Recenzja filmu Dom strachów (2019)
Scott Beck
Bryan Woods

Nie polecajcie znajomym

Bohaterowie są tak nijacy, że widzowi trudno do któregokolwiek z nich poczuć choćby cień sympatii. Protagonistka nie jest wyjątkiem. Nawet kiedy podejmuje walkę o życie, trudno uwierzyć w jej ...
Filmweb sp. z o.o.
Co robi dystrybutor, kiedy chce sprzedać słaby film? Buduje skojarzenie z inną, dobrze przyjętą przez widzów (a najlepiej także przez krytyków) produkcją. Na taką strategię zdecydowało się ostatnio M2 Films, ogłaszając na plakacie "Domu strachów", że oto mamy do czynienia z najnowszym dziełem twórców "Cichego miejsca". Wyobrażacie już sobie ten oryginalny, pogrywający z gatunkową konwencją horror? No to przestańcie, bo to, co dostaniecie, jest kwintesencją przeciętnego i przewidywalnego straszaka, jakich wiele pojawia się w kinach przed zbliżającym się Halloween. 

photo.title

Oczywiście technicznie rzecz biorąc, nikt się tu z prawdą nie minął – za kamerą stoją bowiem Scott Beck i Bryan Woods, czyli autorzy interesującego, lecz niepozbawionego kilku absurdów scenariusza "Cichego miejsca". O ile jednak w tamtym przypadku John Krasinski, reżyser i odtwórca jednej z głównych ról, zdołał uratować sytuację, o tyle tym razem Beck i Woods zdani byli na samych siebie. I choć nie jest to pierwszy raz, kiedy spotkali się na planie (zrealizowali wspólnie kilka krótkometrażówek), widać, że mimo najlepszych chęci nie byli w stanie wykrzesać ze swojej historii niczego, co mogłoby ocalić ją od zapomnienia tuż po opuszczeniu sali kinowej. 

Już początek nie zapowiada niczego dobrego. Główną bohaterkę, Harper (Katie Stevens), poznajemy, kiedy starannie ukrywa pod makijażem podbite przez agresywnego partnera oko. Trudno się dziwić, że nie ma ochoty na halloweenową imprezę, ulega jednak namowom współlokatorki i daje się wyciągnąć do baru. Co jakiś czas przebąkuje wprawdzie, że wolałaby wracać do domu, zwłaszcza że rozwścieczony chłopak wysyła jej coraz bardziej niepokojące SMS-y, ale pod wpływem nowo poznanego kolegi postanawia towarzyszyć znajomym w wycieczce do tytułowego domu strachów. 

photo.title

Żądni wrażeń młodzi ludzie, zachęceni obecnością strzegącego wejścia upiornego klauna i mrożącymi krew w żyłach wrzaskami, jakie co jakiś czas dobiegają z budynku, ochoczo oddają telefony i wypełniają formularze zgody, bez wahania podając swoje adresy i dane kontaktowe najbliższych. Początkowo są pod wrażeniem realizmu makabrycznych inscenizacji i z entuzjazmem odkrywają kolejne ukryte przejścia. Większy niepokój wzbudza w nich dopiero zniknięcie jednej z koleżanek; uparcie tłumaczą sobie jednak, że to kolejna sztuczka mająca na celu ich przerazić. Kiedy zostają zamknięci, a pracownicy ociągają się z udzieleniem pomocy rannej dziewczynie, zaczynają rozumieć, że trafili do miejsca, którego z pewnością nie polecą znajomym — nawet nie dlatego, że usługa nie spełniła ich oczekiwań, ale ponieważ zdają sobie sprawę, że prawdopodobnie nie wyjdą z niego żywi. 

Nikogo to jednak nie obchodzi, bo bohaterowie są tak nijacy, że widzowi trudno do któregokolwiek z nich poczuć choćby cień sympatii. Protagonistka nie jest wyjątkiem. Nawet kiedy podejmuje walkę o życie, trudno uwierzyć w jej przemianę z rozdygotanej szarej myszki w nieustraszoną final girl. Widać wprawdzie próby rozbudowania jej postaci i umotywowania działań dramatycznymi wydarzeniami z dzieciństwa, niestety tam, gdzie scenariusz aż prosi się o rozwinięcie wątków, twórcy prześlizgują się po nich, wracając do eksploatowania oklepanych motywów. 

photo.title

Gdyby bohaterom towarzyszył dog niemiecki, można by odnieść wrażenie, że oglądamy aktorską wersję któregoś odcinka "Scooby-Doo", w której maczał palce Eli Roth. Jego rękę czuć najlepiej, kiedy przebrani za klauny zwyrodnialcy dobierają się do swoich ofiar, czerpiąc z tego taką samą radość, jak członkowie ekskluzywnego klubu z "Hostelu". Dystrybutor powinien się poważnie zastanowić, czy odwołanie się na plakacie do właśnie tego filmu nie byłoby bardziej na miejscu, szczególnie że jego znany z zamiłowania do estetyki gore twórca jest jednym z producentów. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 32% uznało tę recenzję za pomocną (28 głosów).
Ewelina Leszczyńska
ocenia ten film na:
1 10 3/10 słaby
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię