Recenzja filmu

Josephine (2026)
Beth de Araújo

Następstwa

Reżyserka i scenarzystka Beth de Araújo znowu wsadza kij w mrowisko. Robiła to już w debiutanckich "Wtajemniczonych" (2022), czyli zrealizowanej na jednym ujęciu – pal licho, że fałszywym –
Następstwa
źródło: Materiały prasowe
Damien (Channing Tatum) i jego córka Josephine (Mason Reeves) każdą niedzielę spędzają tak samo. Pobudka skoro świt, a potem rozgrzewka, trening piłki nożnej i rozciąganie. Nie inaczej jest tym razem. Kiedy Claire (Gemma Chan) wciąż śpi, oni wymykają się z domu i kierują swoje kroki do parku. Ośmiolatka, zostawiwszy ojca daleko w tyle, wbiega między drzewa jako pierwsza i świadkuje incydentowi rodem z horroru.

Oto mężczyzna powala na ziemię obcą kobietę, zrywa z niej ubranie i brutalnie ją gwałci. Gdy przestępca zauważa Josephine, rzuca się do ucieczki. W pościg za nim rusza Damien, który natychmiast po dotarciu na miejsce zdarzenia rozeznaje się w sytuacji. Sprawcę (Philip Ettinger) udaje się schwytać, ale bestialstwo, jakiego zdążył dokonać, wyciska piętno nie tylko na samej ofierze (Syra McCarthy), ale też na Bogu ducha winnej dziewczynce i jej rodzicach.

Reżyserka i scenarzystka Beth de Araújo znowu wsadza kij w mrowisko. Robiła to już w debiutanckich "Wtajemniczonych" (2022), czyli zrealizowanej na jednym ujęciu – pal licho, że fałszywym – opowieści o białych suprematystkach z sąsiedztwa, które terroryzują mieszkające nieopodal nich Amerykanki azjatyckiego pochodzenia. Robi to również teraz w wyświetlanej premierowo na festiwalu Sundance – a finalnie docenionej i przez jury, i przez publiczność – "Josephine" (2026).

Otwierający kwadrans filmu jest jak dostanie obuchem w głowę. Autorka, niejako na przekór kursowi obieranemu ostatnio przez kino (vide: "Sorry, Baby" Evy Victor z 2025 roku), pokazuje napaść seksualną w sposób szalenie eksplicytny. Wszystko przez to, że wzroku od rzeczonego aktu okrucieństwa nie odwraca tytułowa bohaterka, z której punktem widzenia utożsamia się tu obiektyw. Skoro zaś tak, to i odbiorca – przynajmniej w teorii – nie może nie patrzeć.

Za tą nieszablonową decyzją kryje się oczywiście coś jeszcze. Jeśli bowiem takie przeżycie potrafi wyprowadzić z równowagi osobę dorosłą (nawet oglądane na ekranie: nie bez powodu przed seansami coraz częściej pojawiają się ostrzeżenia informujące o niepokojących treściach), to ileż szkód wyrządzi dziecku, zwłaszcza takiemu, które nie rozumie, co ogląda, a w związku z tym nie umie tego nazwać?

De Araújo, która skądinąd doświadczyła w przeszłości podobnej traumy, czyni z tej kwestii centralny punkt narracji. Szanse, by Josephine wyszła z tego bez szwanku, są niewielkie, tym bardziej że policjanci, którzy przyjęli zgłoszenie i mieli się nią zaopiekować, dolewają oliwy do ognia, wykazując się brakiem profesjonalizmu i empatii. To oni bezmyślnie wpędzają protagonistkę w poczucie winy, umieszczając ją na tylnym siedzeniu radiowozu – tuż obok roztrzęsionej poszkodowanej – a następnie dopuszczają do tego, by Josephine ponownie zobaczyła agresora. Nic dziwnego, że ten nawiedza ją niczym potwór spod łóżka i staje się ucieleśnieniem lęków nieadekwatnych do jej wieku (fragmenty, w których mężczyzna niespodziewanie pojawia się w pokoju dziewczynki, należą do najoryginalniejszych i najstraszniejszych w całym filmie).

Nic dziwnego również, że wraz z upływem czasu Josephine traci kolejne cząstki dziecięcości (jest już wystarczająco duża, by zeznawać pod przysięgą), czemu z obawami przyglądają się jej bezradni rodzice. Wyzwanie, jakie stawia przed nimi reżyserka, jest ekstremalnie trudne, a jako że nie mają instrukcji obsługi, to – pomimo miłości, jaką darzą córkę – działają po omacku. Claire skłania się ku wysłaniu Josephine na terapię (co w uszach zainteresowanej brzmi jak kara), choć sama nie wie, jak rozmawiać o problemie. Natomiast Damien, który wprost przyznaje się do tego, że żaden z niego bystrzak, jest zwolennikiem zapisania latorośli na zajęcia z samoobrony. Ojciec przekonuje jedynaczkę, że nic złego jej się nie stanie. Matka słusznie stwierdza, że nie powinien tego obiecywać. Oboje chcą dobrze, ale w tych przepychankach okazuje się, że nie potrafią udzielić Josephine odpowiedzi na pytanie, które nurtuje ją najbardziej: co tak naprawdę widziała w ten niedzielny poranek?

Czy to było złe? Czym się różni to, co zobaczyła w lesie, od tego, co jej rodzice robią nocą w sypialni? Josephine wpada w nakręcająca się spiralę, a film de Araújo przekształca się w koszmar na jawie. Reżyserka osiąga to dzięki licznym subiektywizacjom, głównie na poziomie wizualnym, ale także – choć rzadziej – dźwiękowym (zakłócenia i głuche szumy). Kamera – jeśli akurat nie jest blisko twarzy tytułowej bohaterki – ulega personifikacji. To, co na ekranie, zostaje całkowicie podporządkowane temu, co widzi i czuje Josephine. Odpowiedzialna za warstwę zdjęciową Greta Zozula kadruje więc zwykle z dołu, chaotycznie, chwytając spojrzenia innych osób (ojca, matki, ale i gwałciciela oraz jego ofiary), co chyba najpełniej wyraża się w brawurowej sekwencji rozprawy sądowej.

W zaproponowanej przez de Araújo formie znakomicie odnajdują się dobrani przez nią aktorzy. Doskonała w swej pierwszej roli jest Reeves, która bez problemu i absolutnie naturalnie wychwytuje trudne położenie granej przez siebie postaci: niewinnej i nierozumiejącej, co się dzieje, przerażonej, ale i chwilami dziwnie zafascynowanej nowymi okolicznościami, chłonącej jak gąbka zachowania dorosłych i – na zasadzie mimikry – wykorzystującej je do własnych celów (w pewnym momencie opluwa tatę, bo podejrzała, jak on splunął wcześniej na napastnika). Chan daje poprawny występ jako matka, która próbuje wyrwać córkę z otchłani, a Tatum, często niedoceniany i traktowany z przymrużeniem oka, wlewa w kochającego i maskującego strach ojca ogromne pokłady ciepła, ale też złości oraz desperacji. Wszystko to składa się na spełnioną artystycznie wizję następstw zbrodni, która kładzie się cieniem na rodzinie.
1 10
Moja ocena:
8
Rocznik '90. Absolwent filmoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim. Interesuje się przede wszystkim okresem klasycznym w historii kinematografii oraz tak zwanym amerykańskim kinem niezależnym. Autor... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?