Recenzja filmu Strażnicy marzeń (2012)
Peter Ramsey
Elżbieta Kopocińska-Bednarek

Niewierny Tomasz ratuje Świętego Mikołaja

Niektóre z komediowych motywów są pierwszorzędne: zwłaszcza ten z Yeti, który wciąż maluje zabawki na nie ten kolor, co trzeba. Zresztą sam pomysł z tym, że zabawne (choć bezproduktywne) elfy są ...
Filmweb sp. z o.o.
Czyżby po modzie na horror ("ParaNorman", "Hotel Transylwania", "Frankenweenie") czekała nas moda na filmy animowane w konwencji fantasy? Wyjściowy pomysł "Strażników marzeń" jest trochę jak z komiksów Neila Gaimana o Sandmanie; zresztą Władca Snów jest tu jednym z głównych bohaterów, a czarny charakter wygląda kropka w kropkę jak komiksowy Morfeusz. Otóż fantastyczne postacie zaludniające dziecięcą wyobraźnię – Święty Mikołaj, Wielkanocny Zając, Zębowa Wróżka i Sen – oprócz podrzucania prezentów i umilania maluchom życia zajmują się również obroną świata przed inwazją sił ciemności. Ale choć rzut oka na zakulisowe życie mitycznych istot to faktycznie gaimanowski koncept, idea zebrania razem superpotężnych bohaterów do pokonania wspólnego wroga to już niemal… "Avengers".

Twórcy odrobinę przedobrzyli z tym wojowniczym aspektem postaci. Co prawda Mikołaj daje wykład o tym, że bywa zarówno groźny, jak i wrażliwy. Poza tym zastajemy bohaterów w momencie, gdy popadli w rutynę i nieco odkleili się od swoich beztroskich korzeni po latach pełnienia roli Strażników. To właśnie nowy członek drużyny, młody i krnąbrny Jack Mróz, przywróci im utraconą pasję. A jednak wytatuowany i wymachujący szablami Mikołaj oraz uzbrojony w bumerang (?) Zając wydają się wypadać nieco z przypisanych im ról. Można by oczekiwać, że tego pokroju bohaterowie mieliby jakiś ciekawszy sposób na pokonanie hord ciemności niż uciekanie się do przemocy. Przez chwilę pojawia się zresztą taki oręż – śmiech – ale tylko na krótki moment, po którym wracamy do standardowej nawalanki.

Trzeba jednak przyznać, że to bardzo efektowna nawalanka. Filmowych wrażeń nie brakuje, choć nie są może tak spektakularne jak w nieco podobnych tonem "Legendach Sowiego Królestwa". Zresztą, podobnie jak produkcja Zacka Snydera, "Strażnicy marzeń" raczej nie nadają się dla najmłodszych widzów, którzy zapewne wyjdą z seansu przestraszeni albo – co gorsza – znudzeni. To nie film dla maluchów, bo mimo bogatej warstwy wizualnej i wielu dynamicznych sekwencji jest tu też sporo długich scen dialogowych, a humor jest dość dyskretny. Niektóre z komediowych motywów są jednak pierwszorzędne: zwłaszcza ten z Yeti, który wciąż maluje zabawki na nie ten kolor, co trzeba. Zresztą sam pomysł z tym, że zabawne (choć bezproduktywne) elfy są zastąpione w warsztatach Mikołaja przez zastępy Yeti, zasługuje na brawa. To dzięki takim (licznym) błyskotkom inwencji film pozostawia dobre wrażenie, mimo że opowiada schematyczną historię outsidera, który nieoczekiwanie (aha) zdobywa szacunek grupy.

Zastanawia tylko jedna kwestia. Moc Mikołaja, Zająca i innych bierze się stąd, że dzieci w nie wierzą. Gdy w wyniku machinacji złego Mroku zęby przestają znikać spod poduszek, a jajka nie pojawiają się na Wielkanoc, wiara ta zostaje podkopana i bohaterowie zaczynają słabnąć. W kryzysowym momencie Jack Mróz zaczyna więc przedstawiać… empiryczne dowody na własne istnienie. Ale gdy pojawiają się dowody, nie może już być mowy o wierze, tylko o wiedzy. Czyżby autorzy filmu spoglądali na swoich małoletnich odbiorców z góry, ustawiając ich w pozycji niewiernego Tomasza? Czy nie na tym polega magia – także kina – że jesteśmy w stanie uwierzyć wbrew temu, co wiemy? Siedzący za mną na seansie "Strażników marzeń" chłopiec zachwycał się sypiącymi się z ekranu płatkami śniegu (efekt 3D), ale jego ojciec czym prędzej uciął te zachwyty krótkim: "synu, to tylko iluzja". No i co z tego, zwłaszcza jeśli tak udana jak "Strażnicy marzeń"?

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 76% uznało tę recenzję za pomocną (219 głosów).
Jakub Popielecki
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię