Jak to zwykle bywa w przypadku sequeli filmów uznawanych za niezwykle świeże, "Sisu: Droga do zemsty" nie ma już tego efektu "wow", ale nie traci wiele na jakości w porównaniu z poprzednikiem.
Doświadczony przez los fiński komandos powraca, tym razem stawiając czoła nie nazistom, a Sowietom. Po sukcesie "Sisu" z 2022 roku dość szybko na ekrany naszych kin wkracza kontynuacja krwawej rozwałki rozgrywającej się na surowych ziemiach Finlandii. Jalmari Helander tym razem wysyła swojego milczącego bohatera na ścieżkę brutalnej wendety, a "Sisu: Droga do zemsty" staje się czymś w rodzaju fińskiego "Mad Maksa: Na drodze gniewu" – nie tylko pod względem tytułu i oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji.
Aatami Korpi (Jorma Tommila) to jednoosobowa armia będąca w stanie eliminować dziesiątki żołnierzy wroga. Po tym, jak w pierwszej części filmu unicestwił zastępy uciekających z Finlandii nazistów próbujących położyć łapy na znalezionym przez niego złocie, tym razem Korpi wyrusza na przejęte przez Związek Radziecki ziemie fińskie, gdzie stoi jego opuszczony dom. Główny bohater stracił w trakcie wojny całą rodzinę, ale nie zamierza stracić dobytku, toteż postanawia rozebrać drewniany budynek i przewieźć jego elementy do nieokupowanej części Finlandii na potężnej ciężarówce. Sowieci jednak szybko odnotowują obecność Korpiego na "ich terenie" i postanawiają pomścić wszystkich towarzyszy, których fiński komandos zlikwidował przez lata. Nie wysyłają jednak przeciw niemu pierwszego lepszego – tę misję na zlecenie Związku Radzieckiego ma wykonać niejaki Igor Dragunow (w tej roli Stephen Lang), wyciągnięty z więzienia żołnierz-sadysta, który – co nieszczególnie zaskakuje – odpowiedzialny jest za zamordowanie rodziny głównego bohatera. I choć z początku Korpi jest zwierzyną, na którą poluje Dragunow, żądza zemsty zamieni go w końcu w myśliwego.
CTMG, Inc.
Film Helandera garściami czerpie z estetyki hollywoodzkich akcyjniaków lat 90. – zarówno w kwestii kreślenia grubą kreską postaci i historii, jak i pod kątem kreowania coraz bardziej nieprawdopodobnych sekwencji akcji. Mamy tu więc wysokooktanowy pościg z użyciem potwornych wojskowych pojazdów, walkę głównego bohatera z eskadrą samolotów wroga, a także… pociąg z napędem rakietowym. Oprócz całego portfolio pojazdów (zabrakło niestety jednostek wodnych), mamy tu też katalog pomysłów na wykańczanie przeciwników – od wysadzania w powietrze po dekapitację. "Sisu: Droga do zemsty" to kino akcji na sterydach -– nie ma tu gęstych dialogów (główny bohater to milczek) ani skrzącego się z ekranu humoru, ale fani akcyjniaków będą usatysfakcjonowani efektownymi sekwencjami wybuchów, strzelanin i pościgów. Oglądając film Helandera, nie można być zaskoczonym, że fiński filmowiec już wkrótce stanie za kamerą na planie prequela serii filmów o Johnie Rambo.
Choć z pozoru wszystko w "Sisu: Droga do zemsty" jest na poważnie, nie sposób nie zauważyć, że to kino z dużym przymrużeniem oka. Już w pierwszej części wiarygodność niektórych sposobów bohatera na przetrwanie budziła pewne wątpliwości, ale w drugiej Helander i jego zespół poszli na całość. Główny bohater – choć nie jest niezwyciężony i niejednokrotnie zbiera srogie cięgi – jest tu niemal jak połączenie superbohatera z łebskim MacGyverem, potrafiącym wykorzystać nawet najmniejszy drobiazg by: a) przeżyć za wszelką cenę i b) unicestwić wroga w efektowny sposób. Krucjata Korpiego, choć przeprowadzona z pozornie śmiertelną powagą, jest więc momentami szalenie zabawna, nawet w tych najkrwawszych momentach (tu należy wspomnieć o sekwencji pociągowej i jednym wyjątkowo pomysłowym sposobie na pozbawienie radzieckiego żołnierza twarzy/głowy).
CTMG, Inc.
Jak to zwykle bywa w przypadku sequeli filmów uznawanych za niezwykle świeże, "Sisu: Droga do zemsty" nie ma już tego efektu "wow", ale nie traci wiele na jakości w porównaniu z poprzednikiem. Pierwsza część była być może mniej efekciarska, bardziej surowa i spójna, ale sequel przypadnie z kolei do gustu tym, którzy od kina akcji oczekują nieustającej jazdy bez trzymanki. Film Jalmariego Helandera dostarcza dokładnie to – niecałe 90 minut wypchane po brzegi szaloną i krwawą akcją oraz bohatera, któremu po prostu nie da się nie kibicować.