Recenzja filmu

Twój na zawsze (2010)
Allen Coulter
Emilie de Ravin
Chris Cooper

Nie zapomnij o mnie

Nie ma się co oszukiwać. Zapewne większość widzów wybrała się na ten film ze względu na nazwisko nowego super przystojniaka w obsadzie. Mowa oczywiście o Robercie Pattinsonie, który w przerwach ...
Nie ma się co oszukiwać. Zapewne większość widzów wybrała się na ten film ze względu na nazwisko nowego super przystojniaka w obsadzie. Mowa oczywiście o Robercie Pattinsonie, który w przerwach między kręceniem kolejnych części przerażająco nieudanej "Sagi: Zmierzch" zajmuje się graniem ról, które jak najdalej odbiegają od jego Edwardowego emploi. Sama sięgnęłam po ten film ciekawa, czy Pattinson potrafi cokolwiek zagrać. Muszę przyznać, że zostałam mile zaskoczona.

"Twój na zawsze" jest z pozoru banalną historią miłości Tylera i Ally - dwojga młodych nowojorczyków, którzy na początku XXI w. próbują ułożyć sobie dorosłe życie. Moment zawiązania fabuły jest bliższy raczej komedii romantycznej niż melodramatowi- Tyler zakłada się z kolegą, że umówi się z dziewczyną. Rozwój ich związku oraz wzajemne relacje również posiłkują się schematami komedii. Jednak filmowi cały czas towarzyszy duch zmarłego brata głównego bohatera. Tyler, który buntuje się przeciwko wszelkim wartościom wyznawanym przez swojego ojca, cały czas prowadzi jednostronną korespondencję z nieżyjącym krewnym. Piętno śmierci, ciążące nad życiem nie tylko Tylera, ale i jego rodziny, jak również Ally oraz ojca dziewczyny, sprawia, że "Twój na zawsze" to coś więcej niż kolejny film o pierwszej wielkiej miłości. Jest to obraz przede wszystkim o próbie pogodzenia się z pustką, którą pozostawiają w życiu zmarli najbliżsi i radzenia sobie z ich nieobecnością. Każdy z głównych bohaterów stracił kogoś ukochanego, a z ich śmiercią próbuje sobie radzić na swój sposób. Scenarzyści nikogo tu nie piętnuję, nie wytykają palcem, czyje postępowanie jest bardziej lub mniej właściwe. Prezentują jedynie różne sposoby radzenia sobie z żalem i brakiem bliskich osób, pozwalając widzom samodzielnie zdecydować, czy któraś z prezentowanych postaw, powinna zostać odrzucona. Jednak czy jakikolwiek widz ma moralne prawo do rozliczania kogokolwiek z ich żałoby?

Wydaj mi się, że film jest też apelem o nie zapominanie o naszych zmarłych. Twórcy zdają się przekazywać widzom, że nie należy, razem z ciałem, pogrzebywać wspomnień, bo są one jedyną pozostałością po ludziach, którzy już odeszli. Jednocześnie niedopuszczalne jest zapomnienie o sobie samym: mimo wielkich tragedii nasze życie toczy się dalej i należy zrobić, co w naszej mocy, aby czerpać z niego jak najwięcej.

Jest to trzeci film Allena Coultera, jednak nie znam jego poprzednich produkcji. Wnioskując po "Twój na zawsze" jest on sprawnym rzemieślnikiem, umiejętnie żonglującym konwencją melodramatu, przeplatając ją humorystycznymi wstawkami. Coulter nie zalewa widzów obezwładniającą bohaterów idealną miłością, wręcz przeciwnie: pokazuje, że ich związek nie jest doskonały, co uczyniło go prawdziwszym. Przyczyniło się to do tego, że zakończenie jest autentycznie wzruszające, a nie nadęte czy wymuszone. Dialogi są lekkie i naturalne, a Robert Pattinson i Emilie de Ravin dobrze wypadają w swoich rolach. Zaskoczył mnie szczególnie Pattinson, który po zrzuceniu marmurowej fasady Edwarda Cullena, okazał się niekiepskim aktorem. Może daleko mu jeszcze do doskonałości (scena konfrontacji z ojcem niezbyt mu się udała), ale moim zdaniem jest na dobrej drodze ku temu, żeby w przyszłości zaskoczyć widzów jakąś błyskotliwą kreacją. Szczególnie udanie wyszło mu pokazanie relacji Tylera z jego młodszą siostrą: wyszedł z tego może zbyt idealny, ale jakże piękny i godny pozazdroszczenia, obraz braterskiej miłości.

"Twój na zawsze" to film, od którego nie oczekiwałam zbyt wiele i gdyby nie porażająco nudne, letnie popołudnie pewnie nigdy bym go nie obejrzała. A szkoda, bo wtedy ominąłby mnie niezły obraz, który ma do zaproponowania nieco więcej niż czystą rozrywkę.
1 10
Moja ocena:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
91% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (110 głosów).
Udostępnij:
Co mogę powiedzieć o Robercie Pattinsonie? Że jest przystojny? Dla wielu z pewnością tak. Że jest bożyszczem nastolatek? Naturalnie. Że jest współczesnym Jamesem Deanem? ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 90%