Recenzja filmu Over the Limit (2017)
Marta Prus

Jak wytresować zwycięzcę

Gdyby "Over the limit" był filmem fabularnym, opowiedziana w nim historia mogłaby się wydawać zbyt nieprawdopodobna, by w nią uwierzyć, a jego bohaterki – zdecydowanie zbyt osobliwe, by mogły być ...
Filmweb sp. z o.o.
Gdyby "Over the limit" był filmem fabularnym, opowiedziana w nim historia mogłaby się wydawać zbyt nieprawdopodobna, by w nią uwierzyć, a jego bohaterki – zdecydowanie zbyt osobliwe, by mogły być prawdziwe. Rzeczywistość okazała się jednak hojniejsza niż wyobraźnia, a dokument Marty Prus ogląda się jak pierwszorzędny dramat psychologiczny. 


Na swoją główna bohaterkę Prus wybrała rosyjską gimnastyczkę artystyczną Margaritę "Ritę" Mamun, która przygotowuje się do olimpiady w Rio de Janeiro. Przez cały czas kamera trzyma się blisko niej (doskonała robota Adama Suzina!), dzięki czemu mamy dostęp do jej najintymniejszych emocji podczas morderczych treningów, kiedy to nieustannie walczy ze swoimi słabościami i ograniczeniami ciała. Narracja pozbawiona jest jakiegokolwiek komentarza, nie dostajemy odpowiedzi na żadne pytania, ale wnikliwe zdjęcia mówią o stanie bohaterki być może nawet więcej, niż potrafiłaby to zrobić ona sama. A jest to obraz o tyle poruszający, że składają się na niego nie tylko same przygotowania do kolejnych zawodów, ale i typowy dla świata sportu system opresji, toksyczne zależności, a także prywatne tragedie samej Rity.  

Najbarwniejszą postacią "Over the limit" jest jednak główna trenerka rosyjskiej reprezentacji Irina Viner – niegdyś czempionka w swojej dziedzinie, obecnie najbardziej wpływowa persona w branży, okrzyknięta najskuteczniejszą trenerką w historii gimnastyki artystycznej. Wytworna, surowa i złowroga wyrzuca z siebie najohydniejsze inwektywy mające motywować Ritę do jak najlepszych wyników. Wulgaryzmy i emocjonalne szantaże, do których się posuwa, mrożą momentami krew w żyłach, ale refleksja nad ich skutecznością zostaje głęboko w widzu. Uznaje się przecież, że to właśnie za sprawą Viner rosyjska kadra narodowa tak długo pozostaje niedościgniona w swojej dziedzinie. I to właśnie jej kontrowersyjne metody przywołują skojarzenia z granym przez J.K. Simmonsa Terence'em Fletcherem z "Whiplash". "Over the limit" stawia tym samym podobne pytanie, co film Damiena Chazelle'a: czy w rozgrywce na tak wysokim szczeblu jest w ogóle miejsce na moralność i skrupuły. Pytanie pozostaje otwarte, mimo że film Prus wydaje się udzielać na nie jednoznacznej odpowiedzi. 


Obraz wzajemnych zależności panujących w przedstawionym świecie poszerza postać Aminy Zaripovej – personalnej trenerki Rity, będącej środkowym ogniwem w łańcuszku zależności między młodą gimnastyczką a Iriną Viner. Gdy oglądamy ją – dorosłą kobietę, wielokrotną medalistkę z wieloma trenerskimi sukcesami na koncie – trzęsącą się w obecności Viner i przełykającą targające nią emocje, jasne staje się, że w tym świecie nie ma miejsca na prywatne uczucia, a jedyną skuteczną taktyką przetrwania jest znać swoje miejsce.

Wydaje się, że trafiając na takie bohaterki, Marta Prus wygrała los na loterii – ponieważ już same w sobie czynią tę historię wielowymiarową i wyjątkowo intrygującą. Niesprawiedliwie byłoby jednak sądzić, że o sukcesie filmu zadecydował szereg przypadków. Od pierwszych scen filmu da się zauważyć wnikliwość autorki i precyzję w prowadzeniu historii. To znak olbrzymiej dojrzałości twórczej, widocznej już w jej krótkometrażowych dziełach. W tym roku Prus znalazła się na prestiżowej liście europejskich talentów, których dokonania warto śledzić. Po obejrzeniu "Over the limit" nie ma wątpliwości dlaczego. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 95% uznało tę recenzję za pomocną (19 głosów).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry