Recenzja filmu Teraz albo nigdy (2018)
Peter Segal

Kłamać każdy może

Wprowadzenie "Teraz albo nigdy" do kin tuż po Bożym Narodzeniu to strzał w dziesiątkę. Komedia ma bowiem szansę przyciągnąć tych widzów, którzy po świątecznych ekscesach są trochę rozleniwieni. Z ...
Filmweb sp. z o.o.
Wprowadzenie "Teraz albo nigdy" do kin tuż po Bożym Narodzeniu to strzał w dziesiątkę. Komedia ma bowiem szansę przyciągnąć tych widzów, którzy po świątecznych ekscesach są trochę rozleniwieni. Z jednej strony chętnie zabiją czas, oglądając jakiś film, ale z drugiej – nie chcą się za bardzo wysilać ani nadmiernie skupiać. Stąd idealnym rozwiązaniem jest lekka produkcja o fabule doskonale widzom znanej, tyle że z inną obsadą i w nieco zmienionej scenografii.


I właśnie czymś takim jest "Teraz albo nigdy". Para scenarzystów musi mieć podobny temperament do tych widzów, którzy najbardziej się z tego filmu ucieszą. Szykując fabułę, w ogóle się nie przemęczyli. Zbudowali ją bowiem ze scenariuszowych prefabrykatów. Niektóre z nich są całkiem anachroniczne, jak chociażby obdarzenie bohatera o wątpliwym charakterze brytyjskim akcentem. Głównej bohaterce musi też obowiązkowo towarzyszyć nieokrzesana przyjaciółka, która reprezentuje społeczne niziny w pełnej krasie stereotypowych wad (klnie niczym szewc) i zalet (spryt i mądrość okupione życiowymi doświadczeniami). 

Lenistwo twórców widać również w sposobie potraktowania głównej moralnej nauki. Punktem wyjścia fabuły jest kłamstwo. Grana przez Jennifer Lopez bohaterka to kobieta o sporym biznesowym doświadczeniu i znakomitych pomysłach na rozwój interesu. W awansie przeszkadza jej jednak brak dyplomu z renomowanej uczelni wyższej. Od czego są jednak przyjaciele – a w tym przypadku syn przyjaciółki o niepokojąco rozwiniętych umiejętnościach hakerskich. Jedno kłamstwo podparte odpowiednio spreparowanym ogólnodostępnymi w sieci profilami i nagle przed kobietą otwiera się droga do sukcesu osobistego i zawodowego. I jeśli ktoś sądzi, że twórcy będą to piętnować, ten się grubo pomyli. Owszem, w filmie umieszczono obowiązkowe sceny, kiedy oszustwo wychodzi na jaw i w relacjach bohaterki z innymi ważnymi dla niej osobami pojawia się kryzys. Jednak tak naprawdę "Teraz albo nigdy" pokazuje, że kłamać każdy może, pod warunkiem, że będzie to czynić z głową. Przypomina to jazdę samochodem: prowadząc z rozwagą, dotrze się do celu, ale kierując się brawurą, można zniszczyć życie sobie i innym.

photo.title   photo.title   photo.title

Na szczęście reżyser Peter Segal zadbał o to, by wtórna fabuła oparta na stereotypach i nieodpowiedzialnych lekcjach życiowych nie wywoływała u widzów podejrzenia, że są przez twórców traktowani "olewczo". Postarał się więc, żeby całość miło się oglądało. Akcja toczy się zatem sprawnie. Znalazło się miejsce na kilka zabawnych momentów, a także na chwile wzruszeń. Ci, którzy lubią Jennifer Lopez, będą mieli wiele powodów do zadowolenia. Ci zaś, którzy niespecjalnie za nią przepadają, do wyboru będą mieli bogaty zestaw barwnych postaci drugiego planu granych przez: Leah Remini (rubaszna przyjaciółka), Charlyne Yi (ekscentryczka z lękiem wysokości), Alana Aisenberga (społecznie wycofany naukowiec) i innych.

Owszem, już godzinę po zakończeniu filmu poszczególne elementy fabuły będą się Wam mylić z innymi podobnymi tematycznie komediami. Jednak podczas trwania seansu dominować będzie poczucie, że przyjemnie spędzacie czas. W tym przypadku to wystarcza.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 91% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły