Recenzja filmu Bad Boy (2020)
Patryk Vega

Druga liga

W "Bad Boyu" Królikowski (kojarzony dotąd głównie z ról malowanych chłopców w stylu "Bodo" albo Beksy z "Miasta 44") przechodzi równie radykalną metamorfozę. Jako buzujący testosteronem, ścigany ...
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
  • recenzja kinowa Bad Boy (2020)
Patryk Vega wybrał przedziwny sposób promocji "Bad Boya". Tuż przed premierą reżyser wyruszył na tournée po mediach, zapowiadając, że dopiero następne dzieło będzie "pierwszym prawdziwym filmem w jego życiu". Jak w takim razie powinniśmy traktować poprzednich 14 tytułów w dorobku twórcy "PitBulla"? Jako wprawkę? Żart? Odhaczone pozycje w biznesplanie? Ciekawi mnie także, dlaczego Vega zdecydował się nagle przywdziać wór pokutny. Czy bezlitosna samokrytyka jest jedynie elementem nowego wizerunku uduchowionego ascety, czy też wynika ze szczerej refleksji, iż dotychczasowa formuła jego kina wyczerpała się? Oglądając "Bad Boya", a także zeszłoroczną "Politykę", trudno pozbyć się wrażenia, że autor "Botoksu" stracił impet. Gdyby nie Antoni Królikowski, nowy film dostarczałby tyle samo emocji co mecz ligi okręgowej.

photo.title

Od czasów debiutanckiego "PitBulla" Vega daje kolejnym aktorom szansę na ucieczkę z niewygodnych szufladek. To dzięki niemu Andrzej Grabowski z Ferdynanda Kiepskiego przeobraził się w twardego aspiranta Gebelsa, a Maja Ostaszewska - gwiazda elitarnych przedstawień Warlikowskiego i Jarzyny - podbiła serca masowej widowni jako luksusowa dresiara Olka. W "Bad Boyu" Królikowski (kojarzony dotąd głównie z ról malowanych chłopców w stylu "Bodo" albo Beksy z "Miasta 44") przechodzi równie radykalną metamorfozę. Jako buzujący testosteronem, ścigany przez upiory przeszłości stadionowy chuligan Pablo aktor rozsadza ekran drapieżną charyzmą. Jego bohater to bezwzględny self-made man, który siłą woli i ciężkimi pięściami toruje sobie drogę na szczyt. Kiedy trzeba, rozwiąże problemy małżeńskie piłkarza przy pomocy młotka albo ukartuje wielomilionowy biznes z handlarzami narkotyków. Dzielnie sekunduje mu Piotr Stramowski w nietypowej dla siebie roli herszta kibolskiej bandy, któremu substancje psychoaktywne zrobiły z mózgu krupnik.

photo.title

Niestety, nawet popisowe kreacje obu panów nie są w stanie odwrócić uwagi od niedogotowanego, nużącego scenariusza. OK, produkcje Vegi nigdy nie były warsztatowymi diamentami, ale ratowały je - przynajmniej w moich oczach - reżyserski zapał oraz urok obscenicznego kina eksploatacji. Nie wiedzieć czemu, w "Bad Boyu" do Vegańskiego kociołka dorzucono "Księcia" Machiavellego, biblijny motyw Kaina i Abla, a nawet wątek rozwiedzionej pary próbującej ponownie zbliżyć się do siebie po tragicznej śmierci dziecka. Niestety, próby uszlachetnienia niewyszukanej konwencji uwypukliły jedynie wszystkie słabości stylu Vegi: grepsiarstwo, niechlujną realizację, bezradność w kreowaniu pogłębionych, wiarygodnych psychologicznie postaci. Z powodu tej ostatniej cierpią zwłaszcza Maciej Stuhr i Katarzyna Zawadzka - on jako emocjonalnie pokiereszowany stróż prawa, ona w roli prawniczki rozdartej między poczuciem obowiązku a miłością do Pabla. 


Jeśli liczyliście na to, że "Bad Boy" wzbogaci Waszą wiedzę na temat patologii w świecie polskiej piłki nożnej, możecie liczyć dalej. W optyce Vegi rodzimy futbol  niewiele różni się od służby zdrowia z "Botoksu" albo środowiska partyjnych działaczy z "Polityki". Moralność poszła w diabły, wszystkim rządzi kasa, a ludzie dzielą się na złych i jeszcze gorszych. Nawet chuligańska solidarność oraz żarliwe przywiązanie do barw klubowych, które początkowo wydają się tu substytutem biologicznej rodziny, ostatecznie okazują się pustym symbolem. Unia broni, Unia radzi, Unia w końcu cię wysadzi.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (70 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie