Pytania graniczne

Literackie fundamenty gier wideo przesłania zazwyczaj gmach innych sztuk - najczęściej mieszka w nim kino, czasem znajdzie się miejsce dla komiksu i sztuk plastycznych.  "NieR: Replicant", dla ...
Oceniamy grę "NieR Replicant ver.1.22474487139..."
Literackie fundamenty gier wideo przesłania zazwyczaj gmach innych sztuk - najczęściej mieszka w nim kino, czasem znajdzie się miejsce dla komiksu i sztuk plastycznych. "NieR: Replicant", dla odmiany, chwali się nimi z dumą. Na ekranie przyjmują postać gadającej i lewitującej nad głową bohatera książki, która w komicznym akcie narcyzmu uwielbia cytować samą siebie. Książka, zwana z niemiecka Grimoire Weiss, lubi też opowiadać suche żarty, miotać śmiercionośnymi promieniami i prowadzić krucjatę przeciw złej bliźniaczce, wbrew monolingwistycznej logice zwanej z francuska Grimoire Noir. Witajcie w głowie Yoko Taro, japońskiego mistrza i twórcy arcydzielnego "NieR: Automaty", gdzie kino i literatura, manga i anime, popkultura i pop-filozofia wchodzą ze sobą w nieustanny dialog, zaś forma stara się jedynie nadążyć za ich starciem. 

  

Ponieważ już sam tytuł może wzbudzać egzystencjalny niepokój, postarajcie się dotrzymać mi kroku. "Nier: Replicant ver.1.22474487139..." (uhonorujmy pełny zapis, wraz z wielokropkiem) jest uaktualnioną wersją gry sprzed jedenastu lat, wydanej na japońskim rynku w dwóch pudełkach - jako "NieR: Replicant" na PlayStation 3 oraz "NieR: Gestalt" na XBoksa 360. Na Zachód trafiło wówczas jedynie "Gestalt" (gubiąc zresztą jakikolwiek podtytuł), w którym głównego bohatera "Replicanta", rachitycznego chłopaka walczącego o życie śmiertelnie chorej siostry, zastąpił jej ... ojciec, samobieżny triceps. Być może dlatego, że od J-popu lepiej sprzedawał się wówczas "Conan Barbarzyńca", a od bishonenów woleliśmy ofiary anabolików, któż to może wiedzieć. Istotne jest natomiast to, że "Replicant"/"Gestalt" jest spin-offem zapomnianej serii "Drakengard" oraz duchowym prequelem znanej i kochanej "NieR: Automaty". Zaś omawiany "Replicant ver 2312312323..." nie jest ani remake'm, ani remasterem, ani reinterpretacją oryginału, co oznacza, że jest każdą z tych rzeczy po trochu. Czego nie rozumiecie? 



Mniejsza o chronologię. Tego, co najważniejsze, raczej nie stracicie z oczu - "Replicant" to nie tylko autonomiczna historia, ale i niski próg wejścia w skomplikowane uniwersum Yoko Taro. W przeciwieństwie do popularniejszej "Automaty", utwór nie konfrontuje nas z granicznymi pytaniami transhumanizmu oraz nietzscheańską filozofią bez ostrzeżenia i nie wrzuca w sam środek akcji bez ceregieli. Prolog oraz cała ekspozycja wypełniają tutaj kilkanaście godzin, którym - pomimo dynamicznych walk z tajemniczymi, cienistymi monstrami oraz lekkiej, przygodowej konwencji - bliżej zdecydowanie do kina kontemplacji niż wystawnego blockbustera. Historia siostrzano-braterskiej miłości rozpisana jest na subtelne gesty i dialogi, zaś opowieść o dorastaniu w postapokaliptycznym świecie - na zadania poboczne niewielkiej wagi. Graczom rozmiłowanym w pompatycznym łubudubu, zapewne nie w smak będzie to ślimacze tempo - zwłaszcza, że w początkowych rozdziałach gra wymusza ganianie w tę i nazad po dosłownie kilku lokacjach. Kiedy jednak "NieR" wrzuci drugi bieg, a stawka urośnie do niebotycznych rozmiarów, będziecie dziękować scenarzystom za inspiracje wczesnym Lisandro Alonso, zaś fabularna arytmia i zaskakujące zmiany tempa staną się naraz wyborną strategią narracyjną. To gra jednocześnie kameralna i pompatyczna, eksplodująca akcją i pełna momentów wyciszenia, epicka w skali i liryczna w rysunku bohaterów. Twórcy odkrywają karty bez pośpiechu. W zamian oferują bohaterów o wiarygodnych motywacjach, świat, o który chce się walczyć i opowieść o poszukiwaniu tożsamości - społecznej, religijnej, metafizycznej - która raz po raz prowadzi nas nad otchłań melancholii i rozpaczy, by w ostatniej chwili przypomnieć, że nadzieja umiera ostatnia. 



Jeśli idzie o gatunek, jesteśmy gdzieś na styku tzw. gry akcji (cokolwiek znaczyło to przed dziesięcioma laty) oraz erpega. Systemy walki i rozwoju bohatera w "Replicancie" wydają się krokiem naprzód względem oryginału i zarazem krokiem wstecz względem "Automaty" (w której biliśmy się pod dyktando fachowców z Platinum Games, twórców "Bayonetty", "Vanquisha" i "Astral Chain"). Bohater może korzystać ze sporego arsenału broni białej, Grimoire Weiss (Blanc?) służy za podręcznik zaawansowanej magii, a prosta mechanika uników i bloków zamienia każda potyczkę w efektowny balet. Frajdę z bezbłędnej choreografii psuje nieco żyjąca własnym życiem kamera oraz zawodna detekcja kolizji. A i brak możliwości anulowania szarży oraz uniku w dowolnej klatce animacji nie przeszedłby zapewne przez sito fachowców z Platinum. Nie zmienia to jednak faktu, że przy skomplikowanych i wieloetapowych starciach z bossami nawet proste kombinacje dają mnóstwo satysfakcji, a elastyczność całego systemu widać, gdy przychodzi do nagłych gatunkowych twistów. W jednej chwili "NieR" potrafi być klasycznym slasherem, by po płynnym ruchu kamery i zmianie perspektywy stać się wymagającym twin stick shooterem, prostą platformówką, izometryczną naparzanką albo grą logiczną. 

  

Ponieważ strategia "lepiej późno niż wcale" obejmuje tu rownież mechanikę, z czasem questy robią się coraz ciekawsze, system walki coraz głębszy, zaś uzasadniające istnienie nowej wersji zmiany - coraz jaskrawsze. Są wśród nich zupełnie nowe fabularne ścieżki, anegdoty oraz miniatury wzbogacające kronikę znajomego świata, a także nieodkryte labirynty i rozbudowane względem oryginału lokacje. Wreszcie, jest odpicowana oprawa graficzna, którą - podobnie jak każdy element wersji milion pięćset sto dziewięćset - trudno określić jednym przymiotnikiem. Nazywanie gry remasterem byłoby niesprawiedliwe - zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę jakość oraz ilość nowych tekstur oraz modeli postaci. Mówienie o niej jako o remake'u, przynajmniej w sensie estetycznym (vide "Tomb Raider Anniversary" lub "Resident Evil" na Gamecube), to z kolei nadużycie - zbyt mało tu esencjonalnych zmian. Całość ma nieco staroszkolny look, a i sama gra przypomina momentami owada uwięzionego w bursztynie. Z drugiej strony, nawet najdrobniejsze przesunięcia i nowinki pracują na nową koncepcję estetyczną. Czyni ona świat "NieRa" żywym, oddychającym miejscem - od zielonych równin będących cmentarzyskiem zapomnianej cywilizacji, przez retro-futurystyczne labirynty pełne inteligentnych maszyn, po zbudowane na wysokogórskich graniach, prowizoryczne wioski.

Yoko Taro - podobnie jak inni "wizjonerzy" oraz entuzjaści gatunkowego eklektyzmu - jest facetem, którego łatwo ometkować, dorzucić do panteonu artystowskich dzikusów z burzą piaskową pod czaszką. A jednak "NieR: Replicant", być może w większym stopniu niż jego inne gry, pokazuje, że nawet surrealizmem, groteską czy absurdem musi rządzić intelektualna precyzja. Napędzające grę sprzeczności bez wyjątków działają na jej korzyść, a nad wszelkimi anachronizmami tytułu z podobną metryką da się przejść do porządku dziennego. Zwłaszcza, jeśli szukamy w grach najczystszych emocji oraz filozoficznych evergreenów. Sam Taro, unikający dziennikarzy i ukryty jak zawsze pod maską wyszczerzonego Emila, przekonuje, że szereg cyfr w tytule nie jest przypadkowy, a i wielokropek ma olbrzymie znaczenie. Ciąg dalszy nastąpi. Albo i nie. Nie myślmy o tym za dużo.
1 10
Moja ocena:
8
Michał Walkiewicz
Dziennikarz filmowy, redaktor naczelny portalu Filmweb.pl. Absolwent filmoznawstwa UAM, zwycięzca Konkursu im. Krzysztofa Mętraka (2008), laureat dwóch nagród Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
56% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (18 głosów).
Udostępnij: