Recenzja filmu Lato 1993 (2017)
Carla Simón

Praca dorastania

Suchy opis fabuły "Lata 1993" może sugerować, że mamy do czynienia właśnie z tego typu bezpieczną, sentymentalną opowieścią dla młodego widza. Ale choć film Carli Simón da się obejrzeć z ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Lato 1993 (2017)
Dzieci nie patrzą na świat przez różowe okulary, choć z wiekiem mogą o tym zapomnieć i pielęgnować w pamięci wizję pacholęcej idylli. W sumie nic dziwnego: taka wizja jest a) wygodna oraz b) przyjemna. No i jeszcze c) utrwalana przez łagodną poetykę produkcji dla najmłodszych - nie wszystkich, ale wielu. Suchy opis fabuły "Lata 1993" może sugerować, że mamy do czynienia właśnie z tego typu bezpieczną, sentymentalną opowieścią dla młodego widza. Ale choć film Carli Simón da się obejrzeć z dzieckiem, to przykład kina zdecydowanie dorosłego. Co więcej, choć reżyserka wraca tu do własnego dzieciństwa, nie zapomina o zdjęciu owych różowych okularów: patrzy uważnie, nieprotekcjonalnie i bez rodzicielskiego filtra zmiękczającego.


Bohaterką "Lata 1993" jest 6-letnia Frida, która po śmierci matki i ojca zamieszkuje z wujostwem na wsi. Dziewczynka powoli oswaja się z obcymi warunkami: wiejskim otoczeniem oraz towarzystwem nowych "rodziców" i nowej siostry, młodszej od siebie Anny. Simón niby prowokuje w nas odruch współczucia wobec dotkniętej nieszczęściem, zagubionej dziewczynki o poważnej, zaciętej twarzyczce grającej ją Lai Artigas. Zarazem jednak reżyserka nie przymyka oka na przywary swojej bohaterki. Wrzucona w nową sytuację, dotknięta tragedią, Frida jest niesforna, buntuje się i grymasi. W efekcie, zamiast czułostkowej martyrologii Biednej Dziewczynki, mamy tu więc raczej wielowymiarowy portret dzieciństwa. "Humory" Fridy są przecież tyleż dziecięcą, niedojrzałą wersją pracy żałoby, co zwykłym testowaniem granic wolności, ot, "pracą dorastania".     

Wizja debiutantki Simón zdradza pewne powinowactwa z filmami Francoisa Truffauta o szamoczących się pod naporem autorytetu chłopcach, "400 batami" czy "Dzikim dzieckiem". Trudno nie pomyśleć też o "Nakarmić kruki" Carlosa Saury czy chilijskim "Od czwartku do niedzieli". Sposób, w jaki toczy się narracja "Lata 1993", kojarzyć się może zwłaszcza z tym ostatnim tytułem. Reżyserka konsekwentnie trzyma się bowiem dziecięcej perspektywy, "dorosłe" sprawy oddelegowując na marginesy ekranu. Kłótnie opiekunów czy rodzinne dyskusje o przyszłości Fridy chwytane są przez kamerę niemal mimochodem: dorośli toczą je jakby bez świadomości, że mała jest obok, że słucha i wyciąga swoje wnioski z tego, co dojdzie do jej uszu. W efekcie widz, podobnie jak dziewczynka, musi układać sobie rzeczywistość ze strzępów podsłuchanych rozmów i niedopowiedzeń (jej matka zmarła prawdopodobnie na AIDS, choć nazwa ta nie pada ani razu z ekranu; o jej ojcu w zasadzie nie dowiadujemy się nic). "Dziewczynka nie ma moralności, dziczeje", lamentuje w którymś momencie jej babcia.


Simón świetnie chwyta tajemniczość, grozę widzianego oczami dziecka świata. Momenty beztroskiej zabawy w każdej chwili mogą prowadzić tu w bardziej nieprzyjemne rejony. Migotliwa przyroda, atmosfera ciepłego, słonecznego dnia i grający gdzieś w tle jazz sąsiadują w "Lecie 1993" z aktami okrucieństwa. Frida nie tylko obserwuje przemoc (obcinanie głowy kurczaka), ale i sama po nią sięga: choćby w formie wyrafinowanie sadystycznych gier, jakie prowadzi z małą Anną. Simón nie patrzy jednak z góry: zamiast potępiać, pozwala zrozumieć dziecko wrzucone w przerastającą je sytuację. Reżyseruje przy tym niemal "niewidzialnie", przede wszystkim świetnie prowadząc młodziutkie aktorki. Obserwując je, mamy wrażenie podglądania prawdziwych dziecięcych zabaw i przekomarzanek.
 
Wychodząc od mikroobserwacji, od szczegółu, autorka niemal od niechcenia rysuje szersze tło, patrząc z dziecięcej perspektywy na dorosłe sprawy. W scenach, gdy Frida powtarza wpojone przez babcię modlitwy albo próbuje kontaktować się z matką za pośrednictwem ogrodowej figurki Madonny, wkracza więc - intrygująco! - kontekst religijny. Widzimy bowiem, że wiara jest dla małej niczym magia: garść tajemniczych inkantacji oraz (potencjalne) bezpośrednie połączenie z zaświatami. Równie ciekawy jest portret ról płciowych. Simón pokazuje przecież mimochodem, jak niesprawiedliwy bywa rodzicielski podział funkcji. Ojciec pojawia się tu raz na jakiś czas, by zabawić i rozbawić dziewczynki, a cała logistyka wychowania spada na matkę. Stąd nieustająca walka, jaką Frida toczy z Margą (Bruna Cusí), pełniącą rolę jej nowej mamy. To wojna na każdym froncie: o dopicie mleka, o zawiązanie sznurówek, o miłość. Starcia, które dorosłemu mogą wydawać się błahe, ale dla dziewczynki stanowią istne "być albo nie być". "Lato 1993" pięknie przypomina, jak to było mieć 6 lat na tym dziwnym, niebezpiecznym, pełnym zagadek i wyzwań świecie. Dojrzałe kino o dojrzewaniu. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 92% uznało tę recenzję za pomocną (36 głosów).
Jakub Popielecki
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry