Recenzja serialu

Półbrat (2026)
Alexandra Brodski
Eshref Reybrouck
Jamie Bell
Richard Gadd

Przepraszam, że żyję

Gadd, podobnie jak w swoim poprzednim serialu, sporo mówi o koncepcji męskości, umyślnie pokazując jej dość szerokie spektrum. Niall poszukuje również swojej seksualności, stara się tłumaczyć ją
Przepraszam, że żyję
źródło: Materiały prasowe
Społeczna akceptacja męskich łez zależy od szerokości geograficznej, ale u nas jakby płakać im nie wypada, u nas beczą tylko kozy. Udręczona mina Nialla Kennedy’ego (Jamie Bell) też nie komponuje się ze szkockim podgórzem, niech nikogo nie zmyli odsłaniający łydki kilt. Chłopak, a potem i mężczyzna, balansuje na krawędzi nerwowego załamania, dusi smutek i zagubienie. Nie znajdują one ujścia ani przez kanaliki łzowe, ani przez cewkę, kiedy poszukuje siebie, raz szlochając komuś na ramieniu, raz wypatrując po parkingach chętnych na szybki numerek. Bo to niemalże stereotypowy wrażliwiec, bystry chłopak cierpiący na chroniczną introspekcję, której nie wyleczą mijające lata. Swoistą emanacją brakującego kawałka ego Nialla jest jego przyszywany brat "z innego romansu", Ruben (Richard Gadd), który nie zna płaczu, tylko wściekłość. To już mężczyzna na schwał, taki co potrafi dać po mordzie. Twarz wykrzywia mu permanentny grymas niezadowolenia; bez zastanowienia rzuci mięsem do nauczyciela i nikomu nie da sobie wejść na łeb. Za to na głowie Nialla uwił przytulne gniazdko.
 


Obejmujący wyimki z czterech dekad "Półbrat" (tytuł oryginalny, "Half Man", wydaje się trafniejszy, odzwierciedla bowiem dominujący tu motyw niekompletności) jest zbiorem obrazków nie tyle z różnych chwil życia Nialla i Rubena, co z kluczowych momentów ich relacji. Ramą fabularną jest ślub tego pierwszego. Na pierwszy rzut oka uroczystość staje się areną zderzenia dawnych i obecnych animozji, a być może pojednania, trudno to ocenić przynajmniej do pierwszego ciosu, jaki pada na ekranie. Ogółem toksyczna, braterska relacja między bohaterami jest trudna do rozgryzienia, ale na pewno przemocowa. I choć to Ruben jest w niej dominujący, nie sposób odebrać sprawczości Niallowi; to on często decyduje o przestawieniu zwrotnicy, o kierunku, który obierze przyszłość. Czasem trudno powiedzieć, kto tu kogo modeluje.

Ale na tym zasadza się sprawność scenariusza napisanego przez Richarda Gadda, autora słynnego "Reniferka", który odgrywa także rolę Rubena. Fragmentaryczna i dozowana w ratach opowieść, przedstawiona głównie z perspektywy Nialla, każe nam uzupełniać narracyjne luki według tego, co zostało już podrzucone niczym okruchy. Uzależnieni i skazani jeden na drugiego bracia działają na siebie destrukcyjnie, mimo że role kata i ofiary wydają się jasno określone. Niall to przykład człowieka uwięzionego we własnym ciele i głowie, który chciałby mieć choć odrobinę anarchistycznej, dionizyjskiej energii Rubena. Czego pragnie ten drugi, trudno orzec, bo jest on ciągle pokazywany jako rewers, jako opozycja, jako siła chaotyczna i chimeryczna. Niedookreślenie Rubena, sprowadzenie go wyłącznie do instynktów, to cokolwiek kontrowersyjna decyzja scenariuszowa Gadda. Ale była chyba konieczna. Korzysta na tym sam Niall, to on jest tu zniuansowany, złożony; brat służy mu jedynie jako lustro, w którym ten się przegląda. I może o to chodziło, wszak tytuł jest przecież w liczbie pojedynczej, nie w mnogiej.


Gadd, podobnie jak w swoim poprzednim serialu, sporo mówi o koncepcji męskości, umyślnie pokazując jej dość szerokie spektrum. Niall poszukuje również swojej seksualności, stara się tłumaczyć ją sobie i innym. Na tym także polega jego osobisty dramat: na ciągłym niedookreśleniu, niemożności wypełnienia siebie od stóp do czubka głowy jasno sprecyzowanym "ja". Może dlatego Ruben jest mu niezbędny – jako przedłużenie lęków i ambicji, uosobienie wszystkiego, czym chciałby być i czym bałby się stać. Przy wszystkich tych warstwach serialu wydaje się on jednak miejscami przerysowany i dociśnięty aż zbyt mocno, jakby Gadd nie dowierzał swojemu materiałowi i chciał się upewnić, że wyciśnie z nas dokładnie te emocje, jakie sobie w danej scenie założył. To taktyka godna Rubena, chciałoby się powiedzieć. Jest w tym jednak metoda, bo "Półbrat" to telewizja o niesłychanej intensywności, umyślnie frustrująca, która co parę scen każe zacisnąć mocniej pięści i zazgrzytać zębami. A może nawet i uronić łezkę. Przecież każdemu przystoi. Nawet Rubenowi.
1 10
Moja ocena serialu:
8
Krytyk filmowy i tłumacz literatury. Publikuje regularnie tu i tam, w mediach polskich i zagranicznych, a nieregularnie wszędzie indziej. Czyta komiksy, lubi kino akcji i horrory, tłumaczy rzeczy... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?