Recenzja Sezonu 1

Proud (2026)
Karol Klementewicz
Ignacy Liss

Minuta, może czterdzieści sekund

Wyprodukowany przez HBO Polska "Proud" to prawdopodobnie najlepszy polski (oraz queerowy) serial obyczajowy od paru dobrych lat. Bez nadęcia, koślawych dialogów i scenariopisarskiej kalkulacji. 
Minuta, może czterdzieści sekund
Zaczyna się zmysłowo, od wręcz monumentalnego "Love Tonight" duetu Shouse. Oraz od pośladków Ignacego Lissa. Reżyser i współscenarzysta Karol Klementewicz od pierwszych sekund swojego serialu "Proud" wyznacza nam pewną tonację – będzie intensywnie, namacalnie i bez żadnych tanich półśrodków. I co dalej? Twórca spełnia swoją obietnicę z otwierającej produkcję sekwencji. Wyprodukowany przez HBO Polska "Proud" to prawdopodobnie najlepszy polski (oraz queerowy) serial obyczajowy od paru dobrych lat. Bez nadęcia, koślawych dialogów i scenariopisarskiej kalkulacji.     

Dostajemy za to opowieść o stracie, żałobie, resentymentach i tworzeniu siebie na nowo. Od początku wchodzimy głęboko w głowę Filipa, bohatera granego przez Lissa. Dzięki gwałtownym zbliżeniom obserwujemy jego twarz: to ona staje się dla nas wytrychem do jego umysłu; do buzującego od nadmiaru emocji wnętrza. Chłopak pracuje jako model, bierze udział w castingach, imprezuje wraz z innymi chłopakami, umawia się na one-night standy, sporo pije i spożywa niezłe ilości narkotyków. Otacza go grupka bliskich przyjaciół oraz kochająca siostra, ale on odpycha oferowaną przez nich miłość. Ucieka, wmawiając sobie, że nie zasługuje na taką dobroć. 

Powodów jest parę – jednym z nich będzie odrzucenie, jakiego zaznał jeszcze zza młodu, gdy wraz z siostrą trafił do domu dziecka. Liss gra chłopaka pokrzywdzonego przez los, noszącego ranę, która nie może się w pełni zagoić. Albo sama nie chce się zasklepić, albo to on ją rozdrapuje. Filip wiedzie więc życie nonszalanckiego aroganta – do czasu otrzymania telefonu, który na zawsze zmieni jego życie. 

Filip nagle dowiaduje się o śmierci bliskiej osoby. Brakuje mu słów, świat dookoła zaczyna się walić. Pozostaje cisza, następnie może i próba wyparcia. "Na jakiej ulicy zmarła? A, to znam, wiem, kojarzę" – próbuje wydusić z siebie cokolwiek, jakoś trzymać fason. Liss umiejętnie flirtuje z ciszą – jest krzykliwy i bezczelny, kiedy musi (Filip to pozer, a przynajmniej na takiego się kreuje), ale 28-letni aktor rozumie, w jakich momentach zmienić tonację i humanizować swojego bohatera. To ten rodzaj dupka, któremu chcemy pomóc, nawet jeśli istnieje spore prawdopodobieństwo, że zaraz się sparzymy.

Później, gdy Filip idzie obejrzeć ciało, lekarka pociesza go, że zmarła osoba nie cierpiała. Że odeszła z tego świata w tempie ekspresowym. Ile to trwało? "Jakaś minuta, może czterdzieści sekund". Po tej kwestii znowu następuje cisza. "To długo", odpowiada Filip chwilę później, jakby zaraz miał paść, a widzowi odbiera oddech. W głosie Lissa czuć ból przechodzący przez całe ciało jego bohatera. Wymowny minimalizm, kino w kontakcie z prawdziwym życiem – w polskich produkcjach brakowało tak niewymuszonych dialogów.

Tak naprawdę każda kwestia mówi nam coś o nim, jego emocjach; o tym, że na zmianę zakłada i zdejmuje wszystkie swoje maski. Na przestrzeni kolejnych epizodów do głowy Filipa zaczyna wkradać się pewna nieprzyjemna myśl: albo wreszcie spróbuje coś ze sobą zrobić, albo już nigdy nie wyjdzie z tej spirali samobiczowania oraz powolnego zabijania samego siebie.

Trudno powiedzieć, czy w rzeczywistości polubilibyśmy się z Filipem i chcielibyśmy go wspierać niczym jego mała patchworkowa rodzina. Często romantyzujemy bad boyów, na wielkim (i małym ekranie) wybaczamy im znacznie więcej. Może i aż za wiele? Ale nie zmienia to faktu, że kibicujemy mu; chcemy, by Filipowi udało się na jego nowej życiowej drodze (którą musicie poznać na własną rękę).

"Proud" nie spoczywa jednak na barkach jednego aktora. Liss, Maria Sobocińska oraz Kamil Studnicki grają do "tej samej bramki" – jak stwierdził Studnicki na konferencji prasowej w Lille podczas festiwalu Series Mania, gdzie zadebiutował serial. I trudno się z nim nie zgodzić. Sobocińska wciela się w Kiki, bliską przyjaciółkę Filipa i jego siostry, która nie raz i nie dwa angażowała się w życie rodzeństwa. Dziewczyna zmaga się ze swoimi problemami i kryzysami (choć ma jedynie 32 lata, opiekuje się swoją 16-letnią córką), ale to osoba o gołębim sercu, o czym aktorka przypomina nam na każdym kroku. Natomiast Studnicki w przekonujący sposób wciela się w przyjaciela Filipa, Olka, dającego z siebie całe 110%, ale zazwyczaj niedocenianego; tak jakby bohater wykorzystywał dobro oferowane przez swojego kumpla.

Aktorstwo całej trójki (oraz pewnej czwartej osoby) jest w swych sprzecznościach niezwykle harmonijne: pełno tu zarówno radości, jak i ogromnych pokładów smutku. A przy tym od żadnej z serialowych postaci nie czuć jakiejś takiej sztuczności, szczególnie znanej nam z nowych polskich produkcji; wszyscy zachowują się naturalnie, dzięki czemu prędko możemy im zaufać i w nich uwierzyć – nawet jeśli popełniają błędy i codziennie uczą się o sobie czegoś zupełnie nowego. W dodatku seksualność Filipa to w pełni integralny element opowieści – pusta fizyczność, jakiej co jakiś czas doświadcza z obcymi, pozwala mu znaleźć schronienie od szczerych emocji bliskich, którymi ci nieustannie go bombardują. Tak jest łatwiej, nie trzeba się konfrontować z prawdą o sobie, można udawać.

Zresztą każdy epizod przypomina pocztówkę z życia Filipa – w każdym odcinku przeskakujemy kawałek dalej w czasie, co daje nam nieco przestrzeni na oddech (taki zabieg przypomina serial "Cztery pory roku" z zeszłego roku). Nie zobaczymy ani jednego momentu, w którym Filip mówi bliskim o stracie, ale będzie nam dane zobaczyć ich razem na pogrzebie – wspierających, przeżywających i próbujących przetrwać ten trudny okres razem. O tym też jest ten serial – o empatii, jaką możemy zaznać od drugiej osoby, choć nie zawsze na nią zasługujemy.

"Proud" zaskakuje prostotą przekazu i klarownością opowiadania – w tym sposobem budowania napięcia (a raczej stawki, którą twórcy wprowadzają wraz z drugim odcinkiem). HBO ma materiał na prawdziwy hit – miejmy nadzieję, że pozostała część historii utrzyma ten sam poziom, a stacji uda się umiejętnie promować ten serial zarówno w Polsce, jak i za granicą. Ten projekt w pełni na to zasługuje. 
1 10
Moja ocena serialu:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?