Recenzja filmu

Nienarodzony (2009)
David S. Goyer
Odette Annable
Gary Oldman

Zły dybuk, niedobry

Mam wrażenie, że niekiedy horrory trafiające do szerokiej dystrybucji przyjmują za główny cel promocję wdzięków młodych, pięknych aktorek, a produkcją takich filmów równie dobrze mogłaby się ...
Mam wrażenie, że niekiedy horrory trafiające do szerokiej dystrybucji przyjmują za główny cel promocję wdzięków młodych, pięknych aktorek, a produkcją takich filmów równie dobrze mogłaby się zająć bardzo znana wytwórnia z różowym króliczkiem w logo. W zasadzie taki obrót sprawy jest dla mnie satysfakcjonujący, gdyż wskutek banału, wtórności i niezamierzonej śmieszności każdej kolejnej produkcji podziwianie kobiecych wdzięków staje się jedynym motywem nakłaniającym mnie do zapoznawania się z kolejnymi horrorkami.

Żałuję jednak, że, zwiedziony ponętnym plakatem prezentującym zmysłową aktoreczkę w samej bieliźnie, zdecydowałem się na obejrzenie filmu "Nienarodzony". Niestety Odette Yustman paradowała w seksowych ciuszkach zaledwie w kilku początkowych scenach, by przez resztę filmu bawić się z widzami w udawanie straszenia. Różnica jednak jest taka, że ona za tą zabawę dostała niemałą gażę, a my musieliśmy do tej „frajdy” dopłacić. Spore pieniądze skusiły też zapewne Gary'ego Oldmana, bo nie sądzę, aby uważał to przedsięwzięcie za wyzwanie aktorskie. Swoją drogą, rola rabina w jego wykonaniu była tak plastikowa i śmieszna, że może dowodzić tezy, jakoby kreacja aktorska zależała nie tylko od samego aktora, ale również w ogromnej mierze od scenariusza i od reżysera, który taką rolą dyryguje. Nie chce mi się wierzyć, aby charyzmatyczny, demoniczny policjant z "Leona Zawodowca" zmienił się w bezbarwnego Rabbiego Sendaka w "Nienarodzonym" wskutek nagłego odpływu zdolności aktorskich.

Film ten się opiera, tak jak zazwyczaj ma to miejsca w takich miernych horrorach, na scenariuszu napisanym na siłę, opisującym historię odwołującą się do wierzeń ludowych i bytów pozagrobowych, próbujących dostać się do naszego wymiaru. Taka rozbudowana i pozowana na mistyczną osnowa przeżyć dziewczyny w majteczkach jest w gruncie rzeczy opowiastką nieistotną dla wydarzeń na ekranie. Można od razu włączyć film na scenie finałowej, a i tak będzie wiadomo, o co chodzi. Trzeba po prostu za pomocą egzorcyzmów wypędzić niedobrego dybuka z brzuszka dziewczynki, a wtedy wszyscy (oczywiście ci, którzy przetrwają) będą żyć długo i szczęśliwie.

Chcę na koniec nieco zmienić taki lekceważący ton, gdyż i tak "Nienarodzony" nie jest najgorszym produktem w swojej klasie. W moim prywatnym rankingu uplasował się  znacznie wyżej od choćby "Nieodebranego połączenia", więc jeśli "One Missed Call" spełnił wasze oczekiwania, to tym bardziej nie powinniście zawieść się na "Nienarodzonym".
1 10
Moja ocena:
4
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
38% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (24 głosy).
Ale to już było... Takie wrażenie towarzyszyło mi, gdy oglądałem nowy horror powstający pod okiem Michaela Baya jako producenta. Egzorcyzmy są przerażające same w sobie - ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 82%