Noga z gazu, Gearsom lżej

Wojenka na tytuły "ekskluzywne" trwa od lat i trwać będzie, lecz choć Xbox wygrywa czasem pojedyncze potyczki, to batalie na prawdziwe blockbustery nie pozostawiają złudzeń: na froncie rządzi i ...
Wojenka na tytuły "ekskluzywne" trwa od lat i trwać będzie, lecz choć Xbox wygrywa czasem pojedyncze potyczki, to batalie na prawdziwe blockbustery nie pozostawiają złudzeń: na froncie rządzi i dzieli PlayStation. Metafory militarne są w tym wypadku jak najbardziej na miejscu, bo mowa o jednej z flagowych serii na konsole Microsoftu, zresztą świetnej, lecz nadal niezdolnej przeprowadzić szturm na pozycje zajmowane przez Sony. Niby popularne "Gearst" to kawał porządnej (ba, nawet bardzo porządnej) roboty, ale nie jest to koń pociągowy zdolny wyprowadzić amerykańską firmę na pierwsze miejsce w tym wyścigu. Nie zmieni też tego i nowa inkarnacja tej serii, która niedawno wylądowała na Xboksie Series X/S, choć to, znowu, kawał porządnej roboty.



Choć dla graczy konsolowych "Gears Tactics" to świeżutki kąsek, komputerowcy zdążyli ograć ten tytuł na wszystkie możliwe sposoby. Co nie znaczy, że przesiadka z PC na Xboxa jest bezcelowa, bynajmniej. Dorzucono tu bowiem nowy tryb kampanii, gdzie do dziarskiej ekipy dołącza JACK, co zmienia sposób rozgrywki i pomaga inaczej zaplanować strategię gry. Latający robot nie ma bezpośredniego zastosowania ofensywnego, lecz potrafi doposażyć naszą drużynę i nafaszerować żołnierzy różnymi umiejętnościami. Nie ma jednak nic za darmo, bo także hordy Szarańczy otrzymały nowe, mocne jednostki potrafiące podobne sztuczki. Poza tym jest to ta sama dobra gra, na Xboxie Series X utrzymująca satysfakcjonujące 4K i 60 klatek. Chyba bezpowrotnie minęły już czasy dziwienia się, jak można ogrywać strategie na konsoli bez myszki i klawiatury, ale wątpiących uspokajam z zawodowego obowiązku: można, jeszcze jak.



Fabuła "Gears Tactics" osadzona jest kilkanaście lat przed wydarzeniami z pierwszej części głównej serii, tuż po Dniu Wyjścia. Sierżant Gabriel Diaz i major Sid Redburn otrzymują zadanie skompletowania oddziału oraz znalezienia i zlikwidowania naukowca Szarańczy odpowiedzialnego za stworzenie kreatur, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć, Ukkona. Brzmi prosto, lecz prosto nie jest, a opowieść snuta między kolejnymi misjami nie jest zapchajdziurą, ale całkiem angażującą bitewną historyjką spójną klimatem z innymi "Gearsami". Zresztą zadbano o to też na poziomie samej rozgrywki, bo broń, umiejętności, przeciwnicy i ich schematy działania są żywcem przeniesione z poprzednich gier, co, mimo całkowitej zmiany mechanik, sprawi, że od razu poczujecie się jak u siebie. A kto nigdy nie miał do czynienia z "GoW", ten nie musi znać ani jednej części, bo nie dość, że to prequel, to jeszcze ze znakomitym samouczkiem. Czyli nie zdążycie zatęsknić za mechaniczną piłą pod lufą i szarżami z bagnetem, to wszystko nadal tutaj jest, tyle że rozpisane na tury. Drugie tyle sztuczek podebrano od serii "X-COM". Zero zdziwienia.



Każda misja, niezależnie, czy likwidujemy oddziały wroga (są też bossowie!), czy ratujemy zakładnika, opiera się na tych samych zasadach. Mamy planszę, oddział dysponujący określonymi punktami akcji (po trzy na żołnierza) i lecimy. Owe punkty pożera nam ruch, atak oraz wyuczone umiejętności, które nabywamy z czasem, zbierając punkty doświadczenia i rozgałęziając przy ich pomocy dość proste drzewko. Taktyka na rympał rzadko się sprawdza, no i nie polecałbym głupiego posunięcia charakterystycznego dla kina grozy, czyli nie rozdzielajcie się zbytnio, bo Szarańcza to nie idioci, tylko szczwane lisy. Gra premiuje jak najefektywniejsze wykorzystanie rysujących się przed nami możliwości, czyli możemy czasem wykręcić naprawdę spore combo, a jedna egzekucja (możliwa do wykonania po osłabieniu przeciwnika), za którą otrzymujemy dodatkowy ruch, pozwoli nam otworzyć drogę do kolejnego bonusu, czasem oddziałującego na innych żołnierzy. Z każdej sytuacji jest wyjście, nie ma co rezygnować, a i zachęca się tutaj do eksperymentowania jeszcze inaczej: nie można stracić postaci ważnych dla fabuły. Jest to i minus, i plus, bo z jednej strony karą za utratę Gabe’a czy Sida jest wycofanie nas do ostatniego punktu zapisu, czyli stresu brak, z drugiej mamy przez to poczucie, że gra toczy się o niską stawkę, bo reszta żołnierzy jest anonimowa i jest ich całe mnóstwo do rekrutacji. Poza tym istotna jest eksploracja pola bitwy, bo znajdziemy tam skrzynie ze sprzętem, które modyfikują nasz ekwipunek i pomiędzy kolejnymi zadaniami kampanii możemy dopakować posiadaną broń.



Mimo owej różnorodności i kampanii o odpowiedniej długości, "Gears Tactics" potrafi chwilami znużyć zarówno nieszczególnie bogatym katalogiem misji, jak i nudną scenografią, a i aspekt, z braku lepszego słowa, ekonomiczny potraktowano po macoszemu. Lecz sama rozgrywka na planszy to czysty miód i nie spodziewałem się, że zdjęcie nogi z gazu się "Gearsom" przysłuży.
1 10
Moja ocena:
7
Bartosz Czartoryski
Krytyk filmowy i tłumacz literatury. Publikuje regularnie tu i tam, w mediach polskich i zagranicznych, a nieregularnie wszędzie indziej. Czyta komiksy, lubi kino akcji i horrory, tłumaczy rzeczy... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Nikt jeszcze nie ocenił tej recenzji $percent% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną ($review.rating.count głosy).
Udostępnij: