"Harry Hole" korzysta z dobrze znanych wszystkim miłośnikom kryminałów zagrywek. Kolejne elementy śledztwa prowadzą intrygę na nowe tory, dzięki czemu udaje się utrzymać uwagę widzów przez
Jo Nesbø jest jednym z najpopularniejszych autorów powieści gatunkowych na świecie. Znacząco przyczynił się do rozpropagowania nurtu nordic noir, utożsamianego ze skandynawskimi kryminałami. Właśnie w ramach tej konwencji stworzył postać niepokornego i naznaczonego licznymi wadami detektywa, Harry’ego Hole’a z Wydziału Zabójstw Komendy Okręgowej Policji w Oslo. Bohater trzynastu powieści nie miał dotychczas szczęścia do adaptacji – w 2017 roku na bazie siódmej książki cyklu zrealizowano kiepski film "Pierwszy śnieg", w którym główną rolę zagrał Michael Fassbender. Czy dziewięcioodcinkowy serial "Harry Hole", w którego produkcję, jako scenarzysta wszystkich epizodów zaangażowany był sam autor literackiego pierwowzoru, wypada lepiej?
Harry Hole (Tobias Santelmann) ściga seryjnego mordercę, który zabija i okalecza młode kobiety, a na miejscu zbrodni zostawia czerwone diamenty o charakterystycznym kształcie pięcioramiennych gwiazd. Równolegle bohater prowadzi prywatne śledztwo w sprawie kolegi z pracy, Toma Waalera (Joel Kinnaman) – supergwiazdy wydziału zabójstw, który może być umoczony w przemyt broni dla lokalnych gangów. Bohatera męczą wyrzuty sumienia, a błędy przeszłości stara się utopić w alkoholu.
Serial dostępny na platformie Netflix skupia się przede wszystkim na wydarzeniach przedstawionych w powieści "Pentagram". Zważywszy na fakt, że to piąta odsłona cyklu, w której część wątków wynika bezpośrednio z poprzednich książek, w fabułę serialu zostają wpisane także wydarzenia z pozycji "Czerwone gardło" (tom 3) i "Trzeci klucz" (tom 4). Pozwala to na silniejsze zaakcentowanie motywacji samego Hole’a, a także dorzucenie do typowego kryminalnego śledztwa wątku osobistego, który buduje główny konflikt w warstwie emocjonalnej. Dynamika serialu podzielona została bowiem pomiędzy klasyczne kryminalne śledztwo (z mordercą, który zostawia za sobą kolejne ofiary i bawi się z policją, dostarczając jej wskazówek na temat przyszłych zbrodni) a wątki napędzane przez prywatne motywacje głównego bohatera. Duże znaczenie ma tu konflikt na linii Hole-Waaler. Mężczyźni są swoimi przeciwieństwami pod każdym względem i zupełnie inaczej podchodzą do wykonywanej pracy oraz otaczającego ich świata.
Skorumpowany i umoczony w interesy półświatka Waaler jeździ sportowym samochodem, nosi drogie ciuchy i bryluje na konferencjach prasowych. Często chodzi na skróty, a żeby osiągnąć osobiste korzyści, nie cofnie się przed niczym. Hole unika rozgłosu, chodzi w spranych dżinsach i wymiętych podkoszulkach, ale jest wierny zasadom, choć nie boi się ich nagiąć dla dobra śledztwa. Mimo że często zagląda do butelki, w chwilach, gdy nie jest niszczony nałogiem, nie ma sobie równych w analitycznym myśleniu i błyskotliwym łączeniu faktów, co czyni go wybitnym śledczym. Obaj są dla siebie równymi przeciwnikami, przez co cała rywalizacja jest bardziej ekscytująca.
Nie udałoby się to, gdyby nie świetnie dobrani do swoich ról aktorzy – Waaler w wykonaniu Kinnamana wykazuje się arogancją, a jego mroczna strona w połączeniu z przebiegłością wykorzystywaną w niecnych celach budzi niepokój. Postać Waalera dobrze wpisuje się w panteon wcześniejszych bohaterów kreowanych przez szwedzkiego aktora, a rola w serialu stanowi pewną klamrę – w końcu jego kariera wystartowała od występu w "Dochodzeniu", amerykańskiej wersji skandynawskiego serialu kryminalnego "Forbrydelsen". Hole w interpretacji Santelmanna to natomiast bohater złamany, jednocześnie szorstki i delikatny (co widać zwłaszcza w obyczajowych scenach nawiązywania kontaktu z synem partnerki). Posiada wiele archetypicznych cech detektywa z czarnego kryminału, ale ma tyle charyzmy, że potrafi je uwiarygodnić i nigdy nie popada w parodię.
"Harry Hole" korzysta z dobrze znanych wszystkim miłośnikom kryminałów zagrywek. Kolejne elementy śledztwa prowadzą intrygę na nowe tory, dzięki czemu udaje się utrzymać uwagę widzów przez wszystkie dziewięć odcinków. Twórcy umiejętnie dawkują informacje – czasem widz jest dwa kroki przed bohaterami, co zwiększa napięcie, bo wie, co może się wydarzyć, a czasem jest równie zaskoczony co Hole. Można by się przyczepić i zacząć narzekać, że serial Netfliksa jest bity od sztancy – taki jednak urok kina gatunkowego, w którym przecież cieszy to, co dobrze znamy. Mroczne miasto, brutalne morderstwa, zmęczony życiem detektyw z bagażem doświadczeń i zwyrodniały zabójca – wszystko to widzieliśmy już wielokrotnie, a mimo to serial "Harry Hole" ogląda się po prostu bardzo dobrze i z niesłabnącym zainteresowaniem.
W parze ze sprawnym tekstem idzie równie porządna realizacja. Twórcy przy pomocy zdjęć, scenografii, nastrojowej muzyki (autorstwa Nicka Cave’a i Warrena Ellisa) skrupulatnie budują mroczny klimat Oslo i napięcie, które rzadko pozwala widzowi odetchnąć. Niekiedy dają się ponieść efekciarskim zapędom – mimo że śledztwo opiera się głównie na psychologicznej grze, w której brutalność mordercy może szokować, to dostajemy też kilka pościgów i strzelanin (w ruch idzie nawet miotacz ognia). Finał jest satysfakcjonujący, bo wszystkie najważniejsze wątki znajdują konkluzję (kilka pobocznych ewidentnie zostawiono otwartych jako furtkę do kolejnych sezonów, bo i materiału do adaptacji jest jeszcze sporo).
Jeśli tylko powstanie kontynuacja, na pewno dam jej szansę. Biorąc pod uwagę, jak karykaturalnie wypadła poprzednia adaptacja prozy Jo Nesbø o przygodach detektywa z Oslo, warto docenić, że "Harry Hole" to solidny nordycki kryminał, który umiejętnie korzysta ze schematów i archetypów nurtu, nie mając ambicji, by dekonstruować gatunek czy próbować stworzyć go od nowa – i jako taki sprawdza się bardzo dobrze.