Recenzja filmu

Serce na dłoni (2008)
Krzysztof Zanussi
Bogdan Stupka
Szymon Bobrowski

Polskiego kina stan przedzawałowy

Wydaje mi się, że Krzysztof Zanussi nie może obecnego roku uznać za udany. Jego "Czarne słońce" zbiera średnie recenzje, a, jak miałem okazję przekonać się na własnej skórze, "Serce na dłoni" ...
Wydaje mi się, że Krzysztof Zanussi nie może obecnego roku uznać za udany. Jego "Czarne słońce" zbiera średnie recenzje, a, jak miałem okazję przekonać się na własnej skórze, "Serce na dłoni" również nie zachwyca poziomem artystycznym.  Posługując się narracją polifoniczną opowiada on od początku jednocześnie historię sprzedawcy w supermarkecie, który zostaje wyrzucony z pracy za, jak wydaje się tłumaczyć twórca, odruch serca, oraz obrzydliwie bogatego właściciela sieci supermarketów.  Ten pierwszy nie ma środków na życie ani własnego dachu nad głową, więc w akcie desperacji postanawia skończyć ze sobą. Pisze list do dziewczyny i skacze z mostu. Jego próba kończy się fiaskiem i trafia do szpitala, gdzie poznaje złego do szpiku kości, rozkapryszonego egoistę. Losy obu bohaterów w klasyczny sposób się splatają.  Dalej coś zaczyna się sypać. Historia nie przekonuje, momentami wydaje się naciągana. Łatwo przewidzieć, co za chwilę się stanie. Cała akcja z przeszczepem serca od zdesperowanego, niedoszłego samobójcy ma posmak plastiku oraz jarmarcznej rozrywki. Na pierwszy rzut oka widać, że postawiono głównie na akcję i humor, nie na wiarygodność psychologiczną oraz realizm sytuacji.  Najgorzej jest jednak z końcówką. Kapie z niej lukier, jest mdła i banalna. Odrzuca od siebie moralizatorstwem, łopatologicznie wciskanymi banalnymi treściami oraz przesłaniem stojącym na poziomie morału z dobranocki.  Przemiana bohatera jest strasznie słabo uargumentowana, nie przekonuje do tego stopnia, że budzi uśmiech politowania i bardziej przypomina parodię niż kulturalne, wyważone i przemyślane kino, do jakiego zdążył nas przyzwyczaić Krzysztof Zanussi.  Zakończenie w stylu hollywoodzkim sprawiło, iż nie widziałem, czy śmiać się, czy płakać.  Całość nakręcona jest poprawnie, choć odrobinę niechlujnie, o czym świadczą chociażby widoczne w kadrach mikrofony. Jest lekko i zabawnie. Scenariusz pod względem technicznym napisany jest dobrze. Muzyka niektórymi dźwiękami do złudzenia przypomina tę z "Psychozy". "Serce na dłoni" bawi i podoba się - zupełnie jak muzyka Dody Elektrody - tak nisko upadł Zanussi...  Czy zdoła się podnieść?
1 10
Moja ocena:
2
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
65% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (31 głosów).
Udostępnij: