Recenzja filmu

Gniazdo (2020)
Sean Durkin
Jude Law
Carrie Coon

Kino thatcherowskiego niepokoju

"Gniazdo" doskonale sprawdza się jako nieoczywisty film o thatcheryzmie, patrzący na tamtą epokę z zupełnie innego punktu widzenia niż historie o strajkujących górnikach. W "Gnieździe" widzimy ...
Kino thatcherowskiego niepokoju
O’Harowie, Alison i Rory, wydają się żyć w spełnionym amerykańskim śnie: dwoje dzieci, domek za miastem, widoczny finansowy dobrobyt. Pewnego dnia Rory komunikuje jednak żonie, że dłużej tak nie da rady. Że w Stanach niczego więcej już nie osiągnie, że musi wyjechać i zacząć na nowo. Rodzina O’Harów przenosi się więc do Wielkiej Brytanii – skąd Rory przybył przed laty za ocean. Mężczyzna wynajmuje pod Londynem stary dwór, zapisuje syna do ekskluzywnej szkoły i podejmuje ponownie pracę w firmie z londyńskiego City. Rory jest przekonany, że wie, jak szybko zbić w niej fortunę, która pozwoli jego rodzinie umiejscowić się w świecie angielskiej klasy wyższej, gdzie O’Harowie na razie pozostają oczekującymi w przedpokoju aspirantami.


W rolę Rory'ego mistrzowsko wciela się Jude Law. Biorąc pod uwagę rolę w serialu "Dzień trzeci", trzeba powiedzieć, że aktor ma tej jesieni chyba swój najlepszy sezon. W "Gnieździe" przekonująco buduje postać miotającego się i miotanego sprzecznymi pragnieniami mężczyzny. Niezdolnego znaleźć sobie miejsca ani w Stanach, ani w Anglii; nienależącego już do klasy, w której się urodził, ale ciągle nie do elity, do której aspiruje; szukającego kolejnego genialnego pomysłu na wzbogacenie się. Im lepiej poznajemy Rory'ego, tym więcej wiemy o kłamstwach, na jakich oparł własne życie; o tym, jak często bierze on swoje pragnienia za rzeczywistość.

Miotanie się Rory'ego rozgrywa się w bardzo konkretnym miejscu i czasie: thatcherowskiej Wielkiej Brytanii z połowy lat 80. Rory wraca na Wyspy tuż przed tzw. Wielkim Wybuchem w City – jak powszechnie nazywa się pakiet deregulacji przyjętych przez rząd Thatcher w 1986 roku. Wielki Wybuch radykalnie przeorał City, podpiął je pod przepływy globalnych finansów, zmiótł wiele starych, szacownych instytucji finansowych, sprawił, że Londyn w bardzo krótkim czasie stał się drugim po Wall Street centrum finansowym świata. Kto wyczuł wtedy dobrze rynek, miał wiedzę i szczęście, był w odpowiednim miejscu i czasie, mógł faktycznie błyskawicznie zrobić fortunę. Szczęście, jak jednak wiemy, potrafi być kapryśne.

"Gniazdo" doskonale sprawdza się jako nieoczywisty film o thatcheryzmie, patrzący na tamtą epokę z zupełnie innego punktu widzenia niż historie o strajkujących górnikach. W "Gnieździe" widzimy thatcheryzm jako rewolucję atakującą nie tylko związki zawodowe czy państwo opiekuńcze, ale także cały oswojony kształt powojennego brytyjskiego społeczeństwa z jego wyraźnymi podziałami klasowymi. Rewolucja Thatcher otwiera szanse na przebicie się na szczyt ambitnym, zdeterminowanym jednostkom "z dołu". Rory, jako outsider z irlandzkim nazwiskiem i proletariackim pochodzeniem, próbujący dostać się do zamkniętego klubu brytyjskiej elity, jest modelowym dzieckiem tych zmian. W jego historii widzimy zarówno odpowiedź na pytanie, dlaczego obietnica Żelaznej Damy mogła być atrakcyjna dla tak szerokich mas społecznych w kolejnych wyborach, jak i wpisane w nią sprzeczności i ograniczenia.

Reżyser i scenarzysta Sean Durkin opowiada tę historię, sięgając po nieoczywiste filmowe konwencje. "Gniazdo" wygląda często jak film grozy. "Gotycki" dwór pod Londynem, gdzie zamieszkują O’Harowie, mógłby idealnie posłużyć jako sceneria do którejś z produkcji studia Hammer. Od początku czujemy, że coś z tym miejscem jest nie tak, że najpewniej skrywa mroczną tajemnicę. Nie zdziwiłoby nas, gdyby w jednej z jego mrocznych komnat straszyły duchy lub inne upiory. 


Jednak jedyne widmo, jakie ostatecznie nawiedza O’Harów, to widmo bankructwa i rozpadu rodziny, do których prowadzić zaczyna nieodpowiedzialne zachowanie Rory'ego. Główną oś narracyjną "Gniazda" stanowi dramat małżeński, walka bezkrytycznie podążającego za własnymi marzeniami i złudzeniami mężczyzny i jego twardo stąpającej po ziemi małżonki. Ten konflikt nie wybrzmiałby tak mocno, gdyby Carrie Coon nie stworzyła na ekranie kreacji przynajmniej równie mocnej jak ta Lawa.

Alison i Rory reprezentują dwie odmienne ekonomie. Rory – ekonomię spekulacji i akumulacji, globalnych przepływów kapitału, coraz bardziej oderwanych od zaspokajania jakichkolwiek realnych potrzeb. Alison – ekonomię opieki i troski: codziennej, podstawowej pracy, umożliwiającej trwanie każdej rodziny i społeczeństwa. W latach 80. prawie cały świat dał się uwieść "ekonomii Rory'ego". Dziś, po wielkim kryzysie sprzed dekady, w środku kolejnego wywołanego przez pandemię, chyba zaczyna się doceniać tę reprezentowaną przez Alison. Odtwarzana przez Coon postać wyrywa ten znakomity film z historycznych kontekstów, wpisuje go we współczesne debaty i nadaje mu jak najbardziej realne dla współczesnych widzów stawki  – wszyscy musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zorganizujemy świat raczej według recepty Rory'ego czy Alison.  
1 10
Moja ocena:
8
Jakub Majmurek
Filmoznawca, politolog, eseista. Pisze o filmie, sztukach wizualnych, literaturze, komentuje polityczną bieżączkę. Członek zespołu Krytyki Politycznej. Współautor i redaktor wielu książek filmowych,... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
82% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (39 głosów).
Udostępnij: