Recenzja serialu Kapitan Jastrząb (1983)
Hiroyoshi Mitsunobu
Isamu Imakake

Misaki przy piłce, podanie do Tsubasy, Tsubasa strzela…!

O nie! O tak! Publiczność zamarła! Będzie remis?! (Mijają przynajmniej 3 minuty, podczas których: Misaki zastanawia się, czy Tsubasie uda się zdobyć bramkę, w końcu odebranie piłki Kojiro ...
Filmweb sp. z o.o.
O nie! O tak! Publiczność zamarła! Będzie remis?! (Mijają przynajmniej 3 minuty, podczas których: Misaki zastanawia się, czy Tsubasie uda się zdobyć bramkę, w końcu odebranie piłki Kojiro kosztowało ich wiele wysiłku, Tsubasa unosi nogę, przymierza się do strzału, wspomina nauki Roberto, deklaruje, iż piłka jest jego najlepszym przyjacielem, nadmienia o swojej wielkiej przyjaźni z podającym, myśli o niegrającym koledze z ławki rezerwowych, wyżej unosi nogę, Takeshi, Kojiro i kibice obu drużyn wpatrują się w Tsubasę, następnie piłka zostaje potężnie kopnięta, leci, leci, leci, teraz Takeshi, Kojiro wraz z kibicami wpatrują się w lecący obiekt, Ishizaki krzyczy, że już mają gola, piłka wiruje i odkształca się niczym plastelina, bramkarz unosi wzrok, rzuca się do lewego narożnika, nie, zawraca, odbija się stopami od lewego słupka i płynie w powietrzu, na twarzy Tsubasy maluje się zaskoczenie, na twarzy Kojiro wymalował się adekwatny wyraz triumfu, bramkarz tym czasem wspomina z trudem zdobytą dla swojej drużyny bramkę, niesamowitą obronę Wakabayashi, gniew Kojiro z nieudanego strzału i definitywnie odrzuca od siebie myśl puszczenia gola, absolutnie nie pozwoli im zremisować.)

10 października 2013 roku minie równo 30 lat odkąd Tsubasa i jego dodatkowa część ciała, jaką stanowi futbolowa piłka, miał premierę w rodzimej Japonii. W tym roku także mija 20 lat odkąd został on zaprezentowany polskiemu widzowi. Japoński serial rysunkowy powstał, tradycyjnie, na podstawie wcześniejszego komiksu autorstwa Yoichi Takahashi. Jednak na tym aspekcie zjawiskowości Tsubasy nie będę się opierał. Doświadczeń z komiksami wielu nie posiadam, a wspomnianego nigdy nie miałem w ręku.

W Polsce, z początkiem lat ’90, mniej więcej w roku 1993, serial "Kapitan Jastrząb" przyciągnął przed telewizory wielu młodych widzów, obojga płci. Serwowały go stacje Polonia 1 i Polsat 2 oraz NTW. Nie mogę tu oddać się wspomnieniom i ocenom na bazie własnych doświadczeń w kwestii polskiej emisji, gdyż miałem przyjemność poznania Tsubasy pod tytułem "Kuningas Jalkapallo". Byłem, do spółki z przyjaciółmi, wielkim fanem tego anime za Bałtykiem, wykorzystującym stacje fińskie, a później niemieckie. Jednocześnie z potrzeby i ze zwykłej ciekawości przeprowadziłem wiele rozmów z polskimi fanami serialu, którzy obecnie są już dorośli. Sam także miałem okazję ujrzeć polskojęzyczną wersję. Niestety po wielu latach.

Szerokość i długość geograficzna znaczenia jednak nie miała. Rysunkowa wizja gry, sympatycznych i różnorodnych chłopaków, dla których futbol jest całym życiem, przyjęła się i zyskała wielbicieli nie tylko w jej rodzinnych stronach, gdzie Japoński Związek Piłki Nożnej mocno wspierał realizację serii, ku promocji sportu.

Największy europejski aplauz serial wzbudził we Francji, w Niemczech, w Portugalii, we Włoszech i w Hiszpanii. Co więcej, wydania serii na DVD są tam często wznawiane, nabycie serialu drogą kupna nie stanowi kłopotu, a wielką popularnością cieszą się także wszelkie gadżety, od koszulek ulubionych drużyn, breloczków, po figurki i inne drobiazgi związane z Tsubasą i jego kolegami. Pod tym względem szczególnym uwielbieniem ową animację obdarzyli Hiszpanie. Takiej rozpusty dla fana ni w Polsce ni w Finlandii nie doświadczyłem.

Jak widać młodym widzom z wyżej wspomnianych państw, gdzie futbol jest na piedestale sportów narodowych, nie przeszkadzała dość specyficzna japońska wizja gry oraz znane fanom niuanse stanowiące podstawę do tego, aby oprócz anime, sportowy i familijny dodać (dokopać) gatunki… s-f i fantasy.

Nie jeden wielbiciel Tsubasy zapewne zwrócił uwagę na szeroko stosowane przez rysowników niezwykłości w postaci niewiarygodnie wielkich boisk z
widocznym zakrzywieniem ziemskiego globu, po których można biec od bramki do bramki, jak złośliwcy mówią, przez cały odcinek. Podobnie same akcje, jak
wcześniej przytoczona, które od podania piłki do jej kopnięcia trwałyby w świecie rzeczywistym około 5 sekund. Zwłaszcza, że u niektórych rysunkowych zawodników kopnięta piłka nabierała prędkości 150 km/h!
Strzał na bramkę z wyskoku, to było naprawdę zapierające dech w piersi. Zawodnik podrywał się do góry bez użycia trampoliny, tudzież sprężyn na butach, obserwował świat i wypełnioną często kłębkiem nerwów bramkę z wysokości mniej więcej III piętra, a następnie strzelał. Długowłosy bramkarz drużyny Meiwy, a następnie Toho, do spółki z bliźniakami Tachibana, już w 1983 pokonał Thomasa Andersona aka Neo, serwując na boisku sceny niemalże rodem z Matrixa. Plus masa innych rysunkowych zjawisk, rzec można, paranormalnych. Czy miało to jednak negatywny wpływ na odbiór świata przedstawionego w "Kapitanie Jastrzębiu"? Dla co poniektórych zapewne było to mocnym przegięciem realiów. Jednocześnie dosadne ubarwienie spektakularnych zagrań, ataków na bramkę, fauli, obrony, technik gry, nadało piłce nożnej wymiar po prostu magiczny. Wymiar magicznego sportu dla wiernego fana, który po ciężkim treningu okraszonym ogromną wiarą w przyjaciół i w sukces, zyska nadludzkie zdolności przeczące prawom fizyki.

Znani i cenieni piłkarze, jak Zinedine Zidane, Lionel Messi, Alexis Sánchez i Andres Iniesta w latach swego dzieciństwa uwierzyli w tę wizję magicznej gry, siły przyjaźni, sprawczej mocy wiary i byli miłośnikami "Kapitana Tsubasy". Podobnie jak rzesza innych fanów serii, także i oni chętniej grali w futbol, trenowali i bawili się w to co ukazano w odcinku. I jak sami przyznają, anime stało się dla nich sporą inspiracją, chociaż oczywiście nie jedyną. Skutek inspirowania się jest wszystkim kibicom znany. W jednym z wywiadów Fernando Torres przyznał, że w dawniejszych czasach, gdy jako dziecko oglądał Tsubasę, zazdrościł mu jego umiejętności i sam chciał w przyszłości osiągać takie wyniki. Rysunkowy Japończyk znowu coś wkopał, tym razem niewielki kamień węgielny pod budującą się karierę również tego piłkarza.

Skoro jesteśmy już poza polskimi granicami, dodam, że pomysłowość w interpretacji postaci serialu w Hiszpanii, tudzież we Włoszech, jest godna uwagi. Oliver Atom, Benji Price, Bruce Harper, czy Richard Tex Tex, to jedynie przykłady ciekawych zmian personaliów głównych bohaterów, którzy nadal pozostawali japońskiej narodowości. Zaś sam, gdy słyszę Ed Warner, czuję skręt jelit na ów dźwięk włoskiej pomysłowości względem Kena Wakashimazu. O nazwach drużyn lepiej wiele nie wspominać, Nankatsu jako Newppy, Meiwa jako Muppet (to znaczy Żaba Kermit, Świnka Piggi i te sprawy?), to dopiero w uchu zgrzyta. Celu owych przeróbek nie znam do tej pory.

Serial był emitowany i bardzo popularny także w Arabii Saudyjskiej, gdzie imię głównego bohatera Tsubasy przemianowano na Majed. A to już było bezpośrednie nawiązanie do Majeda Mohammeda Abdullaha, saudyjskiego piłkarza-napastnika, którego największa kariera przypadła na lata 1984-1986, co pokrywa się z latami realizacji tego anime i telewizji arabskiej patriotycznie pasowało.
Szczerze ubolewam nad tego typu zmianami, nawet jeśli ich geneza ma jakiś istotny cel. Japońscy bohaterowie byli Japończykami i powinni nazywać się po japońsku, jak w oryginalnej wersji. Zaś oryginalne imiona i nazwiska bohaterów znaczenie miały bardzo symboliczne i generowały odpowiednie myślenie o postaci. Choćby dla przykładu Wakashimazu (tak, jego najbardziej lubię), innymi słowy Shimazu Junior, co nawiązywało do nazwiska rodu potężnych wojowników –znanych Japończykom z historii. Serialowy Ken i jego rodzina od pokoleń kultywująca sztukę karate, plus trochę wiedzy i mamy gotowe pełne powagi skojarzenie, którego w Tex Texach i Wernerach nie dostrzegam.

Po wycieczce z Tsubasą do Finlandii, Włoch i Hiszpanii, zahaczając o Półwysep Arabski, wróćmy do Polski. Lektorem w "Kapitanie Jastrzębiu" był nieżyjący już Jerzy Rosołowski, znany głos czytający dialogi w japońskich serialach rysunkowych emitowanych w latach '90. Często udawało mu się skomentować emocjonujące wydarzenie zanim ono nastąpiło na ekranie. W trakcie spotkań Nankatsu - Meiwa, a później Nankatsu - Toho lubował się w dowolnym określaniu obu bramkarzy, raz używając nazwiska Wakabayashi, to znów o tej samej postaci per Wakashimazu. Dodać tutaj należy, iż narracja była prowadzona w sposób dość oryginalny. Czytający mówił głosem wszystkich postaci, wyjawiał także myśli bohaterów w trakcie gry, którzy (mogłoby się zdawać) prowadzą miedzy sobą niewerbalny dialog. Na zawodach narrator stawał się także energicznym komentatorem, lecz nie tylko tym stadionowym, relacjonował on również sam serial dla widza. Stąd u niego tak obszerna wiedza o wznowionej u kogoś kontuzji, obawach lub zamiarach zawodnika, czy planach trenera, a wszystko wygłoszone w typowy dla komentatora sportowego sposób.

Warto dodać, że ogromnym plusem był wygląd przedstawianych postaci. Nie mieliśmy tu bowiem Japończyka o blond włosach i niebieskich oczach, jakich często spotykamy w innych anime. Nikt nie nosił absurdalnie dziwnych fryzur w nienaturalnych kolorach. Postacie były w miarę realne, o dość zróżnicowanych twarzach, jednocześnie z małą dbałością o takie szczegóły jak kolorystyka i fason ubrań. Spostrzegawczy widz mógł mieć wrażenie, że serialowy Tsubasa poza boiskiem także posiada jeden, ewentualnie dwa komplety strojów. Również w sposób mało zróżnicowany twórcy potraktowali tło przedstawianych wydarzeń, wnętrza domów, umeblowanie, wygląd ulic. Dla mnie osobiście nie jest to jednak wadą.

Polscy fani Asa z Nankatsu dobijają do 30-stki, a wielu z nich owe trzy dekady już przekroczyło. Wydania polskiego na VHS, czy na jej następcy DVD, nie doświadczyli. Jaki na nich wpływ miał serial, który doczekał się dalszej kontynuacji, filmów pełnometrażowych i gier?

Nie wszyscy oglądający stali się wybitnymi sportowcami, nie popadajmy w paranoję. Gdyby tak się jednak stało i choćby jedna czwarta widzów odniosła międzynarodowy sukces w jakiejkolwiek dziedzinie sportu, to faktycznie Tsubasie należałoby postawić pomnik. To akurat planują Japończycy. Nie dość, że w stolicy kraju, to jeszcze z brązu. Ale oni mają powód.

W Polsce imion, nazwisk i nazw drużyn nikt nie przemianował według własnego widzi mi się. I wielkie brawa za to. Nie mieliśmy więc głównego bohatera, na przykład o personaliach Piotrek Deyna, albo Sebastian Błyskawica.

Więc jak to było? Po szkole biegło się do domu na Tsubasę, po obejrzeniu odcinka biegło się na boisko i często przyjmowało ksywki od imion, tudzież od nazwisk bohaterów, którzy również przeważnie biegali, miast chodzić. Kopało się piłkę z charakterystycznym okrzykiem: "Atak tygrysa!", albo "Ostry strzał!", a może "Super podkręcona piłka!" I liczyło się na to, że uderzenie rozerwie siatkę w bramce, a może nawet wybije dziurę w murze? Wynik takiego zagrania przeważnie dostarczał wiele radości, takiej rodem z kabaretu. Następnego dnia, na przerwie międzylekcyjnej dyskutowało się o wydarzeniach z minionego odcinka, niczym o prawdziwym meczu, rozegranym wczoraj na prawdziwym stadionie, z udziałem prawdziwych ludzi. Prowadziło się zażarte licytacje w kwestii skuteczności napastników, bramkarzy, pomocników, obrońców. Lubiło się ich, żyło się nimi. Ich prywatne perypetie, całkowicie poza boiskiem, także nie pozostawały bez znaczenia. Tsubasa porażał wręcz swoim optymizmem i niezwykłą sztuką opanowania piłki, którą wszędzie ze sobą zabierał. "Piłka jest moim najlepszym przyjacielem!", w jego przypadku była niczym dodatkowa kończyna. Ishizaki śmieszył, szczególnie w zestawieniu ze swoją tęgą i wesołą mamuśką. Kojiro wzbudzał współczucie oraz szacunek do jego siły i uporu, Wakabayashi zachwycał i potrafił irytować, Misaki kojarzył się z najlepszym kumplem, a Matsuyama oznaczał rozsądek i najlepsze cechy interpersonalne. Wszystko w zależności od punktu widzenia, bowiem oceny bohaterów bywały skrajnie odmienne.

Na pewno każdy z widzów mógł się z kimś utożsamić, albo znaleźć w galerii postaci taką, z jaką chciałby się zaprzyjaźnić. Znane są mi także przypadki ubierania, do gry z kolegami, stroju sportowego stylizowanego na ulubioną postać. A nawet dalej idące zmiany powierzchowności.

Jestem zdania, że także wzorce postępowania, jakie bohaterowie otrzymywali od swych trenerów, czy nauka życia mająca źródło w osobistych problemach postaci, niekiedy bardzo poważnych, mogła wiele wnieść do świata odbiorcy. Optymizm, upór, niepoddawanie się, wiara w ludzi, wspinanie się po szczeblach własnej wytrzymałości, aktywność, rzetelność, gotowość do poświęceń dla dobra innych, a także pokora w trakcie porażki i szacunek wobec przeciwnika. Serial odegrał także dużą rolę w zapoznaniu polskiego widza z gatunkiem anime. Niektórzy zaś sięgnęli dalej i do zestawu swoich zainteresowań dodali całą Japonię. Jeszcze inni zaś odczuwali nagłą potrzebę dołączenia do prawdziwej, nie podwórkowej, drużyny piłkarskiej.

A co mnie Tsubasa wkopał, do życia? Jednak konkretniej, nie Tsubasa i nie wkopał, ale wpuścił niczym do bramki. Od 20 lat noszę czapki z daszkiem. Także od 20 lat odczuwam dziwny magnetyzm do tego, co posiada czarno-żółte ubarwienie. Ken... to imię do tej pory nie kojarzy mi się z chłopakiem lalki Barbie. On przecież był rysunkową postacią, bardzo tajemniczą, oryginalnie odmienną od reszty bohaterów. I dlatego od 20 lat zasila on grono moich idoli i mimo bycia doskonałym bramkarzem przepuszcza do siatki (neuronów) wszystko, z czym się tak pozytywnie kojarzył.

Misaki przy piłce, podanie do Tsubasy, Tsubasa strzela…!
O nie! O tak! Publiczność zamarła! Będzie remis?! Nie ma! Nie ma gola! Ken Wakashimazu obronił! Znowu zastosował cios karate! Cóż za fantastyczna obrona! Kibice oklaskują ten niesamowity wyczyn!


Za pomysł, pracę i pasję tworzenia. Za całokształt owej serii należą się ogromne brawa. Dlatego też kibice oklaskują ten niesamowity wyczyn.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 96% uznało tę recenzję za pomocną (52 głosy).