Recenzja filmu Ale cyrk 3D (2011)
Peter Dodd
Dariusz Błażejewski

Maltretowanie w cyrku

Niestety schematyzm nie dotknął wyłącznie wizualnej strony filmu. Również charaktery głównych postaci są płaskie jak 3D w tym filmie
Filmweb sp. z o.o.
Dorosły widz, szczególnie taki, który ma ograniczony kontakt z najmłodszą publicznością, w konfrontacji z filmem w stylu "Ale cyrk 3D" staje się bezradny: bo jak ma ocenić, co spodoba się małym dzieciom? Nie za bardzo może polegać na własnych odczuciach, ponieważ nie znajdzie w animacji nawet drobnych elementów, które byłyby skierowane do niego, które mogłyby go poruszyć, zainteresować, jak w przypadku filmów dla starszych dzieci. W takiej sytuacji trzeba zatem albo oceniać film wraz z dzieckiem, albo zdać się na własny, zakłócony odbiór.

A ten niestety nie będzie pozytywny. Na pewno nie jestem idealnym odbiorcą tego duńskiego tworu, pochodzącego od producentów cieszących się dużym powodzeniem "Disco robaczków". Jednak mam wrażenie, że również dzieci nie będą usatysfakcjonowane z "Ale cyrku 3D" (niestety nie mogłam sprawdzić, jak reagują na film w kinie, bo byłam jedynym widzem na seansie).

Poznamy tu historię dwóch chłopców – Witka i Jakubka, oraz kuzynki, która przyjechała do tego ostatniego na wakacje – Kai. Towarzyszy im Ozorek, wybitnie inteligentny pies Witka. Jakubek jest wynalazcą. Rozsądnym dzieckiem, które zanim przejdzie do działania, wykona plan na papierze milimetrowym (jeśli ktoś zna takie, dodam jedną gwiazdkę do mojej oceny filmu!). Za to Witek to sprawca wszelkich kłopotów – ciągle dostaje "łomot" (jego własne sformułowanie) od starszego Felka, za którego charakterystykę muszą nam starczyć dwa białe paski na spodniach dresowych. Do miasteczka bohaterów przyjeżdża cyrk i trupa ogłasza dzień otwarty: każdy chętny będzie mógł wystąpić na arenie. Witek i Ozor z wielkim entuzjazmem przystępują do przygotowania swojego występu, ale na ich drodze wciąż niefortunnie będzie stawał im niesubordynowany i coraz bardziej wściekły Felek.

Zacznijmy jednak nie od cyrku, ale od 3D: efekt trójwymiarowy nie zaspokoi nawet najmniej wybrednych. Najwyraźniej można go dostrzec w scenie otwarcia, kiedy to nad tło napisów przypominające staroświecką tapetę wybijają się litery. Co następuje potem? Właściwie nic wartego opisania: trójwymiar będzie tu polegał jedynie na delikatnym uwypukleniu postaci i oddzieleniu od tła.

Zarówno postaci, jak i ich otoczenie zostały narysowane poprawnie: chłopcy odmalowani w cukierkowych kolorach będą skocznie i radośnie podskakiwać przed nami na ekranie. Jedynie trochę może przeszkadzać fakt, że mało się od siebie różnią. Wszyscy bohaterowie mają słomiano-makaronowe włosy, ci młodsi – zadarte nosy, okrągłe twarze i oczy, a dorośli – grube brzuchy.

Niestety schematyzm nie dotknął wyłącznie wizualnej strony filmu. Również charaktery głównych postaci są płaskie jak 3D w tym filmie, a do tego – anachroniczne. Chłopcy brzmi i zachowują się jakby wyjęto ich z "Niewiarygodnych przygód Marka Piegusa". Cieniutkimi głosami mówią do siebie per "trzęsiportku" i "kozaku". Używają również tak popularnych dziś zwrotów jak "robić w bambuko". Na szczęście (choć to brak konsekwencji), gdy ktoś mówi: "motyla noga!", Witek komentuje: – Kto dziś tak mówi? Ma rację. Nikt. I nie chodzi o to, że mieliby rzucać przekleństwami. Jednak nie uważam, by upupianie dzieci, udawanie, że są tak naiwne, jakimi my chcielibyśmy je widzieć, jest najlepszą strategią. "Mądrym" dorosłym zbyt często wydaje się, że powinni mówić do dziecka szczebioczącym głosem, tarmosząc je przy tym za włosy i szczypiąc w policzki. A przecież każdemu widzowi należy się szacunek dla jego inteligencji – niezależnie od tego, czy ma lat 3 czy 30. Niestety twórcy "Ale cyrk" nie potraktowali najmłodszych jak inteligentnych ludzi.   
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (22 głosy).
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię