Płoń, wiedźmo, płoń

Pewne historie godne są opowiedzenia nawet i po stokroć, zwłaszcza jeśli chodzi o te z założenia straszne. Bo horrorom wybaczamy wszystko to, co filmom z zasady wybaczyć trudno. I tak od lat ...
Pewne historie godne są opowiedzenia nawet i po stokroć, zwłaszcza jeśli chodzi o te z założenia straszne. Bo horrorom wybaczamy wszystko to, co filmom z zasady wybaczyć trudno. I tak od lat oglądamy coraz to nowe wariacje na temat tego samego – czy to duchów, czy zombie, czy morderców z siekierami, podskórnie nawet pragnąc, aby przypadkiem nikomu nie zachciało się eksperymentować ze znajomymi konwencjami. Ekipa z Supermassive Games rozumie to jak mało kto i z owego zrozumienia zrodził się pomysł na ośmioczęściową antologię, której kolejne części mają umyślnie odwoływać się do ogranych sztuczek, jakimi od zarania karmi nas kino.



Podkreślanie filmowego rodowodu serii "The Dark Pictures Anthology" jest konieczne z co najmniej jednej kluczowej przyczyny. Supermassive Games, odkąd dzięki znakomitemu "Until Dawn" odnalazło swoją niszę, produkuje gry posługujące się identycznym językiem co celuloidowe horrory, z pełną premedytacją serwując fabuły przeżute już przez kino. Tyle że z pewnym oczywistym twistem: mamy realny wpływ na dziejące się wydarzenia, nie jesteśmy skazani na wyzłośliwianie się na głupie decyzje z maniackim uporem podejmowane przez bohatera czy bohaterkę; teraz sami możemy z podejmować z premedytacją głupie decyzje. Lecz nie bezkarnie, bynajmniej. Każdy nasz wybór ma bowiem dla fabuły znaczenie, i to nie kosmetyczne, ale rzeczywiste. Kto miał już do czynienia z produkcjami Supermassive Games, ten zdążył się przekonać, że nie są to czcze przechwałki producenta, ale opis stanu faktycznego.



Świeżutkie "Little Hope", wypuszczone na dzień przed Halloween, również oferuje rozmaite ścieżki fabularne, na których wybór mamy zwykle mniej (za sprawą danej kwestii dialogowej) lub bardziej (komu przybiec z pomocą?) doraźny wpływ, choć częstokroć nie sposób przywidzieć, dokąd nas zaprowadzi dana decyzja. Trzeba przyznać, że jest to niezła imitacja instynktownego zachowania się przy zderzeniu z niebezpieczeństwem. Przy ucieczkach czy zmaganiach z przeciwnikami odpalają się sekwencje QTE i to od naszej sprawności zależy, czy zginiemy marnie, czy ocalimy skórę. Poziom trudności znacząco obniżono, moim skromnym zdaniem na niekorzyść, bo "Little Hope" nie wymaga już od nas całkowitej uwagi i ciągłego skupienia, gdyż przed QTE pojawia się stosowne "ostrzeżenie". Dlatego już przy pierwszej rozgrywce bez problemu ocaliłem wszystkich przed mrocznymi siłami trzymającymi kudłatym łapskiem tytułowe opuszczone miasteczko. Lecz, na szczęście, nie tylko o uratowanie całej piątki tutaj chodzi, gdyż zakończenie zależy i od innych zmiennych, a tych jest tutaj na szczęście całkiem sporo.



Niegdyś nieźle prosperujące, nowoangielskie Little Hope ucierpiało przed kilkudziesięcioma laty z powodu gospodarczej zapaści i zamknięcia tamtejszych fabryk, a z samej turystyki wyżyć nie szło. Zwłaszcza że miasteczko ciągnęło zyski ze swojej ponurej przeszłości — miały tam miejsce tragiczne zdarzenia będące odbiciem tych z Salem i Andover. Ludzi topiono, palono na stosie i miażdżono, a zrodzona z jawnej niesprawiedliwości diabelska energia, jak można się domyślić, powraca, aby mścić się na tych, którzy przypadkiem zaplątali się do Little Hope. Nasi pechowcy to ofiary wypadku autobusu, który przewrócił się kawałek od zabitej dechami (i to całkiem dosłownie) mieściny. Są to zagubieni studenci żywcem wyjęci z horroru o nastolatkach, ich starsza zrzędliwa koleżanka i starający się trzymać fason profesor, dla których jedyną, nomen omen, nadzieją jest iść naprzód. A jest dokąd, bo "Little Hope" oferuje bodaj największy jak dotychczas teren do eksploracji, zwykle pustawy, ale jednak konieczny do zwiedzenia, bo historię przeklętego miejsca poznajemy z odkrywanych tu i ówdzie notatek czy gazet. Znaleźć też możemy ilustracje niosące przepowiednie możliwej przyszłości, zawsze mętne, ale jednak udanie budujące napięcie. Nie sposób powiedzieć niczego na temat fabuły, aby jej nie zepsuć, choć już zwiastuny odkrywały, że zamieszkujące Little Hope dusze przeniosą nas o kilkaset lat do tyłu i na własne oczy ujrzymy procesy czarownic, starając się domyślić, kto za nimi stoi. Lecz to nie wszystko, intryga jest tutaj bardziej złożona, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Dość powiedzieć, że fabularnie "Little Hope" to zdecydowanie najmocniejsza propozycja Supermassive Games, lecz jej efekt podporządkowany jest, na dobre i na złe, finałowi. Sprawnie tłumaczy on pewnie koślawości scenariuszowe, wyjaśnia wszystkie nieścisłości i domyka całość, lecz z drugiej strony nie zachęca do powtórnego ukończenia gry. Innymi słowy, mimo dobrej historii, pod kątem gameplayu to chyba najmniej atrakcyjna odsłona "Dark Pictures Anthology" (z wygody zaliczam też do tego zbioru również "Until Dawn"), z uwagi i na nikłe replay value i niski poziom trudności.



Świetne są potyczki ze stworami, nadal fajowo gra się z kimś obok na kanapie albo po drugiej stronie internetowego łącza, a całość wyreżyserowana jest z biglem i jump scares potrafią przyprawić o nagłe palpitacje serca, ale "Little Hope" trudno wygenerować napięcie podczas licznych scen eksploracyjnych. Chyba za bardzo podporządkowano historii — której swoistym lejtmotywem jest poradzenie sobie ze stratą i poczuciem winy — tempo rozgrywki, przez co interaktywność spada tutaj na dalszy plan, czyniąc nas obserwatorami. Jeśli to twoja pierwsza przygoda z "Dark Pictures", dodaj do mojej oceny jedno oczko, bo "Little Hope" na nie zasługuje, lecz jest to swojego rodzaju wyraz mojej niezgody na takie, a nie inne rozłożenie akcentów oraz ułatwienie rozgrywki. A rok 2021 przyniesie kolejny odcinek, "House of Ashes". Do zobaczenia.
1 10
Moja ocena:
6
Bartosz Czartoryski
Krytyk filmowy i tłumacz literatury. Publikuje regularnie tu i tam, w mediach polskich i zagranicznych, a nieregularnie wszędzie indziej. Czyta komiksy, lubi kino akcji i horrory, tłumaczy rzeczy... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
100% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
Udostępnij: