Recenzja gry A Plague Tale: Innocence (2019)

Rat(at)uj

Dawno, dawno temu, kiedy paryska katedra Notre Dame jeszcze lśniła bielą świeżo ociosanego kamienia, tamtejsze szczury nadal gustowały w dobrej, acz niewybrednej kuchni. Innymi słowy, żarły, co ...
Filmweb sp. z o.o.
Dawno, dawno temu, kiedy paryska katedra Notre Dame jeszcze lśniła bielą świeżo ociosanego kamienia, tamtejsze szczury nadal gustowały w dobrej, acz niewybrednej kuchni. Innymi słowy, żarły, co im się nawinęło pod ząbki, a najchętniej ludzinę, do tego nie mając nad sobą chyba żadnego naturalnego drapieżnika. A przynajmniej taką wersję Francji bez kotów chcą nam sprzedać ludzie z Asobo Studio, snując jeszcze mroczniejszy wariant opowieści o Czarnej Śmierci, czyli niesławnej czternastowiecznej epidemii dżumy. Kto się zadumał, czym jeszcze doprawić można tak tragiczny epizod w historii ludzkości, odpowiadam: alchemią, inkwizycją, mrocznymi siłami, choróbskami jeszcze bardziej zagadkowymi niż morowa zaraza i oceanem szczurzych ślepi.

photo.title

Amicia to piętnastoletnia potomkini Roberta de Rune’a, bogatego rycerza zawiadującego malowniczym folwarkiem. Rodzinne szczęście burzy tajemnicza choroba przyszłego dziedzica majątku, małego Hugona, który, leczony przez matkę, dzieciństwo spędza odizolowany. Aż któregoś pięknego dnia, gdy do bram Francji stuka dżuma, rodzinę de Rune’a odwiedza niejaki sir Nicholas i jego radośni inkwizytorzy, najwyraźniej zainteresowani synem szlachcica. Amicia tuli brata do siebie i ucieka, czując na karku oddech sług bożych, a jej wyprawa przez francuską prowincję toczoną przez zbierającą krwawe żniwo zarazę jest tym trudniejsza, że zewsząd na żer wyłażą spragnione mięsa szczury. Na szczęście dziewczyna sprytem mogłaby zawstydzić niejednego inżyniera, a jej nieodłączona proca to niemalże zaczarowany ołówek z dobranocki. A do tego jest bohaterką nie byle jakiej historii. Bo "A Plague Tale: Innocence" to przede wszystkim bezpretensjonalna narracyjna perełka, takoż do grania, jak i do oglądania, co jest niemałym odświeżeniem po mnóstwie napuszonych wysokobudżetowych produkcji z otwartym światem.


photo.title

I mimo że ucieczka Amicii i Hugona przebiega dokładnie tak, jak wymyślił sobie scenarzysta i choćbyśmy się kładli przed konsolą krzyżem, to i tak nie przebijemy się przez te pioruńskie krzaki rosnące przy drodze i nie przeskoczymy drewnianego płotka, pod którym moglibyśmy pewnie spokojnie przejść. Lecz coś za coś, bo pełna kontrola sprawowana nad fabułą dała ludziom z Asobo Studio możliwość nakreślenia dynamicznej, żeby nie powiedzieć – gorączkowej intrygi, opowiadanej zarówno przy pomocy nieźle wyreżyserowanych scenek filmowych, jak i samej rozgrywki, zwykle wymuszającej – choć często pozornie – szybkie działania. Ale solą tej gry są sekwencje łamigłówkowe, polegające zwykle na przejściu z punktu A do punktu B, co brzmi prosto i faktycznie rzadko kiedy bywa trudne, lecz jest niezmiennie satysfakcjonujące. Dzielą się one na skradanie, kiedy to musimy wymanewrować pomiędzy strażnikami, odwracając ich uwagę, na przykład, rzucając kamieniami w walające się gdzieś garnki, oraz szczurze, gdy należy, najczęściej przy pomocy pochodni, utorować sobie drogę pomiędzy masami kłębiących się szczurzych ciał.

photo.title

Napotykamy po drodze rozmaite interpretacje powyższego schematu, a do tego mamy do dyspozycji urozmaicającą grę procę, ale nie spodziewajcie się żadnych potyczek z nacierającymi licznie wrogami. Rzemień i kamienie są naszą jedyną bronią i choć z czasem nauczymy się ją modyfikować i będziemy wytwarzać specjalną amunicję umożliwiającą chociażby zapalenie stogu siana z dystansu, to "A Plague Tale: Innocence" nie jest grą akcyjną w tradycyjnym rozumieniu tego terminu. Tutaj wszystko, także to, co i kogo napotkamy, służy historii, a nie rozkręceniu awantury. Co więcej, ogromna zaleta gry to ta niemalże namacalna bezbronność Amicii, która jest równie przerażona i zdezorientowana, co jej młodszy brat (malec nieraz uratuje nam skórę, włażąc tam, gdzie dziewczyna się nie zmieści), dlatego każdy moment oddechu witamy tutaj z radością.

Gra od Asobo Studio jest przez to wszystko szalenie rześka. Może nikt nie próbuje tu wymyślić koła na nowo, ale dzięki mocnemu podparciu w fabule stosunkowo prosta rozgrywka urasta do rangi opowieści formacyjnej. To skromny tytuł mogący śmiało powalczyć z Goliatami.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (16 głosów).
Bartosz Czartoryski
ocenia tę grę na:
1 10 8/10 bardzo dobra