Recenzja filmu Czarownica 2 (2019)
Joachim Rønning

Rogata dusza

Stojący za kamerą Joachim Rønning, do tej pory kojarzony głównie jako współreżyser "Piratów z Karaibów: Zemsty Salazara", potwierdza swój status solidnego rzemieślnika. Udaje mu się stworzyć ...
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
Dekady podejmowania złych decyzji, naiwnego ulegania wpływom i biernego czekania na ratunek zagwarantowały księżniczkom Disneya status słodkich idiotek. Na szczęście coraz mocniej słyszalny głos ruchów feministycznych przekonał medialnego giganta do stworzenia bohaterki, która zamiast liczyć na pomoc księcia, weźmie sprawy we własne ręce. Tak powstała "Czarownica" — alternatywna wersja baśni o śpiącej królewnie ze zjawiskową Angeliną Jolie w tytułowej roli. Twórcy zdecydowali się na znaczące zmiany w stosunku do oryginału, skupiając uwagę nie na złotowłosej Aurorze (Elle Fanning), lecz odpowiedzialnej za jej nieszczęście Diabolinie.

photo.title

Pomysł ten mógł wydawać się ryzykowny, jednak osadzenie historii w szerszym kontekście pozwoliło nie tylko pokazać ludzką twarz postaci do tej pory przedstawianej jednoznacznie jako czarny charakter, ale także stworzyć nową jakość — baśń odważnie wyłamującą się ze schematów, do jakich przyzwyczaiły nas klasyczne animacje. Punktem wyjścia do dalszych losów Aurory i jej niezwykłej opiekunki jest moment, który zwyczajowo kończy opowieści o księżniczkach: książę Filip (Harris Dickinson) prosi dziewczynę o rękę. Nie myślcie jednak, że wszystko pójdzie gładko. Zanim młodzi będą mogli cieszyć się długim i szczęśliwym życiem, przyjdzie im zmierzyć się z dworskimi intrygami, zaś zaufanie Aurory do Diaboliny jeszcze raz zostanie wystawione na próbę.


Stojący za kamerą Joachim Rønning, do tej pory kojarzony głównie jako współreżyser "Piratów z Karaibów: Zemsty Salazara", potwierdza swój status solidnego rzemieślnika. Udaje mu się stworzyć efektowne widowisko, ale nie traci z oczu istoty historii. Znacząco rozbudowuje świat przedstawiony, uchylając rąbka tajemnicy, jaką owiane dotąd było pochodzenie potężnej strażniczki Kniei. W ten sposób wprowadza do dzieła trochę egzotyki, trzyma się jednak sprawdzonego przepisu na udaną kontynuację. Sceny walk punktuje humorem, a do bohaterów odnosi się z ciepłą ironią — choćby wówczas, gdy posągowej i władczej Diabolinie każe ćwiczyć przed taflą wody uprzejme uśmiechy i pełne pokory dygnięcia.


Choć gatunkowo obie części "Czarownicy" są spokrewnione z innymi disneyowskimi adaptacjami utworów Charlesa Perraulta czy braci Grimm, seria ta wyróżnia się nieszablonowym podziałem przypisanych bohaterom ról kulturowo-społecznych. Twórców nie interesuje powielanie typowych dla klasycznych baśni konserwatywnych schematów, każącym księżniczkom ładnie wyglądać i motywować męskich protagonistów do działania. Tym samym to Diabolina, Aurora i Ingrith (Michelle Pfeiffer) są prawdziwymi władczyniami i wojowniczkami. Mężczyznom w najlepszym razie pozostaje pełnić funkcję ich doradców lub… pod wpływem klątwy zapaść w sen głęboki niczym śmierć.

Takie odwrócenie porządku genderowego może oczywiście razić przywiązanych do tradycji widzów. Nie wydaje się jednak, aby był to zabieg podyktowany wyłącznie chęcią przypodobania się odbiorcom o bardziej liberalnych poglądach. Jak na porządną baśń przystało, "Czarownica 2" nie ogranicza się do dostarczania rozrywki. Nawet jeśli płynący z niej morał w jakimś stopniu powiela prawdy przekazane nam w pierwszej części (rogi i czarne skrzydła wcale nie muszą być atrybutem złej czarownicy), to niesie ze sobą jeszcze jedną naukę, której wartość jest nieoceniona: pokazuje dziewczynkom i młodym kobietom, że mają tę moc.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 51% uznało tę recenzję za pomocną (55 głosów).
Ewelina Leszczyńska
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)