"Pan Nikt…" jest nie tylko portretem Rosji, ale też autoportretem człowieka, który wbrew wszystkiemu próbuje zachować wewnętrzną wolność, uczciwość i szacunek do siebie w toczącej zbrodniczą
"Pan Nikt kontra Putin" jest dokumentem dającym niezwykłą szansę, by zobaczyć to, jak wyglądało życie w Federacji Rosyjskiej z dala od centrów Moskwy i Petersburga po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. W kraju, gdzie przepisy karne zabraniają "dyskredytowania" rosyjskich sił zbrojnych, rozpowszechniania "fałszywych informacji" na temat operacji wojennych, a nawet samego używania słowa "wojna" wobec działań podejmowanych w Ukrainie – nazywanych "operacją specjalną" – taki film nie mógłby oficjalnie powstać. By pokazać go światu, jego współtwórca, narrator i bohater Pavel Talankin, musiał wyjechać z Federacji Rosyjskiej. To, co widzimy na ekranie, jest efektem jego współpracy z mieszkającym w Kopenhadze amerykańskim dokumentalistą Davidem Borensteinem.
Made in Copenhagen
Pink Productions
Zanim Talankin wyemigrował z Rosji, pracował jako kamerzysta i organizator szkolnych wydarzeń kulturalnych w szkole podstawowej w Karabaszu, niedużym miasteczku na Uralu. Mieszkał tam w wielkim blokowisku w cieniu huty miedzi, której wyziewy czynią z Karabaszu jedną z najbardziej zanieczyszczonych miejscowości w Federacji Rosyjskiej. Większość tego, co widzimy na ekranie, to materiały nakręcone przez Talankina w szkole; w jego filmie podstawówka, gdzie pracował, zmienia się w mikrokosmos społeczeństwa.
Twórcy pokazują, jak z każdym dniem wojny zaciska się pętla putinowskiego autorytaryzmu. Widzimy, jak ideologia stojąca za inwazją na Ukrainę przenika coraz bardziej do codziennego życia szkoły: nauczyciele tłumaczą dzieciom, czemu Rosja musi "zdenazyfikować" Ukrainę, uczą ich wrogości do Zachodu, przekonują, że dobrze działające społeczeństwo wymaga politycznej i ideologicznej jedności.
Talankin ma talent do obserwacji, a przy pomocy Bronsteina i montażystów aranżuje przygotowany przez siebie materiał w narracyjnie sprawną całość. Twórcom udaje się doskonale pokazać całą galerię postaw szkolnej społeczności wobec nowej ofensywy ideologicznej państwa. Mamy więc np. nauczyciela historii, pełniącego w szkole funkcję kogoś w rodzaju "oficera politycznego", z przekonaniem wsączającego propagandę w głowy uczniów. Gdy Pavel pyta go przed kamerą o ulubione postacie z rosyjskiej historii, ten wymienia stalinowskiego zbrodniarza, szefa radzieckich służb w latach 30. i 40. Ławrentija Berię.
Większość kolegów Pavla ze szkoły na nowe wytyczne reaguje jednak niechęcią. Nawet nie tyle z powodu ich treści, co dlatego, że zakłócają one normalną, zgodną z harmonogramem realizację programu i dokładają nauczycielom pracy. Większość jednak ze zrezygnowaniem poddaje się urzędowym poleceniom; zwycięża konformizm i lęk przed wychylaniem się. Obejmuje on nie tylko nauczycieli, ale i uczniów, coraz bardziej obawiających się kontaktów z coraz gorzej postrzeganym przez szkolne władze kamerzystą.
"Pan Nikt…" jest nie tylko portretem Rosji, ale też autoportretem człowieka, który wbrew wszystkiemu próbuje zachować wewnętrzną wolność, uczciwość i szacunek do siebie w toczącej zbrodniczą wojnę putinowskiej Federacji Rosyjskiej. Dla Pavla problem ten zaczyna się na długo przed 24 lutego 2022 roku. Jak możemy zgadnąć z kilku zawartych w filmie sugestii, Pavel jest osobą nieheteronormatywną – sam potwierdził to w rozmowie z "Sunday Timesem". Jako osoba LGBT+ musiał przez lata żyć w ukryciu w kraju przyjmującym homofobię jako swoją oficjalną doktrynę. Wojna i wojenna ideologia przenikająca coraz bardziej do codziennego życia jeszcze bardziej ograniczają zakres wolności narratora i bohatera filmu.
Mimo wszystko Talankin nie czuje nienawiści do Federacji Rosyjskiej – choć jako nieheteronormatywny, kiepsko opłacany pracownik oświaty mieszkający na blokowisku pod hutą na Uralu jak najbardziej miałby prawo ją czuć. Przedstawia się jako autentyczny lokalny patriota, kochający swoje miejsce na ziemi – jak koszmarne nie wydawałoby się ono obserwatorom z zewnątrz. Ale Rosja nie pozwala mu się kochać, zmusza go do wyjazdu.
Trochę szkoda, że Borenstein i Talankin nie pokazali więcej rzeczywistości sprzed 24 lutego 2022 – tak, by uświadomić widzom nieznającym kontekstu, że w putinowskiej Federacji Rosyjskiej zamordyzm nie zaczął się wraz z "operacją specjalną". To, co widzimy na ekranie, nie powinno też przesłaniać tragedii Ukrainy. Mając to wszystko na uwadze, warto zobaczyć ten film – rzadki dziś przypadek uczciwego filmowego głosu z głębi Federacji Rosyjskiej.
Filmoznawca, politolog, eseista. Pisze o filmie, sztukach wizualnych, literaturze, komentuje polityczną bieżączkę. Członek zespołu Krytyki Politycznej. Współautor i redaktor wielu książek filmowych,... przejdź do profilu