Recenzja gry Monster Hunter: World - Iceborne (2019)

Zima nadeszła

Z wielkim podziwem patrzę na wszystkie gry multiplayer, które są w stanie zjednoczyć wokół siebie rzesze graczy i przenieść zaangażowanie społeczności na nieco wyższy poziom. Niezależnie od tego, ...
Filmweb sp. z o.o.
Z wielkim podziwem patrzę na wszystkie gry multiplayer, które są w stanie zjednoczyć wokół siebie rzesze graczy i przenieść zaangażowanie społeczności na nieco wyższy poziom. Niezależnie od tego, czy mówimy tu o typowym MMO jak "Warcraft", czy też takich tytułach, jak "Destiny 2" lub "The Division 2". Ludzie spędzają ze sobą czas online, mają wielką frajdę z wykonywanych zadań i chcą sobie pomagać. Taką perełką od zeszłego roku jest dla mnie "Monster Hunter World". Gra-moloch zdolna wypełnić mi blisko 200 godzin, a w której nadal czuję się małą płotką w porównaniu z osławionymi Japończykami, którzy tej serii oddają całe swoje życie. Nadszedł jednak czas, by wejść o poziom wyżej, bo oto Capcom raczy graczy ogromnym dodatkiem "Iceborne", który robi im z tyłków jesień średniowiecza.

photo.title

Społeczność już od dawna domagała się implementacji do "World" mistycznego G-ranka, rangi mistrzowskiej oferującej najlepsze bronie, najwykwintniejsze zbroje i najwyższy poziom trudności. Musieliśmy na to czekać 1,5 roku, ale w końcu doczekaliśmy się. Twórcy przygotowali dla graczy nowe lokacje, które rozmiarami w żaden sposób nie ustępują tym z podstawowej wersji gry. By się do nich dostać, musimy pokonać finałowego bossa "World", czyli niszczycielską Xeno’jivę.
Od pierwszych kroków postawionych w Szronistych Brzegach wiedziałam, że najłatwiejsze już za mną i zaczyna się droga przez mękę. Śnieg utrudniający poruszanie, konieczność rozgrzewania kończyn specjalnym napojem i nieznane wcześniej strachy czające się pośród targanych wyjącymi wiatrami szczytów. Ułatwienia, które wcześniej ignorowałam z czystego lenistwa, nagle stały się moim największym sprzymierzeńcem. Posiłki u koleżkotów, dobieranie odpowiednich klejnotów w gniazdach zbroi oraz przede wszystkim pozbycie się ciężkiego młota na rzecz lżejszego i zwinniejszego miecza z tarczą.

Wszystko po to, by przetrwać starcie z dwudziestoma siedmioma nowymi potworami. I tu zdaje się po raz kolejny Capcom posłuchał błagań fanów serii i zaoferował im mocną jazdę bez trzymanki. To tak, jakbyśmy odsłuchiwali składankę z najukochańszymi utworami i z każdą kolejną piosenką przeżywali mocniejsze spazmy radości. Nargacuga, Zinogre, Tigrex, Barioth – te nazwy nic nie powiedzą nowicjuszom, za to wielbicieli MonHuna przyprawią o szybsze bicie serca. Dodatkowe wrażenia zapewnią również podgatunki stworzeń znanych z podstawki. Przyzwyczailiście się do trujących wyziewów Pukei-Pukei? To się odzwyczaicie, bo jego koralowa wersja wyrzuca z ogona wrzątek pod ciśnieniem. Bieluniowaty Paolumu rozpyla na polu bitwy gaz usypiający, który następnie podmuchami swoich błoniastych skrzydeł kieruje w stronę gracza. Z kolei Wrzeszcząca Legiana w napadzie agresji zamraża gracza soplami lodu. To tylko kilka niespodzianek, które przygotowali dla wojowników twórcy. Wszystko jest tu lepsze, większe i bardziej niebezpieczne.

photo.title

Na graczy czeka nie tylko nowy, rozległy wątek fabularny, ale i dziesiątki, jeśli nie setki unikatowych zadań do wykonania. Zajmiemy się nie tylko eksploracją nowej, nieznanej krainy, ale wrócimy też to wcześniejszych lokacji, by rozwiązać zagadkę migrujących gatunków. Nie jesteśmy kompletnie osamotnieni w tej walce. Jak najbardziej możemy zdecydować się na polowanie solo, jednak zostawiłabym je tym wytrawnym, zaprawionym w bojach wyjadaczom, gdyż agresja potworów jest na tyle wysoka, że nietrudno tu o śmierć. Tryb online zaś działa bez żadnych problemów i znalezienie graczy chętnych do pomocy jest bardzo łatwe. Części wykrawane na poczet nowego ekwipunku są przyznawane indywidualnie, więc nie ma sytuacji konfliktowych z wykradaniem i wykłócaniem się o zdobycze.

Większość wytwarzanych przez nas broni zyskuje dodatkowe kombinacje ataków, a nowym, niezastąpionym kompanem stanie się linka z hakami, dzięki której błyskawicznie doskoczymy do potwora, by zadać mu mocne obrażenia. Nagle odcinanie ogona Anjanatha staje się banalnie proste. Aczkolwiek, należy mieć baczenie na zachowanie potwora – to, że do niego doskoczymy, nie zawsze oznacza sukces. Złe wymierzenie szybko skończy się wdeptaniem w ziemię.

Gra przynosi też mniejsze aktywności. Możemy dekorować swój pokój, zabawimy przy generującej przedmioty maszynie parowej, a w wolnej chwili udamy się w dzicz ze świeżo zdobytym aparatem. Dzięki niemu, niczym rasowy fotograf National Geographic, uchwycimy najbardziej spektakularne meandry tego dzikiego świata. Brakuje tylko głosu Krystyny Czubówny w tle.

photo.title

"Monster Hunter World Iceborne" to bez wątpienia przykład tego, jak powinno się przygotowywać dodatki do gry. Zdobywanie koron powiązanych z potworami oraz wypracowanie najbardziej wydajnej kombinacji oręża i pancerza nie pozwoli na chwilę nudy i spokojnie wystarczy na nadchodzące powolnymi krokami długie, zimowe wieczory. Zwłaszcza że twórcy, wzorem modelu wypracowanego przy podstawce, już zapowiedzieli pierwsze bezpłatne rozszerzenie do lodowego dodatku. Nic więc dziwnego, że seria, do tej pory miłowana głównie przez Japończyków, znalazła swoje miejsce w sercach osób, którym nie było wcześniej za pan brat z tym gatunkiem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (2 głosy).
Anna Rogala
ocenia tę grę na:
1 10 9/10 rewelacyjna
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię