Recenzja filmu

El Pasado (2007)
Hector Babenco

Wojna płci

Obejrzałem "Pasado" tylko i wyłącznie ze względu na Gaela w roli głównej. On jest tak idealny, że mógłbym patrzeć na niego godzinami. W tym filmie jednak, jego uroda osiąga pewną dozę absolutu, ...
Obejrzałem "Pasado" tylko i wyłącznie ze względu na Gaela w roli głównej. On jest tak idealny, że mógłbym patrzeć na niego godzinami. W tym filmie jednak, jego uroda osiąga pewną dozę absolutu, m.in. dlatego, że ma długie włosy (w "Mamucie" miał krótkie i wyglądał nieporównywalnie gorzej). I wydaje mi się, że reżyser był zakochany w urodzie Gaela tak samo jak ja. Sprawdziłem, koleś ma żonę, ale może jest krypto gejem, albo po prostu podoba mu się Gael w sensie obiektywnym. Moja koleżanka napisała mi kiedyś, że "on się każdemu podoba". Wydaje mi się, że coś w tym jest. Ale wracając do sedna, każde ujęcie wydaje mi się po prostu stworzone, by pokazać jego piękną twarz. Raz płacze, raz ćpa, raz odbywa stosunki ze swoimi kolejnymi żonami, raz po prostu się cieszy. Ale przez większość filmu chodzi zamyślony. I wtedy wygląda najlepiej. Operator filmuje go w otoczeniu wystudiowanych kadrów jak posąg. Jak archetyp boga seksu. Najlepiej wygląda w bluzie z kapturem, chociaż wrażenie robi też jako zaćpany żul. Ogólnie film wydaje się ukrytym peanem na cześć "mexican hottie", jak piszą o nim na perezezhilton.

Tym bardziej, że i sama fabuła umieszcza go w środku historii. Obok niego przewijają się kolejne żony, ale najważniejsza okazuje się ta pierwsza. Bohater uświadamia sobie, że od przeszłości nie da się uciec. I że tak jak w piosence Placebo, przeszłość dopadnie cię, mimo że będziesz uciekał ile sił w nogach. Tak więc temat troszkę Emo. A Gael gra takiego brutalnie doświadczonego przez życie Emo – chłopca. Z tym że chłopiec jest już dorosły, a zachowuje się czasami jak małe dziecko. Jest trochę głupiutki, pasywny i nie - asertywny. Nie potrafi zrozumieć, że jego życiem do końca będzie rządzić ta pierwsza, straszna jędza z problemami psychicznymi. Zrujnuje jego kolejne żony i nawet syna.

Film jest tak naprawdę zakamuflowaną i bardzo subtelną wariacją w okół starego jak świat tematu - jak baba może zniszczyć życie facetowi, w którym jest zakochana. Jest to w prostym znaczeniu historia ślepej i chorej, platonicznej miłości. Ona jest trochę psychopatką. Do tego wyraźnie wyuzdaną seksualnie (zresztą, która baba nie byłaby łasa na wdzięki Gaela). Ona jest wampirem, a on jest ofiarą chorej miłości. Uwikłany w wyniszczający związek, którym kobieta omota go niczym smyczą. Chorą smyczą. Film wydaje się więc takim "Mrocznym przedmiotem pożądania", z tymże tam było więcej śmiechu, a tu nie ma go wcale. Jest śmiertelnie poważnie, a chwilami nudno. Ale nudę rekompensuje w pełni obecność i znakomita gra Gaela. Jego kolejne żony są zaś do siebie zaskakująco podobne wizualnie. Przyznam się, że przez kilkanaście minut myślałem, że druga to pierwsza... Nie wiem, czy to świadomy zamysł reżysera. Być może tak. Być może potajemnie chciał film wznieść na poziom metafory. Metafory walki płci.

"Pasado" jest więc opowieścią o wojnie płci, przeszłości determinującej przyszłość i kobiecie modliszce, która omotała biednego Gaela. Podlana sosem artystowskiej nudy i pretensjonalności, jednak koniec końców miła w odbiorze. Co by jednak było, gdyby nie magnetyzm Gaela? Chyba jakaś argentyńska telenowela... Popatrzcie, zrymowało się. Ale faktem jest, że to ON ratuje i ciągnie ten film. Że bez niego, bez jego zjawiskowego piękna i odważnej, ekspresyjnej gry aktorskiej, bez jego wyrazistości, nie byłoby tak dobrze, jak jest. Reżyser postawił na talent i zmysł artystyczny gwiazdy "Babel" i się nie zawiódł. Rola była trudna i wymagająca, a aktor ani na chwilę nie skrewił. To jest film Gaela. Tylko i wyłącznie. Nie nastawiajcie się na więcej.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
33% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
Udostępnij: