Recenzja filmu Zniewaga (2017)
Ziad Doueiri

Wojna na słowa

"The Insult" po mistrzowsku rekonstruuje na ekranie atmosferę podskórnego napięcia. W pogrążonym w politycznej gorączce Bejrucie wystarczy jeden fałszywy ruch i jedno zbędne słowo, by uruchomić ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Zniewaga (2017)
"The Insult" przykuwa uwagę za sprawą ciekawego paradoksu. Opowieść o skomplikowanej tożsamości mieszkańców współczesnego Libanu sama ma w sobie coś schizofrenicznego. W filmie Ziada Doueiriego drapieżne kino społeczne w stylu Spike’a Lee próbuje współistnieć z chwytającym za serce filmem w iście hollywoodzkim stylu. 

Stylistyczny eklektyzm "The Insult" staje się odrobinę bardziej zrozumiały, gdy przyjrzymy się drodze twórczej jego reżysera. Jako osiemnastolatek, w następstwie libańskiej wojny domowej, Doueiri wyemigrował do USA, gdzie zyskał pewną sławę jako operator kamery współpracujący między innymi z Quentinem Tarantino. Po powrocie do ojczyzny młody twórca z sukcesem zajął się reżyserowaniem artystycznych filmów, z których najgłośniejszy okazał się – nagrodzony w Cannes – "West Beyrouth".

Siła tamtego dzieła, będącego zresztą reżyserskim debiutem Doueiriego, polegała przede wszystkim na umiejętnym wpisaniu wielkiej polityki w codzienność zwykłych ludzi. Dziś podobny atut decyduje o klasie "The Insult", odznaczającego się dodatkowo zaskakującą uniwersalnością przekazu. Oczywiście, najwięcej korzyści z seansu wyniosą widzowie orientujący się w meandrach skomplikowanych relacji pomiędzy libańskimi chrześcijanami a zamieszkującymi kraj muzułmanami. Wszyscy inni łatwo mogą jednak wyobrazić sobie, że historia opowiadana przez Doueiriego rozgrywa się w dowolnym miejscu, w którym koegzystują ze sobą przedstawiciele  różnych wyznań i kultur.

"The Insult" po mistrzowsku rekonstruuje na ekranie atmosferę podskórnego napięcia. W pogrążonym w politycznej gorączce Bejrucie wystarczy jeden fałszywy ruch i jedno zbędne słowo, by uruchomić spiralę nienawiści. W takich warunkach błahe nieporozumienie pomiędzy libańskim chrześcijaninem a palestyńskim uchodźcą prowadzi państwo niemal na skraj wojny domowej. Doueiri przytomnie zauważa, że odpowiedzialność za taki stan rzeczy leży w dużej mierze po stronie polityków. W świecie "The Insult" ideologia – choćby pod postacią wygłaszanych na wiecach nacjonalistycznych przemówień – pozostaje obecna niemal na każdym kroku. Nic dziwnego, że mężczyźni  wykorzystują później frazesy o "godności" i "honorze" jako alibi dla działań podpowiadanych im przez prymitywne instynkty i niezaspokojoną żądzę rywalizacji.

Kluczowy dla filmu konflikt nie jest w tym kontekście niczym innym niż pojedynkiem dwóch samców, którzy osobno dają się lubić, lecz w momencie konfrontacji eksponują swe absolutnie najgorsze cechy. Wszystko to dzieje się, oczywiście, pod czujnym okiem mediów dostrzegających w sporze chrześcijanina i muzułmanina wymarzony "breaking news". Kłopot w tym, że krytykując środki masowego przekazu, Doueiri w pewnym sensie wpada we własne sidła. W miarę eskalacji nieporozumień pomiędzy bohaterami "The Insult" samo staje się bowiem dziełem coraz bardziej populistycznym.

Efekciarstwo libańskiego filmu osiąga swoje apogeum w scenach rozgrywających się na sali sądowej. Stanowiąca sedno filmu sprawa schodzi wówczas na dalszy plan, by ustąpić miejsca słownemu ping-pongowi pomiędzy doświadczonym prokuratorem a ambitną panią prokurator, prywatnie zresztą córką swego adwersarza. Nawet jeśli jednak sceny te stanowią element ewidentnej gry "pod publiczkę", pozostają przynajmniej błyskotliwe i przekonujące. W efekcie "The Insult", choć stracił szansę na okazanie się filmem wybitnym, z całą pewnością pozostał bardzo przyzwoitym kawałkiem kina.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 68% uznało tę recenzję za pomocną (22 głosy).
Piotr Czerkawski
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry