Przygoda dla każdego

"Silver" to doskonały przykład na to, że dobre jRPG można również stworzyć poza Krajem Kwitnącej Wiśni.
Zły czarownik Silver chce zapanować nad światem. I zapewne wszystko poszłoby gładko, gdyby nie to, że porwał z krainy Jarrah niemal wszystkie kobiety w celu… Tego nie zdradzę, ale wspomnieć trzeba, że wśród nich znalazła się także żona Davida – głównego bohatera, którym pokieruje gracz. Aby odzyskać ukochaną, jasnowłosy młodzieniec wyrusza w niebezpieczną misję uwolnienia ukochanej, która zamienia się również w kampanię przeciwko Silverowi. Choć fabuła jest zwyczajnie standardowa i niczym nie zaskakuje, to samej historii nie można odmówić uroku. Niewątpliwie zasługa w tym klimatu gry. Jest jednocześnie bajkowy i mroczny, wręcz baśniowy, okraszony fantastyczną muzyką, która idealnie wpasowuje się w charakterystykę produkcji. Modele postaci są kreskówkowe, mocno nawiązujące do swoich japońskich odpowiedników. Niestety, zostały one wykonane w 3D i są jedynym elementem, który najbardziej się zestarzał. Na szczęście tła są pre-renderowane w 2D i nawet 16 lat po premierze potrafią przykuć wzrok (w dniu premiery musiały wyglądać obłędnie).         

O grach jRPG mówi się często, ze fabuła w nich jest liniowa, zaś rozwój postaci jest ograniczony do minimum.  To samo jest w grze "Silver". Produkcja jest do bólu liniowa, wybory gracza ograniczają się jedynie do wyboru kierunku, w który najpierw uda się bohater z towarzyszami na danej mapie. Oczywiście później można wrócić do pominiętej ścieżki czy wejścia, ale niekiedy obie prowadzą do tego samego miejsca. Dialogi wyłącznie się czyta albo słucha – nie możliwości podjęcia jakiejkolwiek znaczącej decyzji. Rozwój postaci odbywa się automatycznie i gracz nie ma żadnego wyboru także w tej kwestii. Różnego oręża, unikatowych przedmiotów, specjalnego ciosu i  jak i magii mogą używać wszystkie postacie, które dołączymy do drużyny (liczyć może maksymalnie trzy osoby). Warto jedynie rozdzielić z głową poszczególną broń między postaciami obecnymi w danej chwili w drużynie. Okazuje się bowiem, że jedna postać może zadawać młotem czy mieczem większe obrażenia niż pozostałe. Oczywiste jest także to, że postać z małą ilością many nie może rzucać bardziej zaawansowanych zaklęć. Również awansowanie o kolejny poziom nie odbywa się za pomocą standardowych punktów za zdobyte doświadczenie. Postacie zdobywają kolejny poziom wyłącznie po pokonaniu bossa.

Walka, której w "Silver" jest bardzo dużo, w przeciwieństwie do większości jRPG nie jest turowa, ale odbywa się w czasie rzeczywistym. Na szczęście jest bardzo intuicyjna oraz satysfakcjonująca i sprowadza się do wciskania paru klawiszy i nakierowaniu kursorem w kierunku wroga. Broni do wyboru może nie jest wiele, ale przy ubogich statystykach i rozwoju postaci i tak w danej chwili używa się najmocniejszego oręża dostępnego pod ręką. Warto rzucać zaklęcia, które w szeregach wroga sieją niekiedy ogromne spustoszenie, szczególnie gdy podatni są na dany żywioł magii.

Interfejs jest minimalistyczny i banalny w obsłudze. Ciekawie prezentuje się obserwacja świata przez gracza. Raz jest to rzut izometryczny, innym razem dimetryczny a nierzadko z samej góry. Dlaczego zdecydowano się na takie rozwiązanie? Tła są statyczne i podróż między lokacjami odbywa się na wędrówce z punktu A do punktu B, gdzie dostępna jest ikonka drzwi. Na szczęście kierujemy za pomocą myszki a nie klawiatury, tym samym sterowanie jest dużo przyjemniejsze niż w takim "Nocturne" z tego samego roku.

"Silver" to doskonały przykład na to, że dobre jRPG można również stworzyć poza Krajem Kwitnącej Wiśni. Choć z racji ubogich elementów RPG bardziej pasuje do recenzowanej produkcji określenie: przygodowa gra akcji. Gracze, którzy uwielbiają statystyki, otwarty świat, dialogi pełne wyborów nie znajdą tutaj nic z tych rzeczy. Pozostaje jedynie szablonowa fabuła i klimat. I to raczej ta ostatnia rzecz zachęca do tego, by zapoznać się z tym cyfrowym, choć nieco zapomnianym, kawałkiem historii.
1 10
Moja ocena:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?