, rówieśników, osób ok. 30. roku życia, są ludzie, którzy nie potępiają Holocaustu. Może nie mówią tego wprost, może nie formułują swoich sądów zbyt kategorycznie, ale wyrażają np. pogląd, że "no przecież Hitler tak bez powodu na Żydów się nie uwziął, musiało coś być na rzeczy". Jak reagować na takie opinie? Jak tłumaczyć, o ile w ogóle tłumaczyć? Jak można cokolwiek odpowiedzieć na tak piramidalną bzdurę? I dalsze wątpliwości: czy jakiekolwiek najbardziej nawet sugestywne filmy mogą zmienić sposób myślenia takich osób? Ich głęboko zakorzenione przekonanie, że Żyd to człowiek drugiej kategorii, i inni mają moralne prawo decydować o jego losie?

Drugi problem. Wojna. Warunki tak różne od obecnych, że nam, szczęśliwie żyjącym w czasach pokoju, trudno je sobie wyobrazić. Warunki, zmuszające ludzi do rozpaczliwych wyborów i decyzji. Ludzie odkrywający w sobie potwory lub wręcz przeciwnie - znajdujący w sobie siłę do poświęceń, o jakie nikt, włącznie z nimi samymi, by ich nie podejrzewał. Do której grupy ja bym się zaliczyła? A moi przyjaciele? Jak podzieliłaby nas kwestia żydowska? Czy nagle stalibyśmy się wrogami? Kto z nas odważyłby się narażać życie w obronie życia i godności innych, a z kogo zwierzęcy strach uczyniłby żałosnego małego człowieczka, wskazującego nazistom skryty w cieniu załom ściany i krzyczącego: "Żyd, Żyd!". I kto miałby prawo oceniać te postawy?

Takich pytań można zadawać dziesiątki, w nieskończoność. Do tych przemyśleń skłonił mnie czeski film "Musimy sobie pomagać" - kolejny obraz poruszający kwestię ludzkich postaw wobec holocaustu. Prosta liniowa fabuła, żadnych zabaw formą (chyba że zwolnione kadry, gdy - paradoksalnie - akcja przyspieszała, a przynajmniej przyspieszała pozornie, tzn. mogły zdarzyć się rzeczy istotne dla dalszych losów bohaterów; swoją drogą świetnie sprawdzający się zabieg). Raczej długie ujęcia, bez szaleńczej pracy kamery sztucznie rozdymającej akcję. A jednak doskonale wyczuwalne jest ciągłe napięcie w domu pary głównych bohaterów, ukrywających w zamaskowanej komórce swego żydowskiego eks-sąsiada.

Wydaje się, że o wszystkim już było, że naprawdę ani nic nowego ani po nowemu nie można już opowiedzieć. A Hřebejkowi się udało. Film autentycznie wzrusza. Wzrusza z prostotą dobrze opowiedzianej historii. Bez niepotrzebnej pompatyczności i wielkich słów. Wzrusza za pomocą bardzo oszczędnych środków. Takie kino lubię najbardziej. Proste, a jednocześnie niebanalne. Bez fajerwerków i eksperymentowania, ale z pomysłem na przeformułowanie problemu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
Diana
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię