Recenzja filmu

Nienarodzony (2009)
David S. Goyer
Odette Annable
Gary Oldman

W królestwie ślepców, jednooki jest królem

Ale to już było... Takie wrażenie towarzyszyło mi, gdy oglądałem nowy horror powstający pod okiem Michaela Baya jako producenta. Egzorcyzmy są przerażające same w sobie - nie da się temu ...
Ale to już było... Takie wrażenie towarzyszyło mi, gdy oglądałem nowy horror powstający pod okiem Michaela Baya jako producenta. Egzorcyzmy są przerażające same w sobie - nie da się temu zaprzeczyć, nie trzeba więc przesadzać z mistycyzmem czy okultyzmem, by podnieść je do rangi szatańskiego arcydzieła. Co więc stało się w filmie "Nienarodzony"?

Wprowadzenie akcji rozwija się bardzo typowo dla gatunku. Zaczyna się od przedstawienia bohaterów, a następnie karmi widza kęs po kęsie elementami "nawiedzonego" wątku przewodniego. Życie Casey Beldon (Odette Yustman) bez skrupułów i ostrzeżenia stało się sennym koszmarem. Jak przystało na nękaną zjawiskami rodem z piekielnego przedsionka, nasza bohaterka rozpoczyna podróż po niewyjaśnionych wydarzeniach z przeszłości. W drodze do mrocznej tajemnicy poznaje swoją babkę i za jej radą znajduje pomoc u rabina Sendaka (w tej roli Gary Oldman).  Zarodek zła, który nękał rodzinę Casey, okazał się mieć początek w czasach holokaustu. Walka z przedstawionym w obrazie Davida S. Goyera  demonem zwanym Dyukiem trwa już od pokoleń, sięga tragicznych wydarzeń w obozie Aushwitz. Przedstawiona duchowość i spirytystyczne wędrówki nie robią jednak oczekiwanego wrażenia. Wszystko sprowadzone zostaje do liniowego, aczkolwiek niepozbawionego mocnych scen horroru.

Gdzie się podziała ta psychologiczna destrukcja, jakiej doświadczyliśmy podczas oglądania "Egzorcyzmów Emily Rose"? To co nas w biblijnej tajemniczości przerażało, przyprawiało o mokry pot na czole w "Nienarodzonym" oglądamy przez komercyjny pryzmat hollywoodzkiej maszynki do robienia pieniędzy. Skrajna prostota i chałturstwo, do których sprowadzono tajemniczość tego fascynującego zjawiska, sprawia, że film jest przeciętny. Jedynie mocne akcenty ratują całość (oprócz pięknej Odette w roli głównej) i przekonują - "jednak warto". Sceny mające zmrozić krew w żyłach spełniają swoje zadanie. Sądzę że niejeden mało wymagający widz zostawi zęby na kubku od coli w kinowej sali...

Mimo wymienionych wad i zalet konkluzja jest prosta - to już było! Wtórność horrorów przeraża, a każda następna próbę remake'u krzyczy o pomstę do nieba. Film polecam więc tylko mniej wymagającym widzom, którzy po prostu chcą podnieść sobie poziom adrenaliny, bo jeżeli ktoś zacznie się doszukiwać drugiego dna, to może nie znaleźć nawet tego pierwszego.
1 10
Moja ocena:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
82% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (38 głosów).
Mam wrażenie, że niekiedy horrory trafiające do szerokiej dystrybucji przyjmują za główny cel promocję wdzięków młodych, pięknych aktorek, a produkcją takich filmów ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 38%